Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fakty i mity. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fakty i mity. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lutego 2019

Czy łatwo być bezrobotnym w Szwajcarii?

W Szwajcarii jestem już od 7 lat i mogę śmiało powiedzieć, że wiele tutaj przeżyłam. Nie zliczę sytuacji, w których musiałam dopasować się do panujących tu reguł, ile razy stawałam się bezsilna przed zasadami tu obowiązującymi czy zagłębiać się w ustawy i prawo szwajcarskie, by rozwiązać problem czy rozstrzygnąć sytuację na moją korzyść. W tym kraju przyszło mi także dwukrotnie szukać nowego zatrudnienia, co wiązało się dla mnie z noszeniem łatki „bezrobotnej”. W dzisiejszym poście chciałabym przybliżyć Wam funkcjonowanie tego systemu i opowiedzieć nieco o moich osobistych doświadczeniach.

Czy łatwo jest być bezrobotnym w Szwajcarii?



Mówiąc o bezrobociu, nie sposób nie wspomnieć o ważnej liczbie. Bezrobocie w Szwajcarii wynosiło w 2018 r. 2,6% i stanowiło najniższy wskaźnik od 10 lat. Co roku ilość bezrobotnych osób wzrasta jednak w okresie zimowym. Głównie związane jest to z czasowymi zleceniami (idealny przykład stanowi praca w budownictwie). Wtedy też największe oblężenie przeżywa RAV. Co to takiego?

Skrót RAV pochodzi od nazwy Regionales Arbeitsvermittlungszentrum (Regionalne centrum pośrednictwa pracy). Siedziby tej instytucji są rozmieszczone lokalnie w całej Szwajcarii, a osoba bezrobotna musi zgłosić się do miejsca, które przydzielone jest odgórnie dla jej miejscowości. Ogólne założenia RAV-u to: porady dla osób bezrobotnych i wsparcie przy szukaniu miejsca pracy. W niektórych sytuacjach organizowane są tam także kursy.

Wskazówka: Według RAV-u rozpoczęcie szukania pracy powinno odbyć się tuż po otrzymaniu wypowiedzenia. Wszystkie zgłoszenia (pisemne, ustne i telefoniczne) powinny zostać zapisane i przedstawione na pierwszym spotkaniu. Najlepiej mieć udokumentowane 3-miesięczne szukanie pracy, zanim stało się osobą bezrobotną.



Pierwsza wizyta

W siedzibie RAV-u znaleźć należy się najpóźniej w pierwszym dniu bycia bezrobotnym. Wtedy też odbywa się rejestracja. Językiem obowiązującym w tym miejscu jest język urzędowy kantonu (w moim przypadku jest to j. niemiecki). Jeśli zgłaszająca się osoba nie zna dość dobrze tego języka, powinna przyjść do urzędu z tłumaczem. Ważnym punktem jest dostarczenie dokumentów takich jak:

-> dowód tożsamości (paszport, dowód osobisty, dowód pozwalający na pobyt w przypadku cudzoziemców)
-> dowód ubezpieczenia socjalnego (karta AHV lub ubezpieczeniowa)
-> kopia wypowiedzenia, ostatniej umowy z pracodawcą
-> kompletny i aktualny zestaw dokumentów potrzebnych przy poszukiwaniu pracy (życiorys, list motywacyjny, świadectwa pracy, dyplomy).

Podczas pobytu przy stanowisku zostaje wypełniona dodatkowa ankieta. Poza wklepaniem podstawowych danych uzupełnione zostają jeszcze inne informacje np. jakimi językami i w jakim stopniu się posługujemy, czy posiadamy prawo jazdy, w jakim zawodzie szukamy pracy. W tym miejscu musimy także wybrać oddział kasy dla bezrobotnych (Öffentliche Arbeitslosenkasse), której temat poruszę później. Na koniec otrzymujemy przydział do osobistego doradcy, z którym odbywać będziemy cykliczne spotkania (minimum raz w miesiącu) oraz termin pierwszej rozmowy z nim.


Naturalnie okienko opuszczamy z całą masą dokumentów i broszur informacyjnych, jak i również formularzy do wypełnienia. Nowością jest również obowiązek przejścia przez internetowy kurs wiedzy o RAV-ie, który zawiera wszystkie informacje krążące wokół tematu bezrobocia oraz samego funkcjonowania instytucji. Trwa on około 35 – 40 minut i można wykonać go w domu, korzystając ze specjalnego linku. Zakończony jest on testem, którego wyniki przekierowane są do naszego doradcy.

Czy mam prawo do pobierania zasiłku dla bezrobotnych?

Wróćmy do wspomnianej nazwy kasy dla bezrobotnych (Öffentliche Arbeitslosenkasse). Jest to instytucja, która decyduje o możliwości pobierania zasiłku przez osobę bezrobotną, a w następnym kroku wypłaca comiesięczne stawki, które zostały zasądzone na rzecz konkretnej osoby.

By pobierać pieniądze z tego miejsca, trzeba spełniać określone wymagania:
-> być bezrobotnym (całkowicie lub częściowo) zarejestrowanym w RAV-ie
-> mieszkać w Szwajcarii
-> udowodnić przepracowanie 12 miesięcy w ciągu ostatnich 2 lat przebywania w Szwajcarii.


Po kilku dniach od zgłoszenia się w RAV-ie powinien przyjść list od kasy, a w nim specjalny formularz do wypełnienia. Sam formularz to wyższa szkoła jazdy, napisana dwuznacznym językiem i wiele pytań jest na tyle podchwytliwych, że trzeba mocno zastanowić się nad odpowiedziami. Znam wiele osób, które po jego wypełnieniu musiały później wielokrotnie korespondować z urzędem i wyjaśniać zakreślenie konkretnej odpowiedzi, opisywać dokładniej sytuację czy warunki pracy. Często trwa to nawet dwa miesiące, a w ciągu tego czasu nadal nie wiadomo, czy należy się nam zasiłek.

Spotkanie z doradcą

W międzyczasie dochodzi jednak do pierwszego spotkania z doradcą, które jest typowym spotkaniem zapoznawczym. W tym miejscu powinniśmy wyspowiadać się z całego swojego życia: opowiedzieć o ostatniej pracy oraz powodzie wypowiedzenia, doświadczeniu zawodowym, ukończonych szkołach, zdolnościach, które posiadamy, swoich zaletach, wadach oraz jakiej posady szukamy. Jesteśmy wypytani również o nasze życie prywatne, zasoby pieniężne, które posiadamy, stan zdrowotny i przeszkody do wykonywania konkretnych zawodów. Spotkanie powinno zakończyć się ustaleniem wspólnego celu (np. szukanie pracy na konkretnym stanowisku, branży). Doradca przekazuje wtedy osobisty login do specjalnej strony internetowej, gdzie szukać można pracy.



