Jak
wiecie od dłuższego czasu nie pojawiam się tutaj zbyt często.
Częstotliwość udostępniania wpisów również nie powala i z
przykrością muszę stwierdzić, że lepiej raczej już nie będzie.
Od zawsze wiedziałam, że najlepiej czuję się w tematyce
turystycznej (na której zresztą miał opierać się także ten
blog). Po uruchomieniu strony svizzera.travel.blog odnalazłam dużo
więcej radości w tworzeniu postów podróżniczych ze Szwajcarii,
niż wymyślaniu kolejnych lifestylowych zagadnień tutaj. Poza tym
wychodzę z założenia, że nie można robić wielu rzeczy naraz i
osiągać przy tym rewelacyjne rezultaty. Brzmi to jak pożegnanie,
lecz nie chcę całkowicie rezygnować z czegoś, co było moją
pasją przez ostatnie 6 lat. Dziś znalazłam chwilę na wpis i
stwierdziłam, że z chęcią opowiedziałabym Wam krótko o moich
wakacjach. Pogoda zamieniła się ostatnio w prawdziwie jesienną,
toteż można założyć, że lato jest za nami.
Jak
spędziłam wakacje?
Moje
wakacje rozpoczęły się dwutygodniowym urlopem w czerwcu. Wtedy też
pojechałam do Polski, w moje rodzinne strony. Poza kilkoma ważnymi
sprawami spędziłam naturalnie czas z moją rodziną. Postawiliśmy
tym razem na totalny chillout. Pojeździliśmy trochę po okolicy i
poczuliśmy ponownie ten cudowny, sielski klimat. Poza tym
zaliczyliśmy rodzinny wypad nad jezioro w Barlinku. Nie obyło się
jednak bez przygód: zepsuło się nasze auto i dalszy wyjazd
widziany był pod wielkim znakiem zapytania.

Główną
częścią naszego urlopu był wyjazd nad polskie morze. Od dawna
miałam Gdańsk na pierwszym miejscu na liście polskich miast, które
pragnę odwiedzić. Postanowiliśmy zatem w ten sposób wykorzystać
nasze wolne dni. Wyjazd rozpoczęliśmy bardzo dobrze: obiadem w
restauracji Kociewskie Jadło, gdzie prowadzone były Kuchenne
Rewolucje. Zjedliśmy tam bardzo smacznie.

Następnie
dotarliśmy do miejsca naszego noclegu (wynajęliśmy mieszkanie na
ten czas). Tutaj wszystko odbyło się bezproblemowo. Niestety już
pierwszego dnia czekała na nas niemiła niespodzianka. W planach
mieliśmy spędzenie wieczoru na plaży i podziwianie zachodu słońca.
Wraz z innymi turystami odbiliśmy się jednak od tabliczek z
informacją, że plaza jest zamknięta, a na całej długości
ciągnęły się ogromne rury. Naprawdę rozumiem, że to część
jakieś inwestycji, że nie można było zrobić tego kiedy indziej,
że coś się przesunęło... Ale na litość boską, brak
jakiejkolwiek informacji to już szczyt chamstwa! Gdybyśmy byli
jedynymi niedoinformowanymi ludźmi, dałabym spokój, bo może media
o tym trąbiły, a ja siedząc za granicą, nie miałam o niczym
pojęcia. Jednak sytuacja wyglądała wręcz groteskowo: grupki ludzi
z pontonami i płaczącymi dziećmi ustawiały się przed zamkniętymi
wejściami i debatowały, jakim cudem mają teraz jechać 10 km do
najbliższej plaży, skoro wykupili noclegi przy morzu. Wracając do
naszego mieszkania, przeszperałam jeszcze internet i jedyny artykuł
na jakimś portalu informacyjnym pojawił się dzień przed naszym
przyjazdem. To nie wymaga komentarza. Wiadomo, business is business.
Gdybyśmy o tym wiedzieli, nie przyjechalibyśmy tam.

