Lato
odeszło, a wraz z nim skończyły się nasze wędrówki po
Szwajcarii. Z żalem spostrzegłam pewnego dnia, że w tym roku już
nie pokonamy żadnej pieszej trasy. Co prawda pogoda nie należy
jeszcze do najgorszych, lecz mój obecny stan zdrowia na to nie
pozwala, a gdy wydobrzeje będziemy mieć już zapewne srogą zimę.
Sięgając w myślach do naszej ostatniej wycieczki, przypomina mi się
od razu leśna przeprawa, dla której udaliśmy się do kantonu
Zürich. Jeśli jesteście ciekawi, jakie atrakcje czekały na nas
podczas tej wędrówki, zachęcam do zapoznania się z wpisem!
Tobelweg
to bardzo często uczęszczana trasa wędrowna, która prowadzi do
położonej nad Jeziorem Zuryskim miejscowości Küsnacht. Samo słowo
„Tobel” przetłumaczyć można jako jar, dolina rzeczna, co
doskonale opisuje tę formę terenu.
Naszej
trasy nie powinnam nazywać nawet wędrówką. Szwajcarzy z pewnością
wyśmialiby mnie za takie określenie, bo droga, którą pokonać
można w maksymalnie 2 godziny to dla nich zaledwie spacer. Droga Tobelweg
jest faktycznie bardzo łatwa do pokonania. Nachylenie terenu nie
zmienia się znacznie i spokojnie pokonać mogą ją nawet dzieci.
Drogę
rozpoczęliśmy w miejscowości Forch, gdzie porzuciliśmy auto.
Dojście do początku trasy zajęło nam dosłownie chwilę. Z
głównej ulicy widać było znaki, które prowadziły nas przez całą
jej długość. Był to jeden z lepiej oznaczonych szlaków, przez
który przechodziliśmy. Zeszliśmy w dół po drewnianych schodach i
od razu znaleźliśmy się przy rzece Wangnerbach, która wyznaczała
nam kierunek.
Przeprawa
przez Tobelweg to typowo leśna wycieczka. Droga jest ubita, więc
pokonuje się ją łatwo, lecz mimo to należy zaopatrzyć się w
sportowe, wygodne buty, które nie będą się ślizgać.
W
tym miejscu nie ma żadnej ingerencji człowieka. Roślinność żyje
tu na własnych warunkach. Praktycznie nie da się zboczyć z
wyznaczonej ścieżki. Tak bardzo zalesiony jest ten teren.
Wielokrotnie napotykaliśmy tam również powalone drzewa, które dodatkowo urozmaicały ten leśny krajobraz.
Ciekawostką
jest fakt, że miliony lat temu ta okolica była zupełnie płaska i
dominowały tam wielkie jeziora i rzeki o charakterze meandrycznym.
Trasa, którą przeszliśmy, została ukształtowana przed 16 tys.
lat w wyniku cofania się lodowca.
Dookoła
podziwiać można niezliczoną ilość przeróżnych gatunków
roślinności i detale, które stworzyć mogła tylko natura.
Rzeka
Wangnerbach spada kaskadowo do swego ujścia, tworząc większe i
mniejsze wodospady, które są czystą ucztą dla oka.
Dno
rzeki wypełnione było kamieniami i roślinnością. Momentami była
ona bardzo płytka i na tyle czysta, by dostrzec każdy detal
podłoża. Odkrywając te widoki, nie byłam pewna czy bardziej
zachwycają mnie wodospady czy ujęcia spokojnie płynącej wody.
Czasem
pośród roślinności dało się usłyszeć szum wody i tym samym
odkrywaliśmy małe wodospady, spływające do rzeki.
Nasza
odległość od rzeki zmieniała się podczas długości trasy.
Bywały momenty, gdy mogliśmy podejść pod sam brzeg. Ba! Nawet
przeprawić się przez nią po kamieniach.
Im
dalej w las, tym piękniejsze widoki na nas czekały.
Co
jakiś czas drogę ułatwiały mostki. Jeden z nich wydał mi się
bardzo niebezpieczny. Była to wąska kładka, która posiadała
poręcz jedynie z jednej strony.
Jak
możecie zauważyć droga ta jest mocno zacieniona. Promienie słońca
wpadały jedynie przez mniej lub bardziej rozrośnięte korony drzew,
co sprawiało nie lada problem przy robieniu zdjęć. Momentami
słońce było naprawdę ostre, w innych miejscach przeciwnie –
doskwierała ciemność.
Ciekawym
miejscem na trasie jest smocza jama. Według legendy to miejsce
zamieszkiwał niegdyś smok, który wielokrotnie atakował wioskę.