 Zajęcie czasu osoby bezrobotnej

Pierwszym punktem dla cudzoziemców jest skierowanie na test z języka niemieckiego (lub innego obowiązującego w danym kantonie), by określić czy wymagane jest polepszenie znajomości w tym temacie. W przypadku osób z niską znajomością języka sytuacja jest bardzo prosta. Posyłani są oni na bezpłatny kurs językowy, który odbywa się kilka razy w tygodniu. Idealnym zakończeniem jest w tym przypadku test końcowy, który wykaże polepszenie zdolności komunikatywnych. Gorzej sprawa ma się w kwestii osób, które dobrze znają język (czytaj ja). Zazwyczaj nie ma się pomysłu na zajęcie im czasu. Za pierwszym razem zostałam wysłana na 7-dniowy kurs, o tym jak prawidłowo napisać CV (50 godzin gadania o niczym, z czego minimum połowa przesiedziana bezczynnie podczas „pisania” życiorysu, który już był stworzony według szwajcarskich standardów, a niedozwolone było opuszczenie sali przed czasem).

Czysto teoretycznie istnieje również szansa na otrzymanie przydatnego kursu lub wzięcia udziału w programie, który ma zwiększyć nasze umiejętności. Z mojego doświadczenia powiedzieć mogę jedynie, że to teoria, ponieważ mnie nie chciano wysłać na żadne potrzebne kursy, mimo że deklarowałam zawzięcie chęć ukończenia dodatkowych szkoleń. Usłyszałam nawet zapadające w pamięci zdanie, że oni „mają za zadanie znaleźć mi pracę, a nie szkolić mnie”. Jeśli jednak ktoś jakimś cudem zdobędzie pozwolenie na bezpłatny kurs, który trwa często kilka miesięcy, musi liczyć się z tym, że gdy w międzyczasie otrzyma posadę, będzie musiał przerwać kurs, nie otrzymując żadnego potwierdzenia uczestnictwa.


 Zasiłek dla bezrobotnych

W końcu doczekujemy się decyzji w sprawie zasiłku. Kilkustronicowy wywód opisuje rozpatrzenie naszej sprawy i przyznaje (praktycznie w każdym przypadku) dni karne. Głównym przewinieniem jest naturalnie zrezygnowanie z pracy na własną prośbę. Jeśli nie jest to udokumentowane lekarskimi zaświadczeniami, należy liczyć się ze wstrzymaniem zasiłku przez okres nawet 60 dni.

Zasiłek dla bezrobotnych liczony jest w stawkach: 5 stawek na tydzień. Jego wartość wyliczana jest indywidualnie dla każdego. Pod uwagę wzięte są zarobki z ostatniego roku i półrocza pracy. Z miesięcznych liczb wyliczana jest średnia i wybierana korzystniejsza finansowo opcja, która należeć będzie się bezrobotnemu. Średnia kwota pomniejszona jest do 70%* i w ten sposób powstaje miesięczna wartość zasiłku. Jeśli w danym miesiącu osoba zarejestrowana przepracuje dorywczo kilka dni, nie otrzyma za nie zasiłku.

!Zasiłek dla bezrobotnych można pobierać maksymalnie 2 lata!



*80% w przypadku rodzin z dziećmi, osób zarabiających w czasie zatrudnienia mniej niż 3797 fr miesięcznie.

Poszukiwanie pracy

Jednym z warunków otrzymywania zasiłku dla bezrobotnych jest intensywne szukanie pracy. Każdego miesiąca otrzymuje się formularz, który systematycznie wypełnia się wysłanymi zgłoszeniami do pracy. Należy na nim przedstawić następujące informacje: kiedy i gdzie wysłało się swoje zgłoszenie, na jakie stanowisko, w jakim wymiarze pracy i w jakiej formie: pisemnie, osobiście czy telefonicznie. Pod koniec każdego miesiąca uzupełnić należy także rezultat naszych starań. Przy każdym zgłoszeniu zaznaczyć należy zakończenie procesu zgłoszeniowego: rozmowa kwalifikacyjna, zatrudnienie, odmowa lub oferta jeszcze otwarta. W przypadku odmowy opisać należy podany powód. Doradca decyduje ile zgłoszeń powinno zostać wysłanych w miesiącu i w jakiej formie (u mnie było to 10 zgłoszeń, w tym 50% udokumentowanych pisemnie). Podpisany formularz doręczyć należy osobiście lub listownie do siedziby RAV do 5. dnia każdego miesiąca.

Będąc zarejestrowanym w RAV-ie, osoba bezrobotna deklaruje, że będzie dostępna 24 godziny na dobę, będzie gotowa przyjąć każde stanowisko pracy od zaraz, a także sprawdzać codzienne e-mail i skrzynkę pocztową.


 Ciąg dalszy formularzy

Również kasa dla bezrobotnych przesyła co miesiąc formularz do wypełnienia. Tutaj jednak uwaga skupiona jest głównie na finansach. W tym miejscu należy poinformować o każdym zarobku i przepracowanym czasie w ciągu konkretnego miesiąca. Jest to podstawa do otrzymania kolejnych stawek zasiłku.

Praca konieczna

Podczas spotkania z doradcą możemy otrzymać również oferty pracy, które musimy przyjąć, względnie do których musimy się zgłosić. Nie możemy odmówić przyjęcia danej oferty, chyba że:
-> nie odpowiada wyuczonemu zawodowi, który posiadamy (często nie dotyczy to cudzoziemców)
-> nie pokrywa się z pracą, którą wykonywaliśmy do tej pory (nie dotyczy osób poniżej 30 r.ż.)
-> ma bezpośredni wpływ na pogorszenie warunków zdrowotnych, rodzinnych.
-> droga do pracy jest dłuższa niż 4 godziny.




Urlop

Szukanie pracy może być stresujące i meczące, dlatego trzeba czasem od niego odpocząć. Po przekroczeniu 60 dni kontrolowanego bezrobocia przysługuje 5 dni urlopu od poszukiwania pracy. W tym czasie bezrobotny nie musi wysyłać swoich zgłoszeń, wypełniać formularzy czy przychodzić na spotkania. Jego urlop pozostaje płatny. Chęć wykorzystania urlopu należy zgłosić minimum 2 tygodnie wcześniej.

Nieprzestrzeganie któregokolwiek z opisanych wyżej punktów skutkuje wstrzymaniem zasiłku i/lub wyrzuceniem z instytucji.

