wtorek, 6 lutego 2018

Projekt Denko - styczeń 2018: Rozcinanie opakowań

Jeśli moje zużycia miałyby wyglądać przez cały rok tak samo jak w styczniu, to byłabym bardzo zadowolona. Zauważyłam, że produkty z wielu kategorii sięgnęły dna, a ja nawet tego nie odczułam – poza potrzebą wyciągnięcia kolejnych kosmetyków z zapasów naturalnie. Tak wiele produktów w mojej pielęgnacji zostało zastąpionych, że aż prosi się o stworzenie aktualizacji do mojej zimowej pielęgnacji. W planach mam jednak przygotowanie osobnego wpisu o pielęgnacji moich włosów i przyglądnięciu się dokładniej temu aspektowi mojego życia. Wracając jednak do styczniowych zużyć: zobaczcie, jakie produkty udało mi się w całości wykorzystać!

Projekt Denko - styczeń 2018




Legenda:
Kolor zielony – Kupię ponownie!
Kolor pomarańczowy – Zastanowię się nad kupnem / Kupię w innej wersji zapachowej
Kolor czerwony – Zdecydowanie nie kupię!

1) Żel pod prysznic i płyn do kąpieli Yves Rocher Pear & Cocoa
(edycja limitowana)

Yves Rocher to marka, którą określiłam mianem mojego odkrycia roku 2016. Od tamtej pory zdążyłam się bardzo zżyć i zaprzyjaźnić z jej produktami. Bardzo chętnie sięgam po ich żele pod prysznic, bądź kosmetyki dwa w jednym, czego przykładem jest ta wąska buteleczka. Produkt ten użyć można było na dwa sposoby: jako tradycyjny żel pod prysznic lub płyn do kąpieli. W obu przypadkach sprawdził się on bardzo dobrze. Jego zapach powodował u mnie dość mieszane uczucia i nie używałam go codziennie. Nie zawsze miałam bowiem ochotę na tak intensywny i przenikliwy aromat kakao połączonego z gruszką. Radziłabym zatem ostrożnie podejść do tego zapachu i raczej nie kupować go w ciemno, bo nie każdemu będzie on pasował. O ile naturalnie ten rodzaj trafi jeszcze do sprzedaży, bo była to zimowa edycja limitowana.

Nie zawiera parabenów, pH neutralne dla skóry. 


2) Żel pod prysznic Revlon Natural Honey Coco Addiction

Ta duża butla kokosowego żelu od Revlon była z nami praktycznie przez połowę zimy. Zużywaliśmy ja bardzo długo i przez moment nawet zastanawialiśmy się, czy ma ona jakieś dno. Nie oznacza to jednak, że męczyliśmy się z tym produktem. Wręcz przeciwnie. Jako żel spełniał on wszystkie swoje funkcje, a przy tym zapach kokosa był wręcz obłędny i długo utrzymywał się na skórze i w pomieszczeniu. Jeśli kiedyś rzuci mi się w oczy, to na pewno wrzucę go do koszyka ponownie.

Zawiera olejek kokosowy.


3) Żel do mycia twarzy Iwostin Purritin

Po zużyciu mniejszego opakowania tego żelu byłam nim tak oczarowana, że poprosiłam moją mamę o zakup pełnowymiarowego produktu. Po wykończeniu tego opakowania mogę już śmiało powiedzieć, że jest to mój ulubiony na tę chwilę żel do mycia twarzy. Kosmetyk ten miał dość charakterystyczny, ale niedrażniący zapach i lekko żółtawą barwę. Używałam go zarówno rano jak i wieczorem i widziałam dużą poprawę kondycji mojej cery. Widać było, że uspokoiła się ona pod wpływem działania tego żelu. Już istniejące wypryski uległy natomiast szybszemu gojeniu. Na pewno kupię go ponownie podczas pobytu w Polsce. Produkt jest hipoalergiczny, przeznaczony do skóry tłustej i trądzikowej.


