środa, 8 maja 2019

Objazdówka po Lazurowym Wybrzeżu - Co zobaczyć?

W drugiej połowie kwietnia wybrałam się z mężem na pierwszą w tym roku dłuższą wycieczkę. Za cel naszej podróży obraliśmy Lazurowe Wybrzeże. Analizując wszelkie za i przeciw podjęliśmy decyzję o zorganizowaniu objazdówki, ponieważ ta forma wyjazdu najlepiej się u nas sprawdza i odpowiada naszym oczekiwaniom turystycznym. Biorąc pod uwagę niedługi czas jazdy (6,5 h), bez wahania wybraliśmy na środek transportu nasze auto. W dzisiejszym wpisie chciałabym opowiedzieć Wam w skrócie o tej wyprawie i ogólnych wrażeniach.

Zachęcam do lektury!



Na początku muszę wspomnieć o pewnym zbiegu okoliczności, który zdarzył się tuż przed naszym wyjazdem, a który mocno rzutował na jego przebieg. W planach na ten rok uwzględniałam od dawna zakup nowego aparatu, jednak nie sądziłam, że zostanę tak nagle postawiona pod ścianą. Otóż na tydzień przed planowaną datą wycieczki mój dotychczasowy aparat zaczął płatać mi figle. W losowych sytuacjach zaczął się wyłączać, pojawiał się komunikat o błędach. Wreszcie doszło do sytuacji, w której nie byłam w stanie zrobić jakiegokolwiek zdjęcia na zewnątrz (wychodziły mocno prześwietlone i po każdym kliknięciu migawki pojawił się komunikat o wyłączeniu i włączeniu baterii). Wpadłam w małą panikę. Już nie chodziło nawet o sentyment, który mam do tego sprzętu, ale o to, że zostałam bez aparatu na kilka dni przed wyjazdem. Czasu pozostało bardzo niewiele, a ja jak szalona starałam się znaleźć sprzęt, który byłby dostępny stacjonarnie w sprzedaży. W końcu nie mogłam tak długo czekać na dostawę. Jak się domyślacie było to dość ciężkie. Ostatecznie mój wybór padł na cyfrówkę Sony, która była dla mnie osiągalna finansowo i to z nią wyjechałam na wakacje. Musicie zatem wiedzieć, że zdjęcia wyjazdowe powstały w całości nowym aparatem, z którym dopiero się zapoznawałam.



Tak jak wspominałam do Francji udaliśmy się naszym prywatnym samochodem (ze Szwajcarii przez Włochy). Mając za sobą to doświadczenie, mogę udzielić kilku porad. Po pierwsze sama trasa jest dość kosztowna: zarówno autostrada we Włoszech, jak i przejazd pomiędzy miejscowościami na Lazurowym Wybrzeżu wiąże się z płatnościami. Koniecznie warto jest mieć ze sobą „drobne”, ponieważ niektóre automaty przyjmują jedynie monety. W jednym z nich natrafiliśmy na taką stresującą sytuację: wcześniejsze automaty połknęły już wszystkie nasze monety i zostały nam jedynie banknoty po 5 euro, a automat nie miał możliwości wrzucenia takiej kwoty. Skończyło się na szukaniu wśród kierowców kogoś, kto rozmieni nam piątaka. Sam temat funduszy chciałabym poruszyć w innym poście, lecz w tym miejscu mogę powiedzieć, że opłaty drogowe w jedną stronę wyniosły nas blisko 40 euro.


Nasza trasa przebiegła bezproblemowo (no może poza diametralną zmianą sposobu jazdy kierowców we Włoszech) i po ok. 6 godzinach byliśmy w Nicei. To tam rozpoczęła się nasza wycieczka. Po pozostawieniu auta na parkingu przedostaliśmy się na jedną z głównych ulic, by zorientować się gdzie jesteśmy i dokąd powinniśmy się udać. Pierwszym zaskoczeniem była sytuacja, w której po trzech sekundach od wyciągnięcia mapy podeszła do nas starsza pani mówiąca dość specyficznym angielskim i chcąca nam za wszelką cenę pomóc w odnalezieniu drogi. Było to niezwykle mile z jej strony, mimo że w tej chwili sami jeszcze nie wiedzieliśmy, dokąd chcemy iść.

