Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lazurowe Wybrzeże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lazurowe Wybrzeże. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 września 2019

La Turbie - mała francuska perelka

Wraz z mężem uwielbiamy wycieczki typu objazdówki. Jest to zdecydowanie najlepsza dla nas forma podróżowania, przejeżdżając jakąś trasą zawsze sprawdzam, co ciekawego można zobaczyć „po drodze”. Tym samym nasze wycieczki często nie skupiają się na jednym celu, a my możemy cieszyć się odkrywaniem jeszcze większej ilości miejsc. Tak samo postąpiliśmy podczas zwiedzania Lazurowego Wybrzeża. W drodze powrotnej trafiliśmy zatem do uroczego miasteczka La Turbie.



La Turbie leży nad Monako na wysokości 1150 m po francuskiej stronie. Jest to przykład starego, kamiennego miasteczka z piękną starówką oraz pewnym symbolem, który przyciąga turystów.

























Ciekawa jest sama historia tej mieściny, która wybudowana została na chwałę Cesarza Augusta przez Rzymian. Późniejsza historia była już burzliwa. W czasach średniowiecza miejsce to służyło jako forteca, a następnie została rozebrana przez Ludwika XIV i zamieniona w kamieniołom.

Charakterystycznym punktem, który widać z każdej ulicy jest Trophee d'Augusta – pozostałość statuy, która obecnie wznosi się na wysokość 30 m. Pierwotnie mierzyła ona 49 m, a na jej szczycie ustawiona była statua przedstawiająca Cesarza.

























Całość składa się z ogromnej wieży kamiennej umieszczonej na kwadratowej platformie. Zdobią ją także doryckie kolumny.

By wejść na ten teren trzeba troszeczkę pobłądzić. Tym samym zanim zobaczyliśmy główną atrakcję zwiedziliśmy przy okazji połowę miasteczka, jak i trafiliśmy na zabytkowy cmentarz.

Idąc dalej przed siebie dotarliśmy do wzgórza, z którego rozciągał się widok na piękne Monako, które tak bardzo pokochaliśmy (LINK). Niestety słońce nie pozwoliło na zrobienie dobrego zdjęcia z tej perspektywy, ale nadal pamiętam to uczucie, które nam towarzyszyło.

























By dostać się bezpośrednio do kasy biletowej, należy wybrać na nawigacji adres: 2 Rue Capouane, 06320 La Turbie.

Godziny otwarcia:
od 2. stycznia do 18 maja i od 21. września do 31. grudnia
10:00-13:30 i 14:30-17:00

od 19. maja do 20. września
9:30-13:00 i 14:30-18:30

Bilety wstępu:
bilet normalny – 6 euro
bilet ulgowy – 5 euro


























Widok z wieży jest również imponujący.




Poza symbolem miasta zwiedzić można małe muzeum przybliżające historię tego miejsca. Można tam między innymi zobaczyć odwzorowanie pierwotnego wyglądu statuy.




Wracając do samego miasteczka, ma ono niebywały urok. Powoduje z pewnością uczucie cofnięcia się w czasie. Łączy w sobie styl barokowy, klasycystyczny i średniowieczny. Po przekroczeniu głównej bramy w zabytkowym murze obronnym, znajdziemy się w innym świecie.



























Małe brukowane uliczki wyłączone z ruchu ulicznego, piękne kamienne domy i mnóstwo roślinności. Ma to swój niepowtarzalny klimat.
























Lubicie zwiedzać takie małe miasteczka?

czwartek, 12 września 2019

Cannes w jeden dzień - Co zobaczyć?

W poprzednim wpisie wspominałam Wam już, że Cannes nie zrobiło na mnie pozytywnego wrażenia. Historię zacząć muszę od samego hotelu, z którym już na wstępie mieliśmy problem. Otóż był to pierwszy (i ostatni) raz, gdy bukowaliśmy hotel poprzez biuro podróży. Mój mąż otrzymał kupon rabatowy o wartości 200 fr., a że to kwota, do której w takich miejscach albo trzeba sporo dopłacić za kupno całej wycieczki, albo stracić część tej kwoty (np. przy zakupie samego lotu), postanowiliśmy wykorzystać ją na załatwienie hotelu. Znaleźliśmy ofertę na stronie biura i w taki sposób znaleźliśmy się w Cannes pod rzeczonym hotelem.