4) Krem do twarzy Vichy Slow Age

Tę miniaturę otrzymałam w prezencie urodzinowym od marki Vichy i z ochotą zabrałam się za testowanie. Być może uznacie, że mogę niewiele powiedzieć na temat takiego maleństwa, ale jest wręcz przeciwnie. Te 10 ml starczyło mi na bardzo wiele użyć, a sięgałam po ten produkt bardzo często. Głównie wędrował on na moją twarz rano i już od pierwszego użycia widziałam sporą różnicę w elastyczności i jędrności cery. Przyznam Wam szczerze, że nigdy specjalnie nie interesowałam się produktami opóźniającymi oznaki starzenia skóry, bo odkąd pamiętam ludzie nie wierzyli mi, że mam tyle lat, ile w rzeczywistości. Nawet teraz zdarza mi się być pytaną o dowód, a niedługo kończyć będę 27 lat. Nie oznacza to jednak, że nie powinnam używać takiego rodzaju kosmetyków i ten krem pokazał mi, że warto rozejrzeć się po tej półce. Tak więc mimo że gołym okiem nie widzę u siebie zmarszczek i dosadnych zmian na twarzy, to podczas stosowania specyfiku Vichy widziałam poprawę w jej ogólnym wyglądzie. Cera była sprężysta w dotyku i zaryzykowałabym nawet stwierdzenie: młodsza. Z tym kremem bardzo się polubiłam i na pewno w niedługim czasie zdecyduję się na zakup pełnowymiarowego produktu. Mam nadzieję, że większa wersja ma inne opakowanie, bo z tym z biegiem czasu miałam spore trudności z wydobyciem kremu (szpatułka nie docierała do dna buteleczki).

Nie zawiera parabenów, SPF 25.


5) Maska oczyszczająca z glinką szarą Ziaja

Wydaje mi się, że już kiedyś używałam tej maski, ale o dobrych produktach warto powiedzieć kilkukrotnie. Osobiście uważam, że jest to jedna z lepszych masek marki Ziaja. Ta maska miała szarą barwę i konsystencję przypominającą glinkę, do której ktoś dodał dużą ilość kremu. Całość dawała się w łatwy sposób rozprowadzić po twarzy. Saszetka starczyła mi na pokrycie twarzy oraz szyi. Po jej zmyciu efekt końcowy był wręcz rewelacyjny. Twarz była widocznie oczyszczona, a przy tym przyjemna w dotyku. Nie zauważyłam żadnego przesuszenia. Cera uzyskała równomierny koloryt. Nie pojawiły się podrażnienia. Całość oceniam na duży plus.

Zawiera pH neutralne dla skóry.


6) Mleczko do demakijażu Bourjois Paris

Będąc w długoletnim związku z wodą micelarną tej marki, zdecydowałam się na świadomy skok w bok wprost w ramiona mleczka. Ta formuła zupełnie nie przypadła mi jednak do gustu. Twarz nie była w 100% oczyszczona, a przy tym cały proces aplikacji był dość nieprzyjemny. Nie mogłam również używać go do demakijażu oczu, gdyż bardzo je on podrażniał. Ostatecznie zużyłam go do mycia pędzli i do tego celu nadawał się znacznie lepiej. Nie planuję ponownych skoków w bok.


7) Woda micelarna Bourjois Paris

Jest to mój ulubieniec do demakijażu. Jak dotąd nie spotkałam żadnego lepszego produktu, a i nie zamierzam go szukać, póki mam dostęp do tej wody. Doskonale oczyszcza, nie powodując żadnych podrażnień czy przesuszeń i nie pozostawia mgły na oczach. Produkt godny polecenia.

Produkt hipoalergiczny, nie zawiera alkoholu.

8) Szampon GlissKur Liquid Silk

Co do tego szamponu mam mocno mieszane uczucia. Ostatnio często napotykam się z podobną reakcją moich włosów na nowości, które jej serwuję. Początkowo byłam bardzo zadowolona z działania. Włosy po umyciu prezentowały się ładnie i zdrowo. Były lśniące i lejące się. Do tego zyskały iście jedwabistą miękkość. W czym więc problem? Dała o sobie znać moja skłonność do powstawania łupieżu. Stąd też ratować musiałam się poniższym tradycyjnym H&S, a GlissKur został ostatecznie zużyty na końcówki. Nie pierwszy raz spotykam się z sytuacją, w której moja skóra głowy nie toleruje produktów, które powodują świetną kondycję ich długości. Polecam jednak tym, którzy nie zmagają się z podobnymi problemami.