Nie
mieliśmy w planach leżenia plackiem na plaży, więc przełknęliśmy
te informacje i następnego dnia rozpoczęliśmy zwiedzanie. Na
pierwszy rzut poszło Westerplatte, które było dla nas wręcz
punktem obowiązkowym.
Nieopodal
parkingu, gdzie zostawiliśmy auto, odkryliśmy otwarty kawałek
plaży, więc godzinka na słońcu została zaliczona.
Następnie
udaliśmy się do twierdzy Wisłoujście, którą zwiedziliśmy wraz
z przewodnikiem. Sam wygląd zewnętrzny robi niezwykłe wrażenie.
Warto zatem poznać historię tego miejsca.
Po
południu pogoda totalnie się popsuła, więc nastawiliśmy się na
turystykę kulinarna. Trafiliśmy tym samym do pobliskiej restauracji
Pobite Gary, gdzie spróbowaliśmy ciekawej dekonstrukcji dobrze
znanych nam dań.

Kolejne
dni poświęciliśmy tylko zwiedzaniu Gdańska i jego centrum. Stare
Miasto jest faktycznie wyjątkowe i przechodząc kilkukrotnie tymi
samymi uliczkami na nowo odkrywałam ich piękno. Zabytkowe budynki
zrobiły na nas ogromne wrażenie. Nawet ilość turystów jakoś tak
mniej doskwierała...
W
Gdańsku zobaczyliśmy wnętrza Domu Artusa i Uphagena. Oba miejsca
były na swój sposób niezwykłe i warte zobaczenia. Zwłaszcza
jeśli ktoś uwielbia historię. Gdy ponownie natrafiliśmy na
deszcz, zaszyliśmy się u Grycana, by rozkoszować się deserami
lodowymi, a nieopodal zrobiliśmy chyba największe zakupy w sklepie
z pamiątkami.
Zajrzeliśmy także do Muzeum Narodowego, korzystając z opcji bezpłatnego wejścia w piątki. Nie jest to wprawdzie rodzaj muzeum, który mnie fascynuje, ale ogrom eksponatów jest sam w sobie interesujący. Miło wspominamy również całą uśmiechniętą obsługę.
Nie
mogliśmy odpuścić sobie wejścia na słynnego Żurawia.
Zakupiliśmy bilet łączony i mogliśmy zobaczyć tym samym więcej
atrakcji. Po zobaczeniu wnętrz Żurawia, przepłynęliśmy tramwajem
wodnym na drugą stronę. Tam znaleźliśmy się na statku Sołdek,
który również wzbudził naszą fascynację. Nie wspominając już
o Narodowym Muzeum Morskim, które jest przeogromne i spokojnie można
spędzić w nim cały dzień.
Po
dokładnym zwiedzeniu Gdańska zdecydowaliśmy się jeszcze na wyjazd
do Sopotu, co zdecydowanie nie było dobrym pomysłem. To miasto
zupełnie mnie nie przekonało i nie rozumiem, po co ludzie tam
jeżdżą... spoko nic tam nie ma. Ani jednej ciekawej atrakcji. Molo
płatne (kolejny przykład polskiego chamstwa). Plaża niezdatna do
użytku, brudna, gloniasta i bardzo śmierdząca (niektórzy co
prawda zanurzali w niej dzieci, ale chyba są już zahartowani).
Dzikie tłumy, dookoła tylko gofry i frytki (a tym samym zapach
spalonego oleju)... Nie! Sopot zdecydowanie nie jest dla mnie.
Do
Szwajcarii wracaliśmy z naszym przyjacielem, który przyjechał do
nas na urlop. Wspólnie odwiedziliśmy zatem kilka miejsc. Po raz
kolejny odwiedziliśmy zuryskie zoo, które na wielu osobach robi
ogromne wrażenie. Tym razem wybrałam się tam z obiektywem makro,
więc zyskałam kilka naprawdę fajnych ujęć.
