W
poprzednim wpisie wspominałam Wam już, że Cannes nie zrobiło na
mnie pozytywnego wrażenia. Historię zacząć muszę od samego
hotelu, z którym już na wstępie mieliśmy problem. Otóż był to
pierwszy (i ostatni) raz, gdy bukowaliśmy hotel poprzez biuro
podróży. Mój mąż otrzymał kupon rabatowy o wartości 200 fr., a
że to kwota, do której w takich miejscach albo trzeba sporo
dopłacić za kupno całej wycieczki, albo stracić część tej
kwoty (np. przy zakupie samego lotu), postanowiliśmy wykorzystać ją
na załatwienie hotelu. Znaleźliśmy ofertę na stronie biura i w
taki sposób znaleźliśmy się w Cannes pod rzeczonym hotelem.
Zjawiliśmy
się przed czasem, więc logiczne było dla nas, że będziemy
musieli zaczekać. Nie chcąc marnować czasu, mieliśmy w planie
pozostawienie auta w hotelu (parking miał być w cenie) i spacerek
po mieście. W recepcji zastaliśmy kobietę, która patrząc na nasz
samochód stwierdziła, że on na parkingu się nie zmieści, bo tam
jest miejsce tylko na (tu teatralnie zamachnęła ręką) Smarta! Kto
jeździ na wakacje Smartem?! Takim sposobem okazało się, że
parking, który jest w cenie (a był to jeden z główniejszych
warunków rezerwacji tego hotelu, bo w centrum ciężko o miejsce
parkingowe) nam nie przysługuje, a my zostajemy z ciężkim orzechem
do zgryzienia.
Recepcjonistka
co prawda pokierowała nas na inny parking (oddalony o 7 minut drogi
na pieszo pod górę), lecz była to totalna rudera, której nikt nie
pilnował i trochę baliśmy się, że naszego auta już nie
zobaczymy. Poza tym cennik naliczany był co godzinę, co dawało nam
kwotę ponad 40 euro za dobę (my spędziliśmy tam trzy). To trochę
duży wzrost kosztów za rzecz, która miała być w cenie.
Rozpoczęły
się szaleńcze poszukiwania parkingów w okolicy, próba dogadania
się z Francuzami, wśród których nikt nic nie wie. Wyobraźcie
sobie tę tragi-komiczną sytuację: obce miasto, brak wi-fi, brak
angielskich bądź niemieckich tłumaczeń i my, biedne sierotki,
które marnują ponad godzinę na bezsensowne szukanie parkingu,
który miał być w cenie! Ostatecznie odnaleźliśmy duży parking
podziemny, który miał chyba 10 kondygnacji i był strzeżony 24 h
na dobę, a kosztował nas 42 euro za cały pobyt. Voila! Da się!
Niestety z bagażami musieliśmy potem dreptać 15 minut pod górkę,
ale przynajmniej miejsce było bezpieczne.
Samego hotelu reklamować nie będę. Choć z zewnątrz robi wrażenie niczym tło do zdjęć gwiazd z czerwonego dywanu (faktycznie czerwony dywan przed wejściem jest), to już pokoje nie wyglądały zbyt dobrze. Jakby co najmniej od 25 lat nikt niczego nie zmieniał. I tu pojawia się właśnie ten fenomen, którego nie rozumiem. Dlaczego hotele wyglądają obecnie tak obskurnie, a nadal mają swoje 4 gwiazdki? Czy to daje się już na zawsze i nikt nie kontroluje, czy hotel nadal jest tego warty? Temu dałabym maksymalnie dwie... a i zdarzało nam się sypać w dwugwiazdkowych pensjonatach, które były czystsze.
W
taki sposób dość niekorzystnie rozpocząć się nasz pobyt w
Cannes, ale nie to miało wpływu na naszą ogólną ocenę (miałam
jakiś nadzwyczajnie dobry humor tego dnia i wszystko przyjmowałam
dość swobodnie). Muszę przyznać, że to miasto nie ma zbyt wiele
do zaoferowania. Nie trafiło ono zwłaszcza w nasze turystyczne
gusta. Jeśli już ktoś ma maksymalną potrzebę wybrania się tam,
to jeden dzień z pewnością mu wystarczy.
Piaszczysta
plaza
Cannes
z pewnością wyróżnia się na tle innych plaż na Lazurowym
Wybrzeżu swoją piaszczystą plażą. W każdym innym miejscu, które
odwiedziliśmy dostęp do morza gwarantowała plaża kamienista, co w
moim odczucia nie jest dość przyjemną formą spędzania czasu nad
wodą. W Cannes mogliśmy w końcu przejść się po ciepłym piasku.
Mała, kameralna plaża, która odkryliśmy gwarantowała nam
dodatkowo piękną okolicę.
Szlak
murali
Jako
że Cannes nie posiada jakiś zachwycających atrakcji, naszym planem
było odnalezienie murali o tematyce filmowej. Sprawiło nam to sporo
frajdy, a malunki na ścianach budynków wyglądały bardzo fajnie.
Moim osobistym faworytem jest gigantyczna M. Monroe.