Z moich osobistych doświadczeń, a także doświadczeń znanych mi osób mogę powiedzieć, że pobyty w RAV-ie nie należą do przyjemnych. Zwłaszcza cudzoziemcy traktowani są z góry jako siła robocza i przydziela się ich do najgorszych prac. Nic nie jest również usprawiedliwieniem dla samodzielnego zrezygnowania z pracy. W ten sposób pożegnałam się z jednym z miejsc pracy, a następnie byłam w RAV-ie traktowana co najmniej jak morderca. Ilość początkowych formularzy do wypełnienia i korespondencji, w którą wdajemy się z urzędami, jest absolutnie przytłaczająca. Świadomość odpowiedzialności karnej za każdy postawiony krzyżyk w przypadku tak zagmatwanego języka wręcz przeraża. Pierwsze tygodnie wiążą się zawsze z tonięciem w papierach i wystawaniem w kolejkach na poczcie oraz krążeniem pomiędzy RAV-em, a miejscami, do których jesteśmy skierowani (test językowy, doradztwo zawodowe itp.). Niestety nikt nie bierze pod uwagę generowanych w ten sposób kosztów osoby bezrobotnej, której pierwszy miesiąc zazwyczaj jest bezpłatny. Naturalnie koszty dojazdów do RAV-u nie zostają zwrócone. Jeśli interesują Was liczby, to podczas drugiego zameldowania w tym miejscu, dojazdy kosztowały mnie 100 fr w ciągu 3 tygodni (dla przybliżenia dokładnie tyle wydajemy tygodniowo na jedzenie dla dwóch osób).


Teoria to jedno, a praktyka drugie. To określenie doskonale opisuje wspominaną już sytuację z kursami i szkoleniami. Poza tym RAV nie jest nastawiony na znalezienie pracy, a jedynie kontroluje, czy bezrobotny robi to wystarczająco dobrze. Jedyna oferta, którą otrzymałam od RAV-u w ciągu całej nieprzyjemności obcowania z nimi, była praca, która w 100% pokrywała się z powodem mojego wypowiedzenia poprzedniego stanowiska.

Naturalnie nie powinno narzekać się na instytucję, która wypłaca pieniądze. Moim skromnym zdaniem przebywanie w tym miejscu opłaca się jedynie osobom, które zarabiały bardzo dobrze w ostatniej pracy. W przypadku osób, które wykazywały zarobki na poziomie 1,5 – 2 tys. fr miesięcznie, szkoda na to wszystko nerwów, bo (tu dochodzimy do sedna sprawy) jeśli ktoś chce faktycznie znaleźć pracę, to ją znajdzie w oka mgnieniu. Ile już razy słyszałam, że w obecnych czasach tak ciężko jest znaleźć pracę. Nie w Szwajcarii. Podzielić mogę się moimi własnymi doświadczeniami: pierwszą pracę znalazłam tu po 2 tygodniach, drugą po miesiącu, a trzecia po trzech dniach. Tak, dobrze myślicie: byłam dwukrotnie zarejestrowana w RAV-ie, przeszłam przez ciąg formularzy i dokumentów, wydałam sporo gotówki na dojazdy i listy, po czym … znajdowałam pracę, gdzie zaczynałam zarabiać więcej niż oferowała mi ALK i nie było sensu pozostawać tam zarejestrowanym. Dla osób, które pracują dorywczo, jest to jednak na tyle korzystne rozwiązanie, że czasem pozostają zarejestrowani w RAV-ie przez wiele lat.

Co sądzicie o tym systemie?

czwartek, 22 listopada 2018

Szwajcarski poradnik: świeże produkty od rolnika.

Już w pierwszym zdaniu tego wpisu muszę zaznaczyć, że nie jestem osobą zafiksowana na punkcie zdrowej żywności. Nie wyrzucam z moich przyzwyczajeń żywieniowych prawie wszystkich składników, bo przeczytałam coś w internecie czy obejrzałam filmik na YT. Większość popularnych w danym momencie artykułów, które szturmem podbijają media, przechodzą obok mnie, a ja nawet nie odwracam głowy w ich kierunku. Faktem jest jednak, że zwracam uwagę na jakość produktów, które kupuję. Raz zawiedzione zaufanie zraża mnie do całej marki. Często też wynajduję okazję do zrobienia zakupów wprost od rolnika. Czy łatwo jest zrobić tego rodzaju zakupy w Szwajcarii? Gdzie kupić produkty dobrej jakości?

Zapraszam do mojego przeglądu!

Wochenmärkte

Odbywają się zazwyczaj cyklicznie, w konkretny dzień tygodnia w danej miejscowości. Często jest to tak ważne wydarzenie, że na czas rozstawienia takiego „ryneczku” zamykane są drogi dojazdowe. W miejscowości leżącej nieopodal mojego miejsca zamieszkania taki markt odbywa się w każdą sobotę od 8:00 do 12:00. Niezależnie od pogody rolnicy oraz rzemieślnicy ustawiają swoje prowizoryczne budki i stoły, na których oferują swe produkty. Wybór jest ogromny: od świeżych warzyw i owoców, przez własnoręcznie wykonane konfitury i dżemy, miód, domowe wypieki, kwiaty czy dziergane skarpetki. Dla mnie jest to możliwość zakupu produktów, które są o wiele smaczniejsze, a nadal pozostają w zbliżonej cenie do tych z supermarketu.






















Hofladen

To określenie na lokal/pomieszczenie, które znajduje się bezpośrednio przy domu rolnika i przekształcone zostało na sklepik z jego artykułami. W ciągu ostatnich lat nastąpił w Szwajcarii prawdziwy wysyp tego typu miejsc i wcale nie jest trudno znaleźć je w okolicy. Dla wielu rolników otwarcie własnego przedsiębiorstwa staje się jedynym źródłem dochodu. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że ceny artykułów w takich sklepikach są nieco wyższe niż w supermarketach, lecz jest to cena, którą może znieść przeciętny mieszkaniec Szwajcarii. Zazwyczaj kupić można w takich miejscach cały przekrój świeżych, surowych produktów: owoce i warzywa, mleko, jajka oraz mięso. Większe przedsiębiorstwa mogą oferować również przetworzone artykuły spożywcze, zazwyczaj przy współpracy okolicznych serowni, piekarni i masarni.



















Bioladen

Jak sama nazwa wskazuje w takim miejscu kupić można produkty oznaczone mianem Bio. Z reguły są to już większe sklepy rozmieszczone często w dużych miastach, a nawet centrach handlowych. Te artykuły pochodzą w większości od różnych dostawców. W takich sklepach można swobodnie przechadzać się pomiędzy półkami z koszykiem w ręku. Bio-sklepy są typowymi obiektami samoobsługowymi. Poza typowymi produktami bio spotkać można tam m.in. kosmetyki, soki, produkty zbożowe, mąki, kaszy czy nawet pamiątkowe magnesy i pocztówki. W takim miejscu zatrudniony jest naturalnie dodatkowy personel, więc zabraknie tam bezpośredniego kontaktu z osobą, która przyczyniła się do wyhodowania danego warzywa. Koszty transportu, pracowników, opłacenie lokalu i utrzymanie go powodują, że w Bioladen zdrowa żywność będzie kosztować dużo więcej niż w innych miejscach sprzedaży, które dziś prezentuję.

