Został on pokonany przez rycerza, który pokonał go przy pomocy
diamentowych kajdan. Jama
znajduje się dość wysoko i by się do niej dostać należy się wspiąć. Taka szwajcarska wersja legendy o smoku
wawelskim.
Nasza
droga wiodła dalej wzdłuż spokojnego nurtu.
Następnie
zboczyliśmy nieco z wyznaczonej trasy, by odnaleźć ruiny zamku,
które położone były w górnych partiach lasu. W tym celu
pokonaliśmy wysokie schody i kawałek drogi w górę. W końcu
naszym oczom ukazał się upragniony widok. W tym miejscu zrobiliśmy
sobie dłuższą przerwę.
Zamkowe
ruiny to pozostałość po kompleksie budynków, który stanął w
tym miejscu w XII w. Największe fragmenty były kiedyś
czteroramienną, kamienną wieżą. Gołym okiem da się również
wyznaczyć resztki muru obronnego. Budowa zamku została porzucona w
XIII w. W drugiej połowie XX wieku podjęto decyzję o
zabezpieczeniu kamiennych ścian.
Po
krótkim odpoczynku powróciliśmy na naszą standardową trasę.
Podsumowując,
Tobelweg to przyjemna trasa, dobra do weekendowych spacerów bez
ograniczeń wiekowych. Do jej przejścia nie jest potrzebne żadne
dodatkowe wyposażenie (przydadzą się jednak buty ze stabilną
podeszwą). Trasę da się pokonać w 1,5 h. Na dojście do zamku
warto doliczyć kolejne 30 min.
Droga jest pełna miejsc, które dostosowane są do zrobienia ogniska, grilla lub pikniku. Niestety my pokonywaliśmy ją w momencie, gdy w Szwajcarii był zakaz rozpalania ognia w lasach. Tym samym nie mogliśmy z nich skorzystać.
Po pokonaniu tej trasy pochodziliśmy jeszcze chwilę po centrum Küsnacht oraz wygrzaliśmy się na słońcu przy jeziorze, po czym powróciliśmy do auta tą samą trasą. Wejście od tej strony było jednak nieco bardziej meczące, gdyż częściej szło się w górę ;)
Po pokonaniu tej trasy pochodziliśmy jeszcze chwilę po centrum Küsnacht oraz wygrzaliśmy się na słońcu przy jeziorze, po czym powróciliśmy do auta tą samą trasą. Wejście od tej strony było jednak nieco bardziej meczące, gdyż częściej szło się w górę ;)
A
czy Wy lubicie takie leśne wyprawy? Jak oceniacie trasę Tobelweg? Który widok bardziej do Was przemawia: wodospadów czy spokojnej rzeki?
Urzekająca trasa - podobają mi się wszystkie zdjęcia
OdpowiedzUsuńDawno nie byłam na takiej wyprawie...
Piękne miejsce :)
OdpowiedzUsuńLubię takie wycieczki, ale przechodząc przez zniszczoną kładkę miałabym lekkiego stracha ;)
OdpowiedzUsuńW ramach ścisłości ona nie była zepsuta. Po drodze mijaliśmy kilka takich i wszystkie wyglądały identycznie. Po prostu tak je stworzono.
UsuńSuper wyprawa :)
OdpowiedzUsuńNajgorsze, gdy potem trzeba wracać pod górkę :D
OdpowiedzUsuńlubię taką bliskość z naturą <3
OdpowiedzUsuńJak tam jest pięknie !? Strasznie lubię takie miejsca zdziczałe i odludne. Sama też zawsze wynajduję podobne w mojej okolicy i czasem muszę wpaść w błoto, a czasem droga się kończy - nie przeraża mnie to jednak.
OdpowiedzUsuńDziękuję za wspaniały wirtualny spacer :) Pozdrawiam :))
Piękne widoki, wyobrażam sobie, że w rzeczywistości wyglądało to jeszcze lepiej! Uwielbiam takie wędrówki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
https://www.monabednarska.com/
troche duzo tych zdjec jak na jeden post, co nie zmienia faktu ze obocowanie z natura jest wporzo ;)
OdpowiedzUsuńMoje wpisy turystyczne są zawsze pełne zdjęć :P Trzeba się do tego przyzwyczaić ;)
Usuńświetne zdjęcia i jak dużo :)
OdpowiedzUsuńJak tam pięknie jest. Cisza i spokój. Bardzo fajnie oglada sie twoje zdjecia
OdpowiedzUsuńDziękuję! Miło to słyszeć :)
Usuńtakie widoki robią wrażenie! :)
OdpowiedzUsuńwspaniałe krainy do zwiedzania :)
OdpowiedzUsuńsuper tam jest !!!!!
OdpowiedzUsuńJestem zachwycona
OdpowiedzUsuń