Stanęliśmy zatem na dość ruchliwej ulicy i nasza pierwsza myśl brzmiała: „Jak dobrze, że nie przyjechaliśmy tu w sezonie”. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, jakie tłumy napotkać można na ulicach miasta, gdy sezon urlopowy jest w pełni. Dla mnie już w tym momencie turystów było dużo za dużo. Główne drogi były tak pełne, że z premedytacją zawsze wybieraliśmy boczne uliczki, bądź podążaliśmy w przeciwną stronę niż wszyscy.





Warto zaznaczyć, że w obrębie miast nie poruszaliśmy się samochodem. W ten sposób przemieszczaliśmy się tylko w obrębie miast. Jako miejski środek transportu wybraliśmy z kolei hulajnogi. Możecie się śmiać, lecz podczas tego wyjazdu po raz kolejny uświadomiłam sobie jak dobry jest to pojazd dla turysty do miejskiego zwiedzania. O wiele szybciej pokonywaliśmy większe odległości (bez nich nie zobaczylibyśmy wielu miejsc, które były oddalone od centrum), a przy tym były bardzo praktyczne w użyciu. Można było wszędzie nimi wjechać, szybko złożyć w razie potrzeby, a najważniejsze nie czuliśmy ani grama zmęczenia po całym dniu jazdy. W dodatku nie byliśmy odosobnieni w naszym wyborze, bo podczas całej naszej wycieczki co krok widzieliśmy ludzi na hulajnogach w różnym wieku.


Zwiedzanie Nicei rozpoczęliśmy od dzielnicy Cimiez, w której znajdują się pozostałości starożytnych rzymskich budowli. Co prawda dotarcie tam zajęło nam o wiele za dużo czasu, gdyż drogi nie do końca pokrywały się z mapą (co krok trafialiśmy na prywatne, zamknięte odcinki dróg), ale w końcu udało się. Nieopodal znajdował się także pierwszy na naszej trasie punkt widokowy. Po powrocie z tej dzielnicy poszliśmy zameldować się w hotelu. Zatrzymaliśmy się w So Co by Happy, który nastawiony jest na ochronę środowiska. Niestety nasz pokój nie był jeszcze gotowy, więc musieliśmy na niego poczekać dłuższą chwilę, co pokrzyżowało nam nieco plany zwiedzania. Po załatwieniu formalności udaliśmy się w stronę plaży, by w końcu nacieszyć się widokiem Morza Śródziemnego.





Już pierwszy widok na morze uświadomił nam, z jak pięknymi krajobrazami będziemy mieć do czynienia podczas wyjazdu. Większość tego dnia spędziliśmy zatem na kamienistej plaży, nieopodal historycznego centrum. Nicea nie należy do miast, w których od razu można poczuć się jak w domu. Tak naprawdę dopiero trzeciego dnia byliśmy w stanie poruszać się po głównych ulicach bez mapki, wiedząc w której części miasta się znajdujemy. Uliczki Starego Miasta są kręte, bardzo wąskie, a większość z nich nawet nie jest zaznaczona na mapie. Ponadto wybierając się do centrum, trzeba nastawić się na chodzenie po schodach w górę i w dół. Najbardziej okazały jest naturalnie plac Massena, na którym życie trwa 24h/dobę. Po zapadnięciu zmroku zyskuje nową odsłonę.





W Nicei zaliczyliśmy wejście na dwa wzgórza. Pierwsze – Wzgórze Zamkowe – jest łatwo osiągalne. Znajduje się tuż przy głównej Promenadzie i zawiera mnóstwo wiele ciekawych miejsc oraz ukrytych detali. Ruiny zamku, wieża widokowa, wodospad, brukowane mozaiki czy wreszcie sam widok na okolicę z każdej strony. Dotarliśmy także do dzielnicy Mont Boron, a tam czekała nas wędrówka na wzgórze, by odkryć Fort du Mont Alban. Twierdza ta niestety nie jest dostępna do zwiedzania, lecz z zewnątrz również ciekawie się prezentuje. Nie żałujemy ani trochę poświęconego czasu i energii na zdobycie tego małego szczytu, bo właśnie stamtąd zapamiętaliśmy najpiękniejszy widok z całego naszego pobytu. Na zdjęciu widzicie cypelek, który tworzy miejscowość Saint-Jean-Cap-Ferrat i fragment portu Villefranche-sur-Mer, który należy od tamtej chwili do moich ulubionych. Ponadto w Nicei spędzaliśmy wieczory na spacerach po oświetlonej starówce oraz siedząc na plaży, która o zmroku jest jeszcze bardziej pełna niż za dnia.