Kilkukrotnie
trafialiśmy do uroczej miejscowości Baden, która znajduje się
niedaleko miasta, w którym mieszkamy. Poza tym po raz czwarty
pojechałam do Luzern i … dopiero teraz poczułam do niej miłość.
Spojrzałam na to miejsce zupełnie inaczej i nie mogłam wyjść z
zachwytu. Pomnik lwa wydał mi się po latach jeszcze bardziej
wyjątkowy. Poza podziwianiem słynnego mostu Kappelbrücke,
spacerowaliśmy długo po starówce. Dodatkowo weszliśmy wyżej, by
przejść się wzdłuż muru zamkowego, który prowadzi przez 9 wież.
Pojechaliśmy
także do Schaffhausen (przyznaję, że wpływ miał na to drugi
blog, do którego potrzebowałam zdjęć;)). Tutaj także
zobaczyliśmy piękną starówkę i kamieniczki, a także okna
wykuszowe, z których znane jest to miasto (LINK).
By
jednak nie było tak statycznie wyruszyliśmy na spacer z
Schaffhausen do wodospadu Rheinfall. By zobaczyć go od strony
północnej (zawsze trafialiśmy tam od południa, gdzie wejście
jest płatne). Cała trasa była niezwykle przyjemna, a w
międzyczasie przechodziliśmy jeszcze przez małą, urokliwą
wioseczkę – Flurlingen.
Docierając
z powrotem do Schaffhausen mieliśmy jeszcze chwilę czasu, więc
wspięliśmy się na wzgórze, gdzie stoi symbol miasta, czyli
twierdza Munot. Co ciekawe ta atrakcja jest darmowa (co rzadko zdarza
się w tym kraju).
Potrzeba
rodzi działanie. W lipcu rozwaliła się moja ulubiona torebka Guess
i nie mogłam tego przeżyć. Pojechaliśmy zatem do outletu tej
marki, bym mogłam wybrać następcę (kupiłam dwóch). Będąc już
w tym miejscu, poszliśmy na spacer po Bally Park, chyba najlepszym
parku, w jakim byłam w Szwajcarii.
Wypad
w góry musiał zostać zaliczony. Pokonaliśmy górską ścieżkę z
Ristis do Brünnihütte i choć momentami było ciężko, to widoki
rekompensowały wszystko. A przy tym mieliśmy świetne towarzystwo.
Pierwszego
sierpnia odwiedziliśmy jeszcze Zürich. Bardziej z obowiązku niż
chęci.
Wraz
z naszym nowym znajomym wybraliśmy się do miejscowości Flims w
kantonie Graubünden, by dotrzeć do rozsławionego szwajcarskiego
kanionu. Ruinaulta robi duże wrażenie. Jest przy tym miejscem
docelowym wielu polskich turystów. Jeszcze nigdy w Szwajcarii nie
słyszałam tak często polskiego języka.
Z
góry widzieliśmy także słynne Caumasee. Moje serce podbił jednak
widok gór.
Na
koniec tego lata wybraliśmy się jeszcze do Rapperswil. Bardzo
turystycznego, aczkolwiek pięknego miasteczka, w którym stoi zamek,
a w nim … polskie muzeum. Odwiedziliśmy je z ciekawością i
prawdziwą satysfakcją.
Które z tych miejsc wydaje się Wam najciekawsze?