Zjawiliśmy się przed czasem, więc logiczne było dla nas, że będziemy musieli zaczekać. Nie chcąc marnować czasu, mieliśmy w planie pozostawienie auta w hotelu (parking miał być w cenie) i spacerek po mieście. W recepcji zastaliśmy kobietę, która patrząc na nasz samochód stwierdziła, że on na parkingu się nie zmieści, bo tam jest miejsce tylko na (tu teatralnie zamachnęła ręką) Smarta! Kto jeździ na wakacje Smartem?! Takim sposobem okazało się, że parking, który jest w cenie (a był to jeden z główniejszych warunków rezerwacji tego hotelu, bo w centrum ciężko o miejsce parkingowe) nam nie przysługuje, a my zostajemy z ciężkim orzechem do zgryzienia.

Recepcjonistka co prawda pokierowała nas na inny parking (oddalony o 7 minut drogi na pieszo pod górę), lecz była to totalna rudera, której nikt nie pilnował i trochę baliśmy się, że naszego auta już nie zobaczymy. Poza tym cennik naliczany był co godzinę, co dawało nam kwotę ponad 40 euro za dobę (my spędziliśmy tam trzy). To trochę duży wzrost kosztów za rzecz, która miała być w cenie.


Rozpoczęły się szaleńcze poszukiwania parkingów w okolicy, próba dogadania się z Francuzami, wśród których nikt nic nie wie. Wyobraźcie sobie tę tragi-komiczną sytuację: obce miasto, brak wi-fi, brak angielskich bądź niemieckich tłumaczeń i my, biedne sierotki, które marnują ponad godzinę na bezsensowne szukanie parkingu, który miał być w cenie! Ostatecznie odnaleźliśmy duży parking podziemny, który miał chyba 10 kondygnacji i był strzeżony 24 h na dobę, a kosztował nas 42 euro za cały pobyt. Voila! Da się! Niestety z bagażami musieliśmy potem dreptać 15 minut pod górkę, ale przynajmniej miejsce było bezpieczne.

























Samego hotelu reklamować nie będę. Choć z zewnątrz robi wrażenie niczym tło do zdjęć gwiazd z czerwonego dywanu (faktycznie czerwony dywan przed wejściem jest), to już pokoje nie wyglądały zbyt dobrze. Jakby co najmniej od 25 lat nikt niczego nie zmieniał. I tu pojawia się właśnie ten fenomen, którego nie rozumiem. Dlaczego hotele wyglądają obecnie tak obskurnie, a nadal mają swoje 4 gwiazdki? Czy to daje się już na zawsze i nikt nie kontroluje, czy hotel nadal jest tego warty? Temu dałabym maksymalnie dwie... a i zdarzało nam się sypać w dwugwiazdkowych pensjonatach, które były czystsze.

W taki sposób dość niekorzystnie rozpocząć się nasz pobyt w Cannes, ale nie to miało wpływu na naszą ogólną ocenę (miałam jakiś nadzwyczajnie dobry humor tego dnia i wszystko przyjmowałam dość swobodnie). Muszę przyznać, że to miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Nie trafiło ono zwłaszcza w nasze turystyczne gusta. Jeśli już ktoś ma maksymalną potrzebę wybrania się tam, to jeden dzień z pewnością mu wystarczy.

























Piaszczysta plaza

Cannes z pewnością wyróżnia się na tle innych plaż na Lazurowym Wybrzeżu swoją piaszczystą plażą. W każdym innym miejscu, które odwiedziliśmy dostęp do morza gwarantowała plaża kamienista, co w moim odczucia nie jest dość przyjemną formą spędzania czasu nad wodą. W Cannes mogliśmy w końcu przejść się po ciepłym piasku. Mała, kameralna plaża, która odkryliśmy gwarantowała nam dodatkowo piękną okolicę.






Szlak murali

Jako że Cannes nie posiada jakiś zachwycających atrakcji, naszym planem było odnalezienie murali o tematyce filmowej. Sprawiło nam to sporo frajdy, a malunki na ścianach budynków wyglądały bardzo fajnie. Moim osobistym faworytem jest gigantyczna M. Monroe.








































Rue Saint-Antoine

To niezwykle uroczy kącik tego miasta. Na każdym kroku znajdują się tam restauracyjki i kawiarenki, które mają niezwykły klimat. W godzinach szczytu wręcz nie da się tam przejść. Stoliki i krzesła wystawione są na zewnątrz wąskiej uliczki, która jest głośna i pachnie pięknie jedzeniem.