Tak naprawdę marzyło mi się zobaczyć Monako. Od tego właśnie wziął się pomysł na wycieczkę w tym kierunku. Jako oszczędni turyści nie pozwoliliśmy sobie jednak na nocleg w tym państwie. Całe szczęście sieć komunikacji do Monako jest dobrze rozwinięta i z Nicei przedostaliśmy się tam pociągiem. Absolutnie nie widzę sensu poruszania się po ulicach tego miasta-państwa samochodem, bo mogłoby być to bardzo skomplikowane: mało miejsca, korki, wiele ślepych uliczek oraz deptaki wyłączone z ruchu ulicznego. Z Nicei złapaliśmy zatem bezpośredni pociąg i tym samym spędziliśmy dzień w Monako, w którym zakochałam się od wejścia w pierwszą ulicę. Na pierwszy rzut oka widać, że jest to bogaty kraj, gdzie każdy plan architektoniczny jest starannie przemyślany. Wystarczyło przejść się losową ulicą, by zauważyć, że nic nie znajduje się tam przypadkiem. Widok z góry na miasto odsłaniał jego tajemnice: takiego zorganizowania przestrzeni już dawno nie widziałam. Z ciekawością patrzyłam na parki i deptaki prowadzone przez … dachy budynków. W ramach anegdoty powiem jeszcze, że zachwyceni zwykłymi uliczkami Monako, nie spostrzegliśmy się nawet, że opuściliśmy to małe państewko.





W Monako zwiedziliśmy większość polecanych atrakcji i od początku mieliśmy przeznaczony największy budżet na ten dzień. Byliśmy między innymi w ogrodzie egzotycznym, gdzie odwiedziliśmy także muzeum oraz zostaliśmy oprowadzeni po podziemnej grocie. Naturalnie weszliśmy na słynne, widoczne na każdym pejzażowym zdjęciu wzgórze, gdzie znajdują się największe atrakcje: Pałac Królewski i Oceanarium. Z ciekawością zwiedziliśmy komnaty księcia z audiobookiem w języku polskim. Weszliśmy również do Oceanarium, ale bardziej niż akwaria zainteresowało nas muzeum. Specjalnie dla mojego męża na naszej trasie umieściłam również wizytę w muzeum samochodów należących do księcia. Kolekcja jest imponująca. Dotarliśmy także do słynnej okolicy z rozsławionym kasynem, lecz przyznam, że szybko stamtąd uciekliśmy. Dla nas był to zbyt duży pokaz próżności, a niektórzy ludzie zachowywali się jakby nie widzieli na oczy lepszej klasy samochodu.
























Drugą część naszego pobytu spędziliśmy w Cannes, które o dziwo nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Tak naprawdę głównym punktem do zwiedzania był tylko Pałac Filmowy i Aleja Gwiazd z odciśniętymi dłońmi aktorów. My zatem postawiliśmy na inny rodzaj poznania miasta: szukaliśmy murali związanych ze sztuką filmową, co wyszło nam nie najgorzej i sprawiło mnóstwo frajdy. Ponadto w Cannes próbowaliśmy tradycyjnego wypieku z tego regionu, czyli soccę. Ponownie spędziliśmy mnóstwo czasu na plaży, która była w tym miejscu (ku naszej uciesze) piaszczysta.
