Zbierz to sam

Wiosną i latem to zdecydowanie moja ulubiona forma zakupu owoców i warzyw. Polega ona na tym, że wybiera się na pole bądź do sadu, które oferuje taką opcję i własnoręcznie zbiera tyle, ile ma się ochotę. Nie ukrywajmy, że można sobie podczas zbierania nieco podjeść ;) W Szwajcarii spotkać można kilka rodzajów takiej sprzedaży. Na niektórych polach rozstawione są budki, w których zasiada sprzedawca i wydziela kartoniki na owoce bądź waży nasze zdobycze i pobiera opłatę. W innych przypadkach funkcjonuje to identycznie, lecz bez sprzedawcy – zamiast niego znajduje się puszka na pieniądze, a obok niej stoi cennik za towary. Taki system działa często także w przypadku sprzedaży polnych kwiatów. Niezależnie od sytuacji mamy jednak gwarancję najwyższej świeżości własnoręcznie zebranych produktów, a do tego ile frajdy przynosi sam sposób ich pozyskania. Jeśli chodzi o ceny, to może się Wam wydać zaskakujące, że często (ja nie trafiłam jeszcze inaczej) ceny owoców i warzyw za kilogram są mniejsze od ceny sklepowej nawet o połowę. Nie muszę chyba dodawać, że walory smakowe są o wiele wyższe niż zapakowanych artykułów.
























Mlekomaty

Niezwykle popularną w Szwajcarii metodą na pozyskanie świeżego mleka jest jego zakup w mlekomatach. Ustawione są one w różnych miejscach w całej Szwajcarii i czynne całą dobę. O dowolnej godzinie można zatem sięgnąć w jego kierunku i cieszyć się świeżym mlekiem. W zależności od miejsca może istnieć pewna minimalna ilość, poniżej której nie można zakupić mleka. Od dawna nie kupuję już tego produktu w sklepach nie tylko ze względu na sam smak, który w świeżym mleku jest zdecydowanie lepszy i w końcu można poczuć, że mleko to mleko, lecz także ze względów praktycznych. Nie piję tak dużo mleka, by kupować litrowe butelki. W moim mlekomacie mogę zakupić ilość odpowiadającą jednej szklance, czyli dokładnie tyle ile potrzeba mi np. do przygotowania ciasta, przez co nie muszę wylewać prawie pełnej, niezużytej butelki.

W Szwajcarii istnieje również wiele stron internetowych, które oferują dostarczenie świeżych, ekologicznych produktów do domu, lecz z tej opcji nigdy nie zdarzyło mi się korzystać i ciężko jest mi się do nich odnieść. Wydają się one jednak działać jak tradycyjne strony wysyłkowe.

Gdzie Wy najczęściej kupujecie świeże produkty? Co ma dla Was większe znaczenie: praktyczność, cena czy walory smakowe?

wtorek, 23 października 2018

System ubezpieczeń w Szwajcarii: Czy faktycznie jest taki straszny? | Koszty | Wskazówki

System szwajcarskich ubezpieczeń jest jedną z bardziej mistycznych i niezrozumiałych rzeczy, z jakimi trzeba zmierzyć się, żyjąc w tym kraju. Pomimo wieloletniego pobytu często spotykam ludzi, którzy niewiele wiedzą na ten temat, poza tym, że trzeba płacić. Tak naprawdę nie mają pojęcia, co obejmuje płacona przez nich kwota i czy w ogóle to wszystko ma sens. Mi również kwestia zrozumienia tego zagadnienia zajęła sporo czasu, lecz należę do osób, które szukają informacji i edukują się, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi wydanie pieniędzy.

Czy szwajcarski system ubezpieczeń ma jakiś sens?




Od momentu przyjazdu do Szwajcarii należy w ciągu trzech miesięcy wybrać ubezpieczalnię, której co miesiąc będziemy wpłacać pieniądze na konto. W tym celu warto odwiedzić porównywarki cenowe oraz odezwać się do kilku firm, które online mogą przygotować dla nas wycenę. Moja wskazówka: Z doświadczenia powiedzieć mogę, że proces zawierania umów drogą elektroniczną jest tańszy niż w przypadku bezpośrednich odwiedzin konsultanta w domu – co jest dość logiczne. Po co jednak płacić przez kolejne miesiące większą sumę tylko dlatego, że gościliśmy u siebie przez godzinę konsultanta. W przypadku ubezpieczenia się w trzecim miesiącu swojego pobytu możesz zostać zwolniony z wcześniejszych opłat lub musieć zapłacić wstecz w zależności od polityki danej firmy.

Cena naszej miesięcznej stawki ubezpieczeniowej zależy od różnych czynników: miejsca zamieszkania, wieku, płci, stanu cywilnego i ilości dzieci, a nawet ogólnego stanu zdrowia. Firmy ubezpieczeniowe przedstawić mogą kwoty zupełnie różne od siebie, nawet gdy w grę wchodzi ten sam rodzaj ubezpieczenia. Ubezpieczenie jest w Szwajcarii obowiązkowe i nielegalnym jest niezameldowanie się w żadnej firmie ubezpieczeniowej.




Bardzo ważny podczas podpisywania umowy jest wybór franszyzy (Franchise). W skrócie franszyza (nie mylić z franczyzą) to klauzula, którą stosują firmy ubezpieczeniowe, dzięki której są one w stanie przenieść część kosztów po poniesionej szkodzie na osobę ubezpieczoną. Jak wygląda to w praktyce? Przy podpisaniu umowy wybrać należy pułap franszyzy: 300, 500, 1000, 1500, 2000 lub 2500 franków. Jest to tym samym kwota, którą zobowiązujemy się zapłacić z własnej kieszeni za wszelką pomoc medyczną w ciągu roku. Jeśli zatem wybiorę franszyzę wysokości 2500 fr. mój miesięczny rachunek do ubezpieczalni będzie niższy, a ja w ciągu roku będę musiała uregulować wszystkie rachunki do kwoty 2500 fr. Analogicznie: jeśli wybiorę franszyzę 300 fr., otrzymam dużo wyższy rachunek miesięczny, lecz osobiście będę musiała pokryć zaledwie rachunki na sumę 300 fr. w ciągu 12 miesięcy. Pozostałą część zapłaci za mnie ubezpieczalnia.