Palais des Festivals et des Congrès

Typowy cel wszystkich turystów. Dla mnie zwykły, oszklony budynek wyróżniający się jedynie mnóstwem reklam i billboardów. Dodatkowo tłumy, które pragną zrobić sobie zdjęcie na schodach do tego centrum kongresowego. Taka atrakcja, że aż żadna. O wiele ciekawsza była dla mnie rzeźba kamery owinięta taśmą filmową. Dookoła placu znajdują się odciski rąk sławnych osób, które mogą kogoś zainteresować.







Promenade de la Pantiero

To duża promenada przy porcie, gdzie jest dosłownie wszystko. Duży zajazd autobusowy, setki knajpek, billboardy, ciekawe budynki i gwar dużego miasta. Fajnie spojrzeć na ten widok z góry.




Jachty

Port w Cannes robi spore wrażenie, zwłaszcza jeśli ktoś lubi widok luksusowych łodzi i jachtów. Jak dla mnie jeszcze ciekawiej prezentują się one po zmroku, gdy są pięknie podświetlone. Wieczorny spacer po porcie to zatem mus.







Gusti Italiani

Tuż przy głównej ulicy znajduje się niepozorna knajpka, która zdecydowanie poprawiła ocenę Cannes w naszych oczach. Na pierwszym piętrze sklepu z delikatesami stworzono małą restauracyjkę, która otwarta jest jedynie w porze obiadowej. Panuje tam przemiła, włoska atmosfera. Nie ma oficjalnego menu, a jedynie spis polecanych w danym dniu potraw, w których dominują makarony. Wszystko jest świeże i tworzone z regionalnych produktów, które można następnie kupić piętro niżej. Obsługa była przesympatyczna i mimo bariery językowej (nie wszyscy mówili po angielsku) zostaliśmy potraktowani wyjątkowo. Jedzenie i wino było przepyszne, a deser – przeogromny. Do tego dostaliśmy kilka gratisów do spróbowania, co spowodowało, że do końca dnia nie mogliśmy się ruszyć z łóżka. Ale było warto!


A jakie są Twoje wspomnienia z Cannes?

wtorek, 13 sierpnia 2019

Monako #2 - Czy polecam Wzgórze Zamkowe?

Z prawdziwym zaskoczeniem odkryłam ostatnio, że na blogu pojawiła się raptem jedna relacja z Monako, podczas gdy my zdążyliśmy zobaczyć już tak wiele różnych miejsc, że wspomnienia z jednego z bogatszych państw na świecie zaczynają się powoli rozmywać. By zatem nie zatracić ich zupełnie, chciałabym dziś przedstawić Wam kolejną odsłonę Monako oraz najbardziej znane atrakcje, które zdecydowaliśmy się zobaczyć na własne oczy. Które z nich zrobiły na nas pozytywne wrażenie, a które mogliśmy sobie darować?

Po odwiedzinach w Ogrodzie Egzotycznym (LINK) postanowiliśmy zejść w dół i dostać się do ścisłego „centrum” miasta. Po raz kolejny podziwiać mogliśmy zadbane budynki i wąskie uliczki, które prowadziły raz w górę, raz w dół. 



Na jednym z placów zdecydowaliśmy się na szybki obiad. Pochwyciliśmy także pyszne lody w kubeczkach i rozpoczęliśmy wchodzenie na szczyt Wzgórza Zamkowego.

























Monaco-Ville, bo tak właśnie brzmi oficjalna nazwa tego miejsca, to nic innego jak słynna skała z najważniejszymi atrakcjami tego państwa. Znajduje się ona pomiędzy dwoma portami i jest wysoka na 60 metrów. Droga na wzgórze nie jest skomplikowana. Prowadzi ona ciągle w górę, gdzieniegdzie pojawiają się schody. 
