W tym mieście nocowaliśmy w Amarante Hotel, który położony był w niewielkiej odległości od centrum. Samo Stare Miasto mnie nie zachwyciło. Było wręcz „zaśmiecone” sklepami z pamiątkami, przez co same budynki nikły w tle. Myśląc o Cannes od razu przychodzi mi na myśl przepyszny obiad, jaki jedliśmy w Gusti Italiani (tak wiem, byliśmy we Francji, a jedliśmy włoską kuchnię). Niepozorna restauracja umiejscowiona na 1. piętrze sklepu delikatesowego ugościła nas jak nikt inny. Obsługa była przemiła i chciała uchylić nam wrót do nieba, co poniekąd udało im się za sprawą jedzenia, jakie serwują. Mają oni okrojone menu, ale ma to związek z tym, że sami wytwarzają wszystkie składniki (można je kupić poniżej w sklepie). Tak pysznego obiadu nie da się zapomnieć.


Cannes jest świetną wypadową na pobliskie wyspy. Nasz wybór padł na wyspę świętej Honoraty, do której dopłynęliśmy zaledwie w 25 minut. Był to idealny czas na tego rodzaju wycieczkę. Byliśmy już nieco zmęczeni ciągłym zwiedzaniem. Nie dawaliśmy sobie chwili wytchnienia od rana do wieczora. Na wyspie mogliśmy zatem odpocząć w towarzystwie natury i naładować baterie. Co więcej wyspa ta kryje dużo skarbów, których warto poszukać. Po drodze zobaczyć można pozostałości budowli, kapliczki czy wreszcie opuszczoną, majestatyczną twierdzę. Ta ostatnia zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Tym bardziej, że w środku nie spotkaliśmy żywego ducha, co dodatkowo potęgowało uczucie tajemniczości tego miejsca. Sam zakon franciszkanów wypadł przy niej dość słabo.


W tym regionie odwiedziliśmy również malownicze miasteczko La Turbie. O głównej atrakcji – ruinach monumentu z czasów starożytnego Rzymu – przeczytać można wiele, lecz nikt nie wspomina o tym jak piękna jest to mieścina. Piękne kamienne uliczki, historyczne domy i mnóstwo kwiatów – spacer w tym miejscu był czystą przyjemnością. Zajrzeliśmy również na sam monument oraz do małego muzeum, stojącego obok niego. Bez wątpienia można stwierdzić, że cofnęliśmy się tam w czasie. Mogliśmy także z wysokości spojrzeć na odwiedzane parę dni wcześniej Monako.


Z Francją na pewno będą mi się kojarzyć francuskie ciastka z czekoladą, które nigdzie nie smakują tak dobrze jak tam. Hotele, w których byliśmy, wyrabiały je własnoręcznie, więc codziennie na śniadanie jedliśmy kilka jeszcze gorących sztuk. Pod względem kulinarnym szczególnie one zapadły mi w pamięci. Nie możemy również narzekać na pogodę. Prognozy jak zawsze straszyły nas deszczem, a na miejscu nie zaznaliśmy ani chwili oziębienia. Słońce świeciło tak mocno, że po dwóch dniach byliśmy już opaleni. Również pod tym względem warto jest wybrać się na Lazurowe Wybrzeże poza sezonem.



Oboje z mężem oceniamy ten wyjazd jako bardzo udany. Zobaczyliśmy mnóstwo miejsc, które na długo pozostaną w naszej pamięci. Spędziliśmy także czas we dwoje, co było dla nas o tyle ważne, że wycieczka miała charakter rocznicowy. Odpoczęliśmy także od telefonów i komputerów, których praktycznie nie używaliśmy podczas całego wyjazdu. A przede wszystkim nie mieliśmy czasu na myślenie o problemach. Zostawiliśmy wszystko za sobą i cieszyliśmy się tymi chwilami.

Czy odwiedziliście już Lazurowe Wybrzeże? Które miasta są Wam znane?

29 komentarzy:

  1. Ale tam jest pięknie :) cudowne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje ukochane miejsce na wakacje :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamy w planach Lazurowe Wybrzeże oraz Prowansję na luty 2020.
    Mam nadzieję, że uda nam się spełnić to marzenie.
    Twoje wskazówki na pewno bardzo mi się przydadzą:)
    Przerażają mnie ceny autostrad, no i w ogóle Francja jest strasznie droga, więc trzeba będzie nieźle główkować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ceny autostrad trzeba sie po prostu dobrze przygotowac. Polecic moge strone viamichelin. To jest stronka do obliczania kosztow oplat na autostradzie. Zazwyczaj sprawdzaly sie ceny, ktore tam znalazlam.