Pewnie część z Was pomyśli, że wybór w tym przypadku jest oczywisty: należy wybrać jak najniższą franszyzę. Nic bardziej mylnego. Warto jest przeliczyć sobie przeciętne koszty i na trzeźwo ocenić sytuację. Naturalnie każdy konsultant i doradca będzie chciał przekonać do wyboru niskiej franszyzy, lecz nie dajmy się zwariować. Pułap wysokości 300 fr. zalecany jest osobom, których roczne koszty lekarskie przekraczają grubo ponad 2000 fr. Zazwyczaj korzystają z niego osoby starsze, które wymagają częstych interwencji lekarskich bądź trafiają systematycznie do szpitala i tylko w tym przypadku mogę one wyjść na plus. Osobom młodym, które rzadko chorują i nie lubią chodzić po lekarzach zalecałabym wybór franszyzy 2500. Nawet jeśli zdarzy się tak, że trzeba będzie odwiedzić lekarza, znajdą się na to pieniądze z tego, co zaoszczędzimy z różnicy na miesięcznym rachunku. W przypadku najniższej i najwyższej franszyzy może to być minimum 100 fr. na każdym rachunku, co daje nam w ciągu roku co najmniej 1200 fr. pozostających na naszym koncie. Za taką kwotę można się już nieźle pochorować.




Ważna informacja dla rodziców: dzieci oraz młodzież do 18 roku życia nie posiadają żadnej franszyzy. W uproszczeniu mówi się, że po osiągnięciu wybranej przez siebie magicznej liczby rachunki lekarskie opłaca ubezpieczalnia. Tak faktycznie jest, lecz jedynie w 90%. Z naszego portfela w dalszym ciągu znika jednak 10% poniesionych kosztów. W przypadku dzieci rodzice także ponoszą koszt 10% z każdego wystawionego rachunku. Taka sytuacja utrzymuje się do momentu zapłacenia przez osobę dorosłą 700 fr. ponad kwotę franszyzy, w przypadku dzieci do 350 fr. Naturalnie nadal mowa tutaj o roku kalendarzowym.

Umowy z firmami ubezpieczeniowymi podpisuje się zazwyczaj na dłuższy czas. Minimum to jeden rok. W tym czasie można podwyższyć stopień franszyzy na własne życzenie.

Wróćmy jednak do podpisania samej umowy. Nie tylko wybór franszyzy ma bowiem znaczenie. Do naszego rachunku może zostać doliczona kwota za ubezpieczenie od wypadku (niem. Unfalldeckung). Zdarzyć może się tak, że zostanie ono dodane automatycznie, jeśli nie wspomnimy o braku chęci korzystania z niego. Często ubezpieczenie od wypadków odciągane jest przez pracodawcę z pensji. Można to sprawdzić na miesięcznym rozliczeniu, które każdy pracownik powinien otrzymać (skrót: NBUV). Warto zainteresować się tą informacją, by nie płacić podwójnie za tą samą rzecz.




Kolejnym czynnikiem, który należy wybrać przy podpisaniu umowy, jest zdecydowanie się na konkretny model leczenia. Dostępne są cztery modele:

-> Standard – to standardowy model ubezpieczenia, który jest również najdroższy. Zakłada on, że pacjent w każdym momencie może udać się do każdego dowolnego lekarza lub specjalisty.

-> Hausarzt – to model, w którym wybieramy jednego lekarza rodzinnego z najbliższego otoczenia i zobowiązujemy się w każdym przypadku udać najpierw do niego, niezależnie od tego co nam dolega. Dopiero lekarz rodzinny może skierować nas na dalsze wizyty do specjalisty. Wybierając ten model, można zaoszczędzić 15 – 20% na miesięcznym rachunku.

-> HMO – w przypadku zachorowania pacjent zobowiązuje się do odwiedzenia konkretnego lekarza/przychodni. Najczęściej listę z nazwiskami otrzymuje się od ubezpieczalni. Nie jest jednak powiedziane, że lekarz musi znajdować się w naszej okolicy ani że będzie mieć wolny termin. W przypadku gdy nie można udać się do nikogo z listy, należy udać się na pogotowie, co w ostateczności jest bardziej kosztowne niż wizyta lekarska. Na tym modelu można zaoszczędzić do 25%.

-> Telemed – to rodzaj telefonicznej porady medycznej. W przypadku jakiegokolwiek zachorowania pacjent powinien najpierw zadzwonić pod wskazany numer i opisać swój problem. Doradca może udzielić wskazówek, co do dalszego działania bez interwencji lekarskiej bądź wskazać nazwisko lekarza, do którego należy się udać. Koszt rachunku w tym przypadku może zmniejszyć się od 15 – 20%.




Umowa została zatem podpisana. Musimy co miesiąc zapłacić firmie ubezpieczeniowej pewną sumę pieniędzy i przychodzi pójść nam do lekarza. Jak wygląda taka wizyta? W Szwajcarii nie obowiązuje przepis: „Wchodzisz, jesteś”. Przed każdą wizytą należy zadzwonić i umówić się na konkretny termin. Podczas pierwszej wizyty lekarze pobierają najczęściej opłatę wpisową i zakładają kartotekę. Przychodząc do lekarza rodzinnego (z obojętnie jakiej przyczyny), pobierana jest zawsze krew z palca. Następnie następuje wywiad z pacjentem, badanie, analiza wyników, wypisanie recept i ewentualne ustalenie wizyty kontrolnej. Uwaga: czasem wypisanie zaświadczenia o niezdolności do pracy jest dodatkowo płatne.

Recepta jest zawsze imienna, w formie drukowanej z pieczątką lekarza. Zaznaczone jest na niej również dawkowanie leku. Receptę po wykupieniu lekarstwa otrzymujemy z powrotem wraz z paragonem i pieczątką farmaceuty. Taki rachunek należy skopiować i przesłać do ubezpieczalni głównej i/lub dodatkowej, jeśli taką posiadamy.




Po kilku tygodniach/miesiącach od wizyty lekarskiej otrzymujemy do domu rachunek z wyceną lekarza. Często jest on związany z dodatkowym ukłuciem w sercu. Nawet najkrótsza wizyta lekarska (w moim przypadku) nie opiewała na kwotę niższą niż 250 fr. Wraz z rachunkiem otrzymujemy cały ciąg liczb i szlaczków, które informują, jak rozkłada się cena na konkretne czynności. Konsultacja lekarska (czytaj: czas pobytu w gabinecie lekarskim) jest najczęściej naliczana co 5 minut. Kopię rachunku za usługę medyczną (nawet tego zapłaconego samodzielnie, nieprzekraczającego franszyzy) należy przesłać do ubezpieczalni.