9) Szampon przeciwłupieżowy Head&Shoulders Citrus Fresh

Ten szampon towarzyszy mi już od lat i za każdym razem pomaga mi w walce z łupieżem. Wersję Citrus Fresh lubię chyba najbardziej ze względu na jej piękny zapach i odświeżający efekt, który powoduje.

10) Odżywka do włosów John Frieda Brilliant Brunette Hydration Conditioner

Już kilkukrotnie miałam kontakt z tą konkretną odżywką i za każdym razem jestem zadowolona z jej używania. Włosy po tym produkcie wyglądają wyjątkowo dobrze, są miękkie i lśniące.


11) Masło do ciała The Body Shop Frosted Cranberry
(edycja limitowana)

Kolejna grupa produktów, którą bardzo lubię i wśród których testuję przeróżne warianty zapachowe są masła do ciała z TBS. Z zapasów wygrzebałam małe opakowanie pochodzące z zimowej kolekcji o zapachu mrożonej żurawiny. Sama konsystencja tego masła była świetna i przypominała właśnie mięciutkie masło, dzięki czemu łatwo rozsmarowywała się na ciele i dawała przyzwoitą dawkę nawilżenia. Zapach miał jednak w sobie jakąś chemiczną nutę, której nie potrafię do końca określić, a która nieco drażniła mój nos. Po masła tej marki będę sięgać, jednak mój wybór padnie z pewnością na inny aromat.


12) Kremowy olejek do peelingu Kneipp

Podczas jednej z kąpieli użyłam tej saszetki do peelingu. Całość starczyła mi na pokrycie całego ciała. Sama konsystencja produktu była dość specyficzna i przyrównać można ją do bardzo tłustego kremu z dużymi drobinkami. Zawartość tej torebki wmasowałam w ciało, po czym spłukałam. Ciało było bardziej tłuste niż miękkie. Obecność olejków w składzie spowodowała, że skóra wyglądała jak po wysmarowaniu się oliwką. Mnie nie do końca przekonują olejki i nie odczuwam przyjemności w ich stosowaniu, a że po użyciu peelingu Kneipp efekt miękkiej skóry nie utrzymał się długo, to też nie zamierzam więcej sięgnąć po niego w sklepie.

Kosmetyk naturalny.


13) Krem do stóp Garnier Foot Intensywna Pielęgnacja

Bardzo lubię czerwoną wersję Garniera przeznaczoną do skóry suchej i popękanej. Dla moich stóp był to w wielu przypadkach ostateczny ratunek. Przy systematycznym stosowaniu tego kremu stały się one wyjątkowo miękkie i dobrze nawilżone. Mój mąż nawet śmieje się, że są one tak miękkie, jakby nigdy nie dotykały ziemi ;)


14) Zabieg kawowy Eveline Cosmetics Royal Spa Pedicure

Przyznam szczerze, że nie do końca przepadam za tego rodzaju produktami. Tym bardziej nie wiem, co kierowało mną, gdy wrzucałam go do koszyka. W końcu jednak zebrałam się w sobie i postanowiłam wykonać ten dwuetapowy zabieg na stopy. Byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona, gdy okazało się, że peeling kawowy zawarty w saszetce doskonale wypełnił swoje zadanie. Po otwarciu torebeczki czuć było intensywny kawowy aromat. Kosmetyk miał gęstą konsystencję i liczne granulki peelingujące. Był bardzo fajny w użyciu i choć nie przepadam za zabiegami wykonywanymi na stopach, to ten sprawił mi sporą przyjemność. Efekt po wykonaniu peelingu był świetny. Skóra była wyjątkowo miękka. Druga część zawierała maskę na stopy. Była ona jednak tak gęsta, że potraktowałam ją jak krem. Miała ona eukaliptusowy zapach i widać było jej odżywczy wpływ na skórę. Jestem pozytywnie zaskoczona tym produktem.