      Usuń
  4. Ależ tam jest pięknie. Mam nadzieję, że uda mi się tam kiedyś pojechać.

    OdpowiedzUsuń
  5. mega wyjazd:) zazdroszczę-pozytywnie-też mi się marzy ten kierunek na wakacje lub może na wrzesień?:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowite miejsca. Świat jest piękny, bez dwóch zdań :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastyczne widoki, wakacje idealne 😉

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepiękne widoki, chciałabym kiedyś się tam wybrać i pozwiedzać:) Mój szwagier pracuje na południu Francji przy lazurowym wybrzeżu. Zawsze się zachwyca tamtą okolicą:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo tam ładnie. Wiem, że nie pojadę ale dzięki Tobie mogłam zobaczyć to miejsce Twoimi oczami. Dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mieliście szczęście do pogody, gdyż tegoroczna wiosna jest bardziej kapryśna niż powinna ;) i zdecydowanie dobrze zrobiliście wybierając się na Lazurowe Wybrzeże poza sezonem. Mam ochotę wybrać się w podobną podróż jesienią ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Na południe Francji mam zamiar jechać we wrześniu. Dzięki Twojej publikacji wiem na co mam zwrócić uwagę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno pojawia sie jeszcze dokladniejsze wpisy z tych miejsc :)

      Usuń
  12. Wiele bym dała za choćby weekend w takim otoczeniu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak pięknie! Wspaniałe zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Też miałam okazję zwiedzić te wszystkie miejsca - byłam mega zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudowne zdjęcia! Może kiedyś się tam wybiorę ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale piękne zdjęcia. Widać, że mieliście wspaniały czas. Wróciłam wczoraj z Portugalii i tam, np. w Lizbonie, można wypożyczyć hulajnogę praktycznie na każdym kroku. Widziałam też sporo ludzi zwiedzających właśnie w taki sposób.
    Moja koleżanka zalała swój aparat na kilka godzin przed przed wylotem do Tajlandii i też na "szybko" szukała nowego sprzętu. Spacerując po Lizbonie poślizgnęłam się na mokrym po deszczu brukowanym chodniku i wypadł mi z rąk aparat, moją pierwszą myślą nie było to, czy czasem sobie czegoś nie złamałam tylko czy z paratem wszystko ok hi hi. To przecież normalne, że nie ma podróżowania bez robienia zdjęć. Też bym kupiła jakiś aparat w Lizbonie gdyby mój nie przeżył upadku. Jesteś zadowolona z zakupu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie Lizbona jest dla nas idealnym miastem do zwiedzania :D Przy takim efektownym upadku chyba tez w pierwszej chwili pomyslalabym o aparacie. Jesli chodzi o moj nowy nabytek, to jeszcze sie z nim zapoznaje. Jakosc jest w porzadku, swietnie nagrywa i ma fajna opcje do robienia selfie ;) I tak musze rozejrzec sie za lustrzanka, ale na wyjazdy na pewno bedzie mi sluzyl ten.

      Usuń
  17. No czekałam na Twoja relacje i cieszę się :) miejsca super i wiem że chcę tam pojechać. Bardzo fajna relacja i jest się czym inspirować na przyszłość :)
    Super wyjazd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno stworze jeszcze osobne wpisy z kazdego miejsca, wiec mysle, ze moga jeszcze bardziej zainspirowac :)

      Usuń
  18. Ależ zazdroszczę, zwłaszcza tego Monako, bo odwiedzenie tego miejsca jest moim marzeniem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim rowniez bylo przez dlugi czas, stad tez decyzja o takim wyjezdzie :)

      Usuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

W związku z ustawą RODO o ochronie danych osobowych, informuję, że na tej stronie używane są pliki cookie Google i podobne technologie do ulepszania i dostosowywania treści, analizy ruchu, dostarczania reklam oraz ochrony przed spamem, złośliwym oprogramowaniem i nieuprawnionym dostępem. Komentując, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych i informacji zawartych w plikach cookies.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...