Rue
Saint-Antoine
To
niezwykle uroczy kącik tego miasta. Na każdym kroku znajdują się
tam restauracyjki i kawiarenki, które mają niezwykły klimat. W
godzinach szczytu wręcz nie da się tam przejść. Stoliki i krzesła
wystawione są na zewnątrz wąskiej
uliczki, która jest głośna i pachnie pięknie jedzeniem.
Palais
des Festivals et des Congrès
Typowy
cel wszystkich turystów. Dla mnie zwykły, oszklony budynek
wyróżniający się jedynie mnóstwem reklam i billboardów.
Dodatkowo tłumy, które pragną zrobić sobie zdjęcie na schodach
do tego centrum kongresowego. Taka atrakcja, że aż żadna. O wiele
ciekawsza była dla mnie rzeźba kamery owinięta taśmą filmową.
Dookoła placu znajdują się odciski rąk sławnych osób, które
mogą kogoś zainteresować.
Promenade
de la Pantiero
To
duża promenada przy porcie, gdzie jest dosłownie wszystko. Duży
zajazd autobusowy, setki knajpek, billboardy, ciekawe budynki i gwar
dużego miasta. Fajnie spojrzeć na ten widok z góry.
Jachty
Port
w Cannes robi spore wrażenie, zwłaszcza jeśli ktoś lubi widok
luksusowych łodzi i jachtów. Jak dla mnie jeszcze ciekawiej
prezentują się one po zmroku, gdy są pięknie podświetlone.
Wieczorny spacer po porcie to zatem mus.
Gusti
Italiani
Tuż
przy głównej ulicy znajduje się niepozorna knajpka, która
zdecydowanie poprawiła ocenę Cannes w naszych oczach. Na pierwszym
piętrze sklepu z delikatesami stworzono małą restauracyjkę, która
otwarta jest jedynie w porze obiadowej. Panuje tam przemiła, włoska
atmosfera. Nie ma oficjalnego menu, a jedynie spis polecanych w danym
dniu potraw, w których dominują makarony. Wszystko jest świeże i
tworzone z regionalnych produktów, które można następnie kupić
piętro niżej. Obsługa była przesympatyczna i mimo bariery
językowej (nie wszyscy mówili po angielsku) zostaliśmy
potraktowani wyjątkowo. Jedzenie i wino było przepyszne, a deser –
przeogromny. Do tego dostaliśmy kilka gratisów do spróbowania, co
spowodowało, że do końca dnia nie mogliśmy się ruszyć z łóżka.
Ale było warto!
A
jakie są Twoje wspomnienia z Cannes?
Taka wyprawa zapewnia wspaniałe wspomnienia, chętnie kiedyś bym zwiedziła Cannes :)
OdpowiedzUsuńJa też ☺
UsuńMi by nie starczł jeden dzień, żeby się nacieszyć tymi widokami :D
OdpowiedzUsuńWidokami mozna cieszyc sie tez z innego miejsca na Lazurowym ;)
UsuńNie myślałam nigdy o zwiedzaniu Cannes, ale kto wie.
OdpowiedzUsuńJeden dzień w Cannes to zdecydowanie za mało! :D
OdpowiedzUsuńPrzepiękne miejsce ! :)
OdpowiedzUsuńJeden dzien? Wow mi bylo trzeba tygodnia hahaha, uwielbiam Cannes <3
OdpowiedzUsuńPrzepiękne widoki 😍 U mnie dzień to zdecydowanie za mało, podejrzewam że tydzień też mógłby nie wystarczyć 😀
OdpowiedzUsuńPiaszczysta plaża jest zaletą, to fakt. Ale mnie ten piasek jakis brudny sie wydawał. I w ogóle Cannes dla mnie było za tłoczne i hałaśliwe i ostentacyjne...
OdpowiedzUsuńMożemy zatem przybić sobie piątkę. Wszystko zależy od rodzaju urlopu, który się preferuje.
UsuńPiękne zdjęcia
OdpowiedzUsuńJedno z miejsc, w którym po prostu trzeba być! :)
OdpowiedzUsuńMoje marzenie odwiedzić południową Francję :)
OdpowiedzUsuńSuper sprawa odwiedzić to miejsce na żywo :)
OdpowiedzUsuńGdzieś tam w głowie mam plan odwiedzenia Nicei, Cannes i Monako jak Wy :)
OdpowiedzUsuńJaki deser! Nie dziwię się, że potem nie mogliście się już ruszyć :D
OdpowiedzUsuńNigdy tam nie byłam.
OdpowiedzUsuńwow, muszę się tam wybrać
OdpowiedzUsuńByłam zauroczona Cannes :) Wstrzeliliśmy się w miarę spokojny okres po festiwalu i przed kinem letnim. Zdecydowanie największe wrażenie zrobiło na mnie Saint-Tropez i Monako :)
OdpowiedzUsuńte murale sama bym chętnie na żywo zobaczyła ;) nigdy nie byłam we Francji :)
OdpowiedzUsuńŚwietnie napisane i proszę o więcej takich artykułów.
OdpowiedzUsuńNiesamowite wczasy
OdpowiedzUsuńSuper podróż
OdpowiedzUsuńSama chętnie wybiorę się w to miejsce.
OdpowiedzUsuń