15) Mydło w płynie Neutro Roberts

To mydło przybyło wraz z nami z Włoch, więc pewnie nie prędko miałabym okazję ponownego zakupu. Jednak czy jest to produkt niezbędny? Nie sądzę. Mydło sprawdziło się dobrze przy codziennych czynnościach wymagających umycia rąk. Miało przyjemny, aloesowy zapach, domywało dłonie i nie przesuszało ich, ale było przy tym także okropnie niewydajne i zniknęło w mig.

16) Pasta do zębów Elmex 

Standardowa pasta, która zawsze jest w naszym domu.


17) Plastry do oczyszczania twarzy Balea

Przy odpowiednim przygotowaniu twarzy do oczyszczenia porów te plastry dają bardzo zadowalające efekty, dlatego też często je stosuję.


18) Perfumy Pull&Bear Paris

Z półki niedrogich, aczkolwiek ładnych perfum, które przyzwoicie się utrzymują, z pewnością polecić mogłabym zapachy sieciówki Pull&Bear. Pierwszy kontakt z ich wodami toaletowymi był zupełnie przypadkowy, a zakończył się tym, że systematycznie do nich powracam. Zapach Paris był bardzo delikatny, kwiatowy i dziewczęcy. Fiolka idealnie mieści się w torebce, więc zabierałam ją ze sobą wszędzie.

19) Perfumy Magic Girl

Te perfumy otrzymałam kiedyś w prezencie. Sama pewnie nigdy nie zdecydowałabym się na ich zakup. Są one zdecydowanie zbyt słodkie i egzotyczne jak dla mnie. W zapachu czuć dużo tropikalnych nut i ponownie czystą słodycz. Nosząc ten zapach, dostawałam wręcz nudności od tak ogromnej dawki słodyczy, dlatego zużyłam je jako odświeżacz powietrza.


20) Maskara L'oreal Volume Million Lashes Fatale

Z maskarami L'oreal mam potworny problem. Wypróbowałam już kilka rodzajów, a ciągle powtarza się ten sam schemat. Na początku ich używania dają one wręcz okropny efekt! Rząsy są posklejane, oblepione dużą ilością tuszu. Często powstaje po prostu jedna wielka, nieestetyczna plama. Gdy sytuacja się zmienia i zaczynam je lubić, praktycznie po paru dniach się kończą. Nie widzę zatem sensu kupowania tak drogiego tuszu, by przez większość jego „życia” męczyć się i wyklinać. W zapasach mam jeszcze jeden rodzaj do wypróbowania i gdy już go skończę z pewnością nie będę kupować tych maskar. Znam lepsze i tańsze produkty.


Produkty męskie:

21) Żel do golenia Cien Men Fresh

Ten żel został kupiony podczas któregoś pobytu w Polsce, gdy okazało się, że mąż nie zabrał ze sobą produktów do golenia. W innym przypadku pewnie w ogóle by po niego nie sięgnął. Był to taki rezerwowy żel, stojący na półce w razie gdyby ktoś z naszych gości zapomniał, a akurat u nas nocował i chciał się ogolić ;) Mój mąż ocenił go jako typowego średniaka. Nie najgorszy w działaniu, ale bardzo mało wydajny. Pozostanie on jednak fanem produktów Gillette.

22) Antyperspirant w sprayu Nivea Men Silver Protect

Ulubiony dezodorant mojego męża, bez którego nie umie on normalnie funkcjonować.


Próbki:

Perfumy Jil Sander Eve - Ostatnio bardzo polubiłam się z tą marką perfum, co nie oznacza jednak, że podobają mi się wszystkie jej zapachy. Przykładem takiego produktu będzie seria Eve, która ma ładny, kwiatowy aromat. Dla mnie jednak jest on zbyt przytłaczający i za bardzo intensywny, bym mogła nosić go na co dzień. 