Trochę nie fajnie wyszło z tą plażą, a to molo w Sopocie to też nieźle mnie zaskoczyło
OdpowiedzUsuńWidzę że mimo wszystko udało Wam się sporo zwiedzić w podczas tegorocznych wakacji 😀
Na mnie największe wrażenie robią te szwajcarskie krajobrazy 😍
Pozdrawiam
Lili
Aj, będzie co wspominać :)
OdpowiedzUsuńAh cudowne wakacje, az zaluje ze juz moje tez sie skonczyly :)
OdpowiedzUsuńMnie oczywiście najbardziej spodobały się fotografie gór! :)
OdpowiedzUsuńMi także udało się odwiedzić niektóre miejsca. Czekam na kolejny twój wpis :)
OdpowiedzUsuńJednym słowem udane wakacje! miło oglądać tak niesamowite zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńŚwietne wakacje ❥
OdpowiedzUsuńSuper czas mieliście i fajnie go nam pokazałas :)
OdpowiedzUsuńGratuluję nowego bloga, jest fajny co mi się podoba tylko nie mogę u Ciebie komentować...nie myślałaś o założeniu Disqusa? Jest to spore ułatwienie i można fajnie komentować bo przychodzą informacje że pojawił się komentarz :)
Dzieki za podpowiedz. Zastanowie sie nad innym systemem komentowania ;)
UsuńNasze Polskie morze jest cudowne - uwielbiam spędzać tam wakacje :)
OdpowiedzUsuńps. urlop bez przygód, typu zepsute auto, to normalka haha
Pozdrawiam serdecznie
Schaffhausen wygląda bardzo fajnie.
OdpowiedzUsuńSuper relacja. Bardzo dobrze wykorzystany czas, ja dopiero wybieram się we wrześniu na urlop.
OdpowiedzUsuńniefajna przygoda na plaży... na Westerplatte nigdy nie byłam, ale oczywiście trzeba to miejsce zobaczyć :)
OdpowiedzUsuńZdecydowanie warto udać się w te miejsca i zobaczyć na własne oczy.
OdpowiedzUsuńO! Widzę, że dotarłaś do Trójmiasta czyli w moje rodzinne strony. Uczyłam się w Sopocie i spędziłam tam mnóstwo fajnych chwil ( i nie myślę tu tylko o wagarach na Molo ). Też uważam że opłata pobierana w sezonie wakacyjnym za wejście na Molo to lekka przesada ale z drugiej strony to atrakcja turystyczna i ogromny zysk dla miasta. Zawsze znajdą się chętni do zwiedzania i płacenia. Fajnie zobaczyć Sopot po sezonie, to całkiem inne miasto kiedy nie ma tłumów. Szkoda, że nie dotarliście do mojej Gdyni, tam to dopiero jest fajnie! Pozdrowienia.
OdpowiedzUsuńWow ;) Naprawdę dużo się u Ciebie działo. Wszystkie te wspomnienia na pewno na długo zachowasz w pamięci ;)
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem wszystko fajnie napisane dziękuje za pomysły :)
OdpowiedzUsuńAle super wycieczka, widać, że czas wykorzystany maksymalnie. Gdańsk jak zawsze piękny <3
OdpowiedzUsuńSuper wpis. Kolejne wakacje już za niedługo!
OdpowiedzUsuńŚwietna relacja! :) My w tym roku planujemy tylko kilkudniowy wypada do Krakowa. Mam już na oku Hotel Kraków Kazimierz z polecenia znajomych. Mam nadzieję, że odpoczniemy i zdołamy zobaczyć wszystkie atrakcje.
OdpowiedzUsuńMoje wakacje zawsze wyglądają bardzo dobrze. Są osoby co nawet zazdroszczą mi takich wakacji.
OdpowiedzUsuńSuper wpis! Wakacje to piękny czas, który trzeba w pełni wykorzystać.
OdpowiedzUsuńWakacje trzeba wykorzystać w stu procentach
OdpowiedzUsuńOczywiście, ale wakacje to nie zawsze idealny termin na odpoczynek. Jesień i wiosna szczególnie jest super terminem.
UsuńZ tego artykułu naprawdę dowiedziałem się bardzo dużo ciekawych informacji.Bardzo dobrze że jest taki artykuł.
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuńNasze wakacje też były bardzo udane! Zwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc w Polsce i zrobiliśmy mnóstwo zdjęć. Było naprawdę świetnie. Chciałoby się przedłużyć wakacje, ale niestety to niemożliwe. Moze uda nam się wyjechać jeszcze na weekend we wrześniu.