Tuż po wkroczeniu na Zamkowe Wzgórze naszym oczom ukazał się strażnik pilnujący wejścia do siedziby księcia. To miejsce było pierwszym na liście atrakcji, które chcieliśmy zobaczyć. Obok Pałacu Książęcego znajduje się centrum, gdzie kupić można bilety na różne atrakcje oraz pamiątki. Zdecydowaliśmy się na bilet kombi (Pałac Książęcy + Oceanarium) i udaliśmy się do oczekiwania w kolejce, która była całkiem spora. Okazało się wtedy, że wejście do siedziby księcia Monako jest odpowiednio pilnowane, a każdy zwiedzający musi przejść przez kontrolę (podobną do tej na lotnisku). Musieliśmy pokazać swoje torby, przejść przez bramki wykrywające metal. Na koniec zostały sprawdzone nam bilety i otrzymaliśmy przewodniki audio w języku polskim(!)
























We wnętrzu niedozwolone jest fotografowanie ani filmowanie, więc uszanowaliśmy tę prośbę i tym samym nie mam żadnych zdjęć, które mogłabym Wam pokazać. Uważam jednak, że warto jest obejrzeć rodzinne komnaty, które są wyjątkowo urządzone. Zwłaszcza będąc świadomym tego, że wszystkie one są w użytku rodziny królewskiej.


Opuszczając Pałac Książęcy, udaliśmy się na spacer po tej historycznej dzielnicy. Dla mnie było to niczym miasto w mieście. Spokojnie mogłabym wyobrazić sobie życie w tym miejscu, bez konieczności schodzenia ze Wzgórza. Po raz kolejny zachwyciły mnie budynki i prezentująca się dookoła architektura. Na każdym kroku mogliśmy doświadczyć żywego obcowania z historią.


























Krążąc po uliczkach, podziwialiśmy ciekawe pomniki i zabudowania. W oko wpadł mi zwłaszcza zakątek, gdzie stoi katedra (Cathedrale of Monaco) oraz gmach sądu (Palais de Justice).


























Centralny punkt Monaco-Ville stanowi ryneczek z pamiątkami (nie może być inaczej!). Nie zostaliśmy tam zbyt długo. Byliśmy najedzeni, okupieni w pamiątki w tańszych niż na wzgórzu sklepikach, więc szybko uciekliśmy z tłumu podróżnych.
























Wzgórze Zamkowe jest z kolei najlepszym punktem widokowym w okolicy. Z przyjemnością mogliśmy zatem podziwiać piękne porty i kaskadowe zabudowania, które nadają wyjątkowy charakter Monako. Nie wspominając już o okolicznym krajobrazie: Morze Śródziemne w połączeniu z górskimi szczytami – czego można chcieć więcej.



























Stamtąd już tylko krok dzielił nas od rozsławionego Oceanarium. Co prawda nie jest to nigdy mój pierwszy wybór spośród całego grona atrakcji w mieście, które mam zamiar odwiedzić, ale było to miejsce tak szeroko zachwalane, że chciałam je zobaczyć. Akwaria z morskimi stworzeniami umieszczone są w piwnicy i tam też udaliśmy się najpierw. 



To, co się tam działo przeszło moje wszelkie obawy. Panowały tam ciemności (poza podświetlonymi na niebiesko akwariami), a ludzie wręcz wchodzili sobie na głowę. Wąskie przejścia były w całości wypełnione gapiami, którzy przyglądali się rybom. Powodowało to kompletny zastój dla osób, które chciały po prostu przejść dalej.



W pewnym momencie poczułam jak ogarnia mnie atak paniki i marzyłam tylko o tym, żeby się wydostać. Nie było to jednak takie proste, gdyż dookoła mnie stało mnóstwo ludzi, wymachujących rekami niczym na koncercie i nie dało się ani zawrócić, ani pójść na przód. Zaczęłam się obawiać o bezpieczeństwo. Ktoś pchnął mnie tak, że ledwo utrzymałam aparat w ręku. Za chwilę poczułam szarpnięcie plecaka. Ktoś stanął mi na nodze, podczas przepychanek do przejścia ktoś łokciem uderzył mnie w brzuch. Było to dalece różne od moich oczekiwań i zachwalań tego miejsca. Gdy pokonałam ten niekończący się tunel, w końcu mogłam odetchnąć z ulgą. Powiedziałam sobie, nigdy więcej.


























Ogólne wrażenie uratowało jednak muzeum, znajdujące się na pierwszym piętrze, które o dziwo było prawie puste! Ściany wypełnione licznymi eksponatami powodowały żywe zainteresowanie i chciało się poznać ich historię.





Pomieszczenia wypełnione są także szkieletami zwierząt morskich. Porównać można szkielet foki i morsa. Prawdziwie interesujący jest jednak sam wieloryb, który rozciąga się na niemal cały pokój, wisząc pod sufitem. 


