Jak zauważyliście pewnie na zdjęciach w tym miesiącu rozcinałam produkty, z którymi żal było mi tak szybko się rozstać. Jeśli Wy nigdy tego nie robiłyście, to zdecydowanie polecam Wam tę czynność zwłaszcza przy opakowaniach-tubkach. Zarówno w przypadku żelu do mycia twarzy jak i kremu do stóp, których opakowania przecięłam, ilość kosmetyku w środku była jeszcze tak duża, że starczyła mi na dobre 2 tygodnie systematycznego używania. Łączna kwota zużytych kosmetyków (po przeliczeniu walut i zaokrągleniu) wynosi w styczniu lekko ponad 260 zł.

 Czy znacie te kosmetyki?

36 komentarzy:

  1. Spore denko! Ja bardzo lubię olejki z Knapp:)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Poszalałaś z tym denkiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt: mnostwo rzeczy sie nazbieralo :P

      Usuń
  3. Wow ile kosmetyków :D Uwielbiam odżywki od Johna Friedy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam i bardzo lubię maseczkę Ziai oraz odżywkę John Frieda Brilliant Brunette ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. znam większość kosmetyków :D Super pomysł z przecinaniem opakowań :D mamy wtedy możliwość zużycia w 100% :D
    Co do Loreala, ja uwielbiam wersję czerwoną, jest najlepsza! Nie kruszy się, nie skleja, idealnie rozczesuje przy pierwszym jak i wtedy kiedy jest już lekko wysuszony :D No i ideał <3

    dodaję do obserwowanych i zapraszam również do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwonej nie uzywalam, ale jestem juz na tyle zrazona, ze raczej nie siegne :P

      Usuń
  6. Ale Ci idzie uzywanie, szczerze zazdroszcze. U mnie z poczatkiem roku jakos mozolnie. Mam nadzieje ze to sie rozbuja ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dużo tego zdenkowałaś!

    Nie wiedziałam, że Pull $ Bear mają w ofercie zapachy... :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ileż kosmetyków się u Ciebie zużywa:D nie wiem ile czasu potrzebowałbym na te wszystkie cuda:D
    Zainteresowałaś mnie żelem do mycia twarzy z Iwostin

    OdpowiedzUsuń
  9. No proszę! Sporo tego!
    Też rozcinam opakowania, a wszyscy się ze mnie śmieją, że robię to bez sensu, bo tam i tak nic nie ma. A tam właśnie jest! I to dużo! :)

    Pozdrawiam ♥
    One Masked Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwszym rozcieciu przekonaja sie, ile produktu wyrzucaja do kosza :P

      Usuń
  10. Ja przy większości tuszy mam ten problem, próbowałam już maxfactor, loreal, rimmel, maybelline, miss sporty ale wszystkie dają taki sam efekt zaraz po otwarciu, dopiero po jakimś czasie jest ok. ale Voume million lashes to mój ulubieniec ever:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo lubie maskare Clinique, wiec moze warto wyprobowac cos z wyzszej polki?

      Usuń
  11. O, widzę, że nie tylko ja przecinam opakowania, żeby wydobyć resztę :) Często kremy zatrzymują się przy samym denku.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kosmetyków mało co znam. Sporo się ich nazbierało i przewaga jest tych co kupisz znów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio jestem raczej zadowolona z kosmetykow :)

      Usuń
  13. Zawsze z dużym zainteresowaniem czytam Twoje recenzje. Mamy podobne preferencje.

    PurpurowyKsiezyc

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie znam żadnego z tych produktów. Z GlissKur miałam kiedyś szampon w wersji Volume, ale mi się nie sprawdził ;) Zużyłam, ale już nigdy po niego nie sięgnęłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze to kolejna marka, ktora sie kocha albo nienawidzi :P

      Usuń
  15. A ja ostatnio prawie nic nie moge zużyć,mam wrazenie ze te butle dna nie maja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tez dobrze - troche zaoszczedzisz ;)

      Usuń
  16. Ciekawe produkty :)
    Zapraszam na nowy wpis :)
    http://www.stylishmegg.pl/2018/02/kozuszek-i-bordowa-sukienka-z-falbankami.html

    OdpowiedzUsuń
  17. Wszystko to dla mnie nowości :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Zaciekawił mnie żel. Uwielbiam produkty pachnące kokosem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Życzę ci żeby denko dalej było na tym samym poziomie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...