OdpowiedzUsuńMoje wakacje zawsze są bardzo udane.Nawet moja małżonka z tych wakacji jest bardzo zadowolona.
OdpowiedzUsuńDziało się naprawdę sporo
OdpowiedzUsuńZazdroszczę tego wyjazdu :)
OdpowiedzUsuńWidzę, że wakacje jak najbardziej udane. I tak powinno być!
OdpowiedzUsuńZ tego artykułu naprawdę dowiedziałem się dużo ciekawych informacji, z tym molo faktycznie przesadzają ;P
OdpowiedzUsuńOby więcej takich udanych wakacji :)
OdpowiedzUsuńKażdy ma takie wakacje jakie chcę. Sam co rok jeździ na dwu tygodniowe wakacje.
OdpowiedzUsuńŚwietny wpis
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy artykuł. Jestem pod wielkim wrażeniem.
OdpowiedzUsuńMega ciekawy blog. Na pewno zostanie na tym blogu.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy artykuł. Z tego co widzę to dużo osób zainteresowało ten artykuł.
OdpowiedzUsuńŚwietnie napisany artykuł. Mam nadzieję, że będzie ich więcej.
OdpowiedzUsuńWielu Polaków w tym roku jako cel wakacji wybrało Włochy. Chyba pandemia dała się we znaki, że kraj ten był dość długo zamrożony. Bilety lotnicze można tanio kupić i samemu zorganizować sobie plan wycieczki. Szczególnie polecamy Florencję, piękne miejsce i nie jest tak zatłoczona, jak Rzym czy Mediolan.
OdpowiedzUsuńDawno nie było takiego artykułu. Bardzo fajny wpis.
OdpowiedzUsuńNajlepszym sposobem na zatrzymanie wakacji są oczywiście wspomnienia. Można je również uchwycić na zdjęciach.
OdpowiedzUsuńNajważniejsze, że jesteś zadowolona i masz wspaniałe wspomnienia. Dobre towarzystwo to kolejny plus. Pomyśl koniecznie o odwiedzeniu Bałkanów - na pewno Cię zaskoczą.
OdpowiedzUsuńDużo komentarzy jest na tym blogu. To na pewno jest bardzo dobrze.
OdpowiedzUsuńczas na wakacje!
OdpowiedzUsuńSzukając inspiracji na kolejną podróż, warto wziąć pod uwagę ilość różnorodnych mórz na świecie. Warto zwrócić uwagę na to, ile jest morz na świecie i zaplanować swoje wakacje w miejscu, które jeszcze nie zostało przez nas odwiedzone. Jeśli chcesz poznać listę wszystkich morz na świecie polecam odwiedzić stronę https://jesttyledoodkrycia.pl/ile-jest-morz-na-swiecie-wszystkie-morza-swiata-lista/
OdpowiedzUsuńWakacje to piękny moment dla każdego, kto potrzebuje wypoczynku. Warto skorzystać z serwisów z podróżami.
OdpowiedzUsuńCudowny wpis! Twoje wakacje wyglądają na naprawdę niezapomniane. Uwielbiam, jak dzielisz się swoimi przygodami i emocjami – to zawsze dodaje klimatu. Ciekawi mnie, jakie miejsce zrobiło na Tobie największe wrażenie? Czy są jakieś konkretne doświadczenia, które szczególnie zapadły Ci w pamięć? Dziękuję za inspirację! Mam nadzieję, że Twoje następne wakacje będą równie fantastyczne!
OdpowiedzUsuńSuper, że tak podróżujecie. Ja niestety mam tak wymagającą pracę, że czasami nie mogę nawet odwiedzić rodziny, która mieszka 100km ode mnie. Teraz planuję wakacje w dużej ekipie rodzinnej. Naszym celem jest Chorwacja, a konkretnie wyspa Brac. Na https://brac.pl/ już sporo czytałem o tym miejscu. Jestem ciekaw, czy serio tak pieknie jest na zywo.
OdpowiedzUsuń