W innej sali stoi z kolei atrapa drewnianego statku i to w jego wnętrzu obejrzeć można wystawy. Ciekawym pomysłem była wizualizacja, która pozwala poczuć się jak w łodzi podwodnej. Można podziwiać tam stworzenia morskie na różnych głębokościach. 




Czy zatem polecałabym odwiedziny Oceanarium? Sprytnie wybrnęłabym mówiąc, że tak, jeśli nie byłoby tam zbyt wielu turystów. Jednak jest to sytuacja wręcz niemożliwa: tam zawsze spotka się tłumy. Muzeum samo w sobie bardzo mnie zainteresowało i gdybym miała wybierać, wolałabym kupić bilet tylko na tę atrakcję. Poza tym sam budynek wygląda imponująco. Ciekawe, że akurat w tym miejscu utworzono taki rodzaj przedsięwzięcia.


























Godziny otwarcia:
10:00 – 18:00/19:00/20:00
(w zależności od sezonu)

Bilety wstępu:
Ceny zależne od sezonu. Możliwość zakupu biletu łączonego do innych atrakcji.

Wychodząc z Oceanarium przeżyliśmy chwile grozy. Spostrzegliśmy się bowiem, że nie mamy przy sobie naszego planu wycieczki wraz z mapkami. Rozpoczęła się zatem próba odnalezienia zgub, przez co przeszliśmy ponownie tę samą trasę. Całe szczęście moją teczuszkę odnaleźliśmy w restauracji, gdzie byliśmy na obiedzie.

























W Monako odwiedziliśmy także kolekcję pojazdów księcia. Głównie za sprawą fana motoryzacji, z którym przyszło mi iść przez życie. Prywatny garaż zorganizowany jest w formie muzealnej wystawy. Lśniące auta robią wrażenie na zwiedzających. Wśród nich zobaczyć można bolidy Formuły 1, samochody luksusowych marek, jak i jeżdżące zabytki. Nie brak także modeli, których nie spotka się nigdzie indziej. Idealne miejsce dla osoby, która interesuje się motoryzacją.









Godziny otwarcia:
10:00-17:30

Bilety wstępu:
dorośli – 8 euro
dzieci i studenci – 4 euro

W ramach ciekawostki powiem Wam, że wychodząc z tej wystawy, mój mąż spotkał kolegę, którego nie widział od 8 lat. Świat jest naprawdę mały. 



























Będąc w Monako trzeba naturalnie udać się do najbardziej znanej dzielnicy Monte Carlo. Po drodze do tego miejsca mijaliśmy piękne zatoczki portowe wypełnione jachtami i motorówkami.



W końcu dotarliśmy do słynnego kasyna, gdzie ponownie uderzyła nas fala ludzi. Ilość turystów w tym miejscu była niewyobrażalna. Naturalnie wszyscy robili sobie zdjęcia przy luksusowych samochodach czy wejściu do samego kasyna. Obok stoi również najstarszy hotel – Hotel de Paris, chroniony równie dobrze jak samo kasyno. To miejsce wydało nam się być bardzo przytłaczające, dlatego po szybkiej przerwie udaliśmy się w dalszą drogę.

























Schodziliśmy w kierunku morza słynną trasą Grand Prix. Następnie dotarliśmy do Forum Grimaldi i ogrodu japońskiego, który należy do bezpłatnych atrakcji w Monako.

























Po drodze napotkaliśmy jeszcze kilka pomników. Jeden z nich szczególnie nas zainteresował. Rzeźba przedstawiająca nieco mroczny „pusty płaszcz”. Z identyczną „postacią” w czarnym kolorze spotkaliśmy się w Salzburgu. Okazało się, że autorka Anna Chromy umieściła swoje dzieła w różnych częściach Europy. My odnaleźliśmy już dwa.



























Co prawda tego dnia nie było aż tak ciepło, by wylegiwać się na plaży, mimo to chcieliśmy dotrzeć do morza, by obejrzeć je od strony Monako. Na tym zakończyła się nasza przygoda w tym mieście. Z pomocą wszechobecnych wind wjechaliśmy na najwyższe piętro miasta i udaliśmy się w drogę powrotną pociągiem.




A czy Wy odwiedziliście już Monako? Jakie były Wasze wrażenia? 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...