Niektóre przychodnie oferują bezpośrednie przekierowanie rachunków do ubezpieczalni. Jeśli nasz pułap roczny nie został przekroczony, rachunek zostanie nam odesłany pocztą w stanie niezmienionym lub pomniejszonym o konkretną kwotę w przypadku przekroczenia tej liczby tudzież leczenia dziecka. Istnieje także druga opcja: firma ubezpieczeniowa poprosi nas o zapłacenie całości rachunku i w późniejszym czasie dokona zwrotu na nasze konto lub potraci daną sumę z następnego rachunku miesięcznego. Jest to zależne od ubezpieczalni.

Pewnie znajdzie się wśród Was osoba, która spyta: dlaczego należy zapłacić za wizytę lekarską, skoro co miesiąc płacę ubezpieczalni określoną kwotę? Przez długi czas mnie również spędzało to sen z powiek, lecz trzeba przyjąć to po prostu do wiadomości i pogodzić się z gospodarką kraju, w którym przyszło nam żyć. Faktem jest, iż w moim przypadku firma ubezpieczeniowa „zarabia” na mnie około 3 tys. franków w ciągu roku. Jednak w tym czasie moja sąsiadka trafi do szpitala, gdzie spędzi tydzień i otrzyma rachunek na 12 tys. fr. Zakładając, że jej franszyza wynosiła również 2500 tys., do zapłaty pozostaje jeszcze 9500. Te pieniądze muszą się skądś wziąć. W ten prosty sposób funduję leczenie innych mieszkańców tego kraju i trzeba się z tym pogodzić. Analogicznie, gdy mi stanie się coś poważnego, skorzystam z tego systemu, nie musząc płacić pełnej sumy.

* Przytoczona kwota 12 tysięcy franków za tygodniowy pobyt w szpitalu nie jest wyssana z palca. Jest to autentyczna historia.



Przykładowa karta ubezpieczeniowa

Ważną informacją jest również fakt, że firma ubezpieczeniowa co roku z automatu będzie przedłużać naszą umowę, o ile jej nie wypowiemy. Na taki krok mamy czas do końca listopada każdego roku. Nie można zmienić Krankenkassy w innym miesiącu. Inną kwestią jest to, że co roku następuje podwyżka miesięcznej ceny rachunku. Zazwyczaj jest to koszt kilku lub kilkunastu franków, co jednak w skali roku daje spory wynik. Znam bardzo dużo osób, które mieszkając od lat w Szwajcarii, co roku wypowiadają umowę dotychczasowej ubezpieczalni i poszukują korzystniejszej ceny. Ja sama skorzystałam z tej opcji trzykrotnie.

Mniej więcej od października rozpoczyna się wciskanie na siłę swoich usług. To znaczy, że o każdej porze dnia można spodziewać się przypadkowych konsultantów pod drzwiami domu, którzy będą chcieli przedstawić swoją ofertę i podpisać umowę niezależnie od wszystkiego. Moja rada: Magiczne zdanie „Nic nie rozumiem” często załatwia sprawę. Ubezpieczeniowi doradcy są zazwyczaj bardzo namolni i to oni nie rozumieją słowa „nie”.

Poza podstawowym rodzajem ubezpieczenia, które (zaznaczę to jeszcze raz) jest obowiązkowe w Szwajcarii, istnieje jeszcze dobrowolne ubezpieczenie dodatkowe, które można wykupić w tej samej lub innej firmie. Jest to opłata dobrowolna, uzależniona od konkretnych opcji, które „wrzucimy do ubezpieczeniowego koszyka”. Wśród nich znaleźć można dodatkowe ubezpieczenie od pobytu w szpitalu czy sam przejazd ambulansem (w takim przypadku nie ponosimy żadnych kosztów). Do wyboru jest również ubezpieczenie od korzystania z medycyny alternatywnej, pomocy psychologa czy psychoterapeuty, pokrycia kosztów lekarstw, korzystania z masaży leczniczych i kuracji zdrowotnych. Do takiego rachunku wliczyć można także koszty poniesione z powodu noszenia okularów lub soczewek czy opłaty za wizyty stomatologiczne (leczenie zębów nie wchodzi w ubezpieczenie podstawowe – trzeba w każdym przypadku opłacać je samodzielnie). Godnym uwagi jest uwzględnienie ubezpieczenia w czasie podróży krajowych i zagranicznych.




Płacąc rachunek za ubezpieczenie, mamy do wyboru opcje płacenia co: miesiąc, kwartał, pół roku i rok. Jest to o tyle godne zainteresowania, że wybierając jednorazowe opłacenie rachunków z kilku miesięcy można nieco zaoszczędzić. Dysponując zatem odpowiednimi środkami, warto jest zastanowić się nad takim rozwiązaniem.

W tym wpisie chciałam jeszcze poruszyć temat zaoszczędzenia na ubezpieczeniu, o którym wiele osób nie wie, lecz ilość tekstu jest na tyle duża, że podzielę go na dwie części. Jeśli po przeczytaniu postu pojawiły się w Twojej głowie jakieś pytania mniej lub bardziej powiązane z tym tematem, zamieść je koniecznie w komentarzu, a z pewnością się do nich odniosę.

czwartek, 24 maja 2018

Zycie w Szwajcarii: Dni wolne od pracy - Czy jest ich tak dużo?

Maj należy do tych miesięcy w roku, w którym mocno odczuć można brak pracy w Szwajcarii. Co krok bowiem mają miejsce święta, które wyciągają nas z miejsc pracy, a za ich sprawą wszystkie instytucje i sklepy są pozamykane. Co więcej maj obfituje również w inne święta, tj. chociażby Dzień Matki, które jednak różnią się istotnie swą datą od zwyczajów, które znane są nam w Polsce. Tym samym wpadłam na pomysł wpisu, który opisze Wam te różnice. Być może ktoś z Was będzie chciał przyjechać do Szwajcarii, a nie spodziewa się w tym czasie święta, które mrozi życie w kraju.

Zachęcam do lektury!

Naturalnie każdy kolejny rok Szwajcaria rozpoczyna dniem wolnym. 1 stycznia – Nowy Rok (Neujahrstag) i odpoczynek po hucznej(?) zabawie sylwestrowej. Co ciekawe niektóre kantony wydłużają sobie ten odpoczynek i w pracy nie zjawiają się także dnia następnego, świętując Berchtoldstag. Kościelnym świętem, które odbywa się w styczniu jest Święto Trzech Króli (Heilige Drei Könige). Podobnie jak u nas odbywa się ono 6. stycznia i wyłącza ono z życia mieszkańców centralnej i południowo-wschodniej Szwajcarii. Miejscowość Altendorf wybrała sobie tę datę na rozpoczęcie karnawału (Fasnacht), hucznie celebrowanego przy udziale przebierańców i występów muzycznych.



Luty to okres licznych karnawałów, które organizuje wprost każde miasto i małe miasteczko. Dni te zazwyczaj nie są wolne od pracy, lecz często organizowane są one w weekendy. W tym roku 8. lutego miał miejsce Tłusty Czwartek (Schmutziger Donnerstag), lecz w odróżnieniu od Polski, nikt w tym czasie nie zajada się pączkami (może i nawet lepiej, bo typowych Berlinerów nie da się jeść na trzeźwo!). 14. lutego zakochani obdarowują się prezentami w Walentynki (Valentinstag). W lutym nie zaznamy jednak ustawowych dni wolnych.


Marzec wypada dość spokojnie pod względem wszelkich świąt, które powodują zastój w funkcjonowaniu Szwajcarii. W tym roku na przełomie marca i kwietnia obchodziliśmy Wielkanoc, zgodnie z którą dniami ustawowo wolnymi były: Wielki Piątek (Karfreitag) oraz Poniedziałek Wielkanocny (Ostermontag). Przed obchodami Wielkiej Nocy miał jeszcze miejsce Dzień Świętego Józefa (Josefstag), który obchodzony jest w wybranych kantonach i gminach, głównie w rejonach pomiędzy Luzern a Graubünden.




























Już 5. kwietnia swoje regionalne święto obchodzi kanton Glarus, który świętuje tego dnia Näfelser Fahrt. Dzień ten upamiętnia bitwę pod Näfels, w której brały udział wojska szwajcarskie i austriackie. W tej miejscowości odbywa się specjalna procesja, która prowadzi przez 11 stacji – miejsc, które miały związek z pamiętną bitwą z XIV w. Innym regionalnym świętem, które jest dość charakterystyczne dla kantonu Zürich, jest Sechseläuten. W wielkim skrócie jest to święto wiosny, które ma ścisły związek z przejściem na czas letni, a dokładniej mówiąc z powitaniem letnich dni. Temu wydarzeniu towarzyszy oficjalne palenie kukły, często jest nią bałwan.





















Zdjęcie pochodzi z oficjalnej zuryskiej strony internetowej. Nie zdarzyło mi się jeszcze wziąć udziału w tych obchodach.

O ile do tej pory zbyt wielkich odstępstw od polskich zwyczajów nie było, to maj przynosi prawdziwe pomieszanie z poplątaniem. 1. maja to naturalnie Święto Pracy, jednak nie wszystkie kantony uznały, że jest to powód do dnia wolnego. Świętować mogą jedynie mieszkańcy: Basel, Jury, Zürichu, Neuchatel, Schaffhausen, Solothurn, Ticino i Thurgau. Z własnego doświadczenia powiem Wam, że ludzie zamieszkujący Zürich najczęściej wykorzystują ten dzień do przyjazdu na zakupy... Wszystkie kantony mają jednak wolne 10. maja z powodu Wniebowstąpienia (Auffahrt).

Szwajcarzy mają w zwyczaju dziękować swoim rodzicielkom z okazji Dnia Matki. Jednak nie mamy tu określonej konkretnej daty, a raczej nie zawsze wypada ta uroczystość w ten sam dzień maja. Każdego roku to święto przypada bowiem w drugą niedzielę maja, tak więc jest to święto ruchome. W tym roku obchodziliśmy je 13. maja. Podobnie sprawa ma się z Dniem Ojca, który zapisany jest w kalendarzu w pierwszą niedzielę czerwca. Jako że niedziele są dniami spokoju (niem. Ruhetag) i większość instytucji jest tego dnia nieczynna, można powiedzieć, że jest to w obu przypadkach niepisany dzień wolny.


Wróćmy jednak do świętowania w maju, bowiem 20 dnia miesiąca czeka nas kolejny dzień wolny. Spowodowany ponownie świętem kościelnym – Zielone Świątki (Pfingsten). W wielu kantonach dniem wolnym jest także poniedziałek tuż po tym święcie. Na tym maj się nie kończy, gdyż w tym roku wypada w nim także Boże Ciało (31. maja), które w kilku kantonach, w tym również zamieszkanym przeze mnie, jest świętem oznaczonym kolorem czerwonym.

W czerwcu poza świętem okazjonalnym, Dniem Ojca, Szwajcaria nie ma zbyt dużo powodów do świętowania. Święta pojawiają się jedynie regionalnie i upamiętają bitwy rozgrywające się na danym terenie lub są świętami religijnymi. Przykładem może być Dzień Niepodległości Jury (jeden z kantonów). Innym świętem występującym głównie w kantonach Graubünden i Luzern jest St. Peter und Paul (Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła), a miejscowość Biel organizuje swój lokalny fest połączony z olbrzymim targowiskiem o nazwie Braderie.























Obchody Braderie w Biel

Lipiec to miesiąc szwajcarskich wakacji. Gdzieniegdzie organizowane są wtedy imprezy okolicznościowe dla dzieci i młodzieży. Dni ustawowo wolnych od pracy w tym miesiącu nie ma, lecz większość rodzin wyjeżdża wtedy na ferie*.

*W Szwajcarii wszystkie dni wolne od pracy czy szkoły nazywa się feriami (niem. Ferien). Nieważne czy oznaczają one ferie zimowe, sportowe, wakacje czy urlop w pracy. 

Sierpień rozpoczyna się najważniejszym świętem w Szwajcarii. Pierwszego sierpnia Szwajcarzy obchodzą swoje święto narodowe. Na ulicach pojawiają się flagi narodowe i regionalne. Prawie każda większa miejscowość organizuje tradycyjne festy z lokalną muzyką i jedzeniem. W nocy odbywają się z kolei pokazy fajerwerków i/lub palenie ogniska. W wielu kantonach do pracy nie idzie się również 15. sierpnia podczas Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Mariä Himmelfahrt).

























We wrześniu i październiku na próżno szukać w kalendarzu oznaczonych na czerwono dni. Chyba, że są to drobne święta, które obejmują dzień wolny dla konkretnej miejscowości/gminy. 31. października niektórzy Szwajcarzy bawią się jednak w przebieranki podczas Halloween.

Pierwszy listopada, czyli Wszystkich Świętych (Allerheiligen) jest dość mocno celebrowany w Polsce. Szwajcaria określa jednak ten dzień jako „wydarzenie”, co oznacza, że ludzie mają świadomość istnienia takiego dnia, lecz nie w każdym kantonie jest to dzień wolny.

























Następnym powodem do oderwania się od pracy są dopiero Święta Bożego Narodzenia. Standardowo w dzień Wigilii skracane są godziny otwarcia sklepów i pozostałych instytucji. W kantonie Glarus również ten dzień jest uznany za wolny. Bez żadnych wątpliwości świętować można w całej Szwajcarii jeszcze 25. grudnia. Pozostanie w domu 26. grudnia jest już uwarunkowane regionalnie. Takim sposobem dochodzimy do końca roku i Sylwestra, który jest dniem wolnym jedynie w kantonie Glarus. Pozostałe regiony zazwyczaj skracają godziny otwarcia.


Naturalnie wypowiadając się o dniach wolnych od pracy, nie mam tutaj na myśli pracowników służby publicznej, typu służba zdrowia, straż pożarna czy policja. W każdy dzień otwarte są także zajazdy na autostradach, gdzie w razie konieczności można zrobić zakupy. 

W moim wpisie pominęłam kilka uroczystości, które w Polsce są bardzo znane, więc śpieszę wyjaśnić. Dzień Dziadków (wspólne święto babci i dziadka) Szwajcaria obchodzi dopiero od 2016 roku i jest ono jak do tej pory raczej niszowe. Ustanowiono dla niego datę (podobnie jak w przypadku Dnia Matki i Ojca) na drugą niedzielę marca. 8. marca z kolei kojarzy się Polakom z Dniem Kobiet. W Szwajcarii ma się (mniejszą lub większą) świadomość, że jest to Internacjonalny Dzień Kobiet, ale odnoszę wrażenie, że specjalnie się go nie celebruje. Z mojego punktu widzenia jest to raczej pretekst do spotkania z przyjaciółkami czy siostrami. Nigdy nie otrzymałam tutaj życzeń z tej okazji od mężczyzn. O okolicznościach typu: Dzień Mężczyzny czy Dzień Chłopaka w Szwajcarii nie ma nawet mowy. Na próżno szukać w szwajcarskim kalendarzu Dnia Nauczyciela. Powracając na moment do Wielkanocnego Poniedziałku: w ten dzień nikt nie poleje nas wodą.

Czy Szwajcaria według Was ma dużo dni wolnych od pracy? Jak wygląda sytuacja w Waszych krajach?

wtorek, 13 października 2015

Szwajcaria - fakty i mity #17 - Region Berner Oberland

Berner Oberland (Oberland Berneński) to obszar górski umiejscowiony pomiędzy Szwajcarią centralną a zachodnią. W całości należy on do kantonu Bern i charakteryzuje się przede wszystkim pięknymi widokami i cudownie wyglądającymi pasmami gór. Znajdziemy tutaj również dwa jeziora: Thun oraz Brienz. Ludność, zamieszkująca te tereny, posługuje się głownie górskim dialektem, większość z nich powinna jednak znać j. niemiecki.
























Transport

Tak jak już wspomniałam, ta okolica to w większości pasma górskie oraz górskie miejscowości (mające charakter przede wszystkim turystyczny). Taki stan rzeczy tłumaczy małorozbudowany transport w tym regionie. Do pewnej wysokości możemy dojechać samochodem, później jednak drogi kończą się, a my jesteśmy zmuszeni poruszać się na własnych nogach, bądź kolejkami górskimi. Rok temu miałam okazję spędzić w tej okolicy kilka dni, tym samym mogę opowiedzieć z własnego doświadczenia, że dostanie się do miejscowości, w której nocowaliśmy nie było takie łatwe. Samochód został na specjalnym (ostatnim) parkingu. Z torbami musieliśmy dotrzeć do dworca, skąd zabrał nas kursujący raz na godzinę pociąg. Następnie musieliśmy jeszcze sporo dreptać w górę do miejsca naszego wypoczynku. 
























Jedzenie

Głównym specjałem regionu jest Suure Mocke – rodzaj pieczeni wołowej. Górski klimat sprzyja powstawaniu serów. Właśnie tutaj wytwarzane są takie rodzaje jak Alpkäse czy Hobelkäse. 


Noclegi

W wyższych partach górskich praktycznie całe miasteczka są jedną wielką możliwością do przenocowania. Znajduje się tam mnóstwo hoteli – mniejszych, większych. Właściciele domków często oferują również pobyt „u siebie”, gdzie atmosfera jest zdecydowanie bardziej domowa. W zależności od tego jaki region preferujecie na wycieczkę, warto zaznajomić się ze stroną internetową berneroberland-hotels.ch, gdzie znajdziecie wszystkie możliwe oferty. Ostrzegam jednak, że ceny są dość spore! My mieszkaliśmy prywatnie w typowej szwajcarskiej chacie, której zdjęcie widzicie poniżej.
























Najchętniej odwiedzane atrakcje turystyczne:

1) Region Jungfrau

- Jungfraujoch – jedna z najbardziej znanych szwajcarskich atrakcji, która skupia każdego roku miliony turystów. Punkt widokowy, do którego dociera najwyższa w Europie kolejka zębata. Wys. 3454 m n.p.m.

Cena wjazdu jest uzależniona od pakietu, który wykupimy oraz miejsca, z którego wyruszamy.



- Schilthorn z kręcącą się restauracją Piz-Gloria, znaną z jednej z części Jamesa Bonda.

Cena wjazdu jest uzależniona od pakietu, który wykupimy oraz miejsca, z którego wyruszamy.



- Pozostałe miejsca:
Allmendhubel, Kleine Scheidegg (RELACJA), First, Männlichen (RELACJA).

- Polodowcowe wodospady Trümmelbachfälle
Cena wstępu: 11 CHF – dorośli, 4 CHF – dzieci



2) Region Interlaken

- Harder Kulm – restauracja w starym zamku i punkt widokowy na wys. 1322 m n.p.m.



- Park Jungfrau – park rozrywki.

Cena wstępu: 40 CHF – dorośli, 22 CHF – młodzież, 14 CHF - dzieci



- St. Beatus-Höhlen – zespół jaskiń

Cena wstępu: 18 CHF – dorośli, 10 CHF - dzieci



3) Region Adelboden – Frutigen

- Wodospady Cholerenschlucht


- Engstligenfälle – drugi co do wielkości wodospad Szwajcarii.



- Tropenhaus Frutigen - Tropiki pośrodku Alp

Cena wstępu: 20 CHF – dorośli, 10 CHF - dzieci



4) Region Haslital

- Aareschlucht – wąwóz rzeczny (RELACJA)



- Muzeum Sherlocka Holmesa, Meiringen

Cena wstępu: 4 CHF



5) Region Kandertal - Oeschinensee


6) Miasto Thun i jezioro Thunersee:

- Zamek Thun



Mapka to zwiedzenia Thun - KLIK!

Mieliście może okazję odwiedzić ten region Szwajcarii? Lubicie górski klimat? Co przykuło Waszą uwagę? 







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...