wtorek, 12 grudnia 2017

Blogmas #12 : Co (nie) warto czytać? #4 - Trzy średniaki, a może bestsellery?

W ostatnim czasie każdą chwilę wolnego czasu, którą znalazłam, przeznaczałam na czytanie. Nie mogę powiedzieć, by tego czasu było ostatnio nad wyraz dużo, lecz starałam się nie skupiać na wszelkich pochłaniaczach czasu i tym samym dotarłam do ostatnich stron trzech książek. Zawsze po ukończeniu takiej ilości prezentuję Wam moją opinię na ich temat i tym razem nie będzie wyjątków.

Zapraszam na trzy mini-recenzje książek!

Cała prawda o Francuzkach
Autor: Marie-Morgane Le Moel
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 276
Cena: 39,90 zł 


Najwcześniej przeczytaną przeze mnie książką była „Cała prawda o Francuzkach”. Zakupiłam ją po przeczytaniu kilku krótkich recenzji i pochlebnych opinii na jej temat. Jak wskazuje sam opis książki: „Jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich kobiet zafascynowanych Francją i paryskim szykiem”. Czy mogę powiedzieć, że jestem ogromną fanką francuskiej kultury? Niekoniecznie, lecz z chęcią odkrywam tajniki obcych kultur i zwyczaje innych nacji, stąd uznałam, że ta pozycja może mnie zainteresować.

Ta książka przedstawia obraz francuskich kobiet, a raczej zbiór stereotypów na ich temat. Podzielona jest na 9 głównych rozdziałów, w których autorka stara się „ugryźć” z różnych stron konkretny problem postrzegania Francuzek. Czy jej to się udało? Mam mieszane uczucia. Jak dla mnie niestety ta książka (potocznie mówiąc) nie trzyma się kupy. W tej pozycji literackiej znajduje się wiele biografii znanych Francuzek w pigułce. Jak najbardziej jest to dla mnie interesujące, gdyż lubię historyczne wtrącenia. Fascynuje mnie życie w poprzednich epokach. Wszystko byłoby dobrze, gdyby te historie były odpowiednio rozbudowane. Tutaj natomiast mamy do czynienia z krótkim zarysem postaci, który czasem nie wyjaśnia nawet powodu umieszczenia tej opowieści w książce. Jestem zdania, że jeśli się za coś zabiera, to należy wykonać to dobrze, a nie od niechcenia. Nie mniej jednak te historyczne opisy były dla mnie najciekawszym punktem całej lektury.

Francuzki są uważane przez wielu za ikony stylu. W tej książce znajdziemy jednak niewiele na ten temat. Z dużym rozmachem opisano jednak kwestie polityczne, seks-skandale we Francji, uczęszczanie Francuzów do domów publicznych. Druga połowa książki w większości zajmuje się sprawą zdrad i frywolnego podejścia do związków, o czym mnie osobiście trudno było czytać. Raczej nie jestem przychylna tzw. „wolnym związkom”.

Inną kwestią jest to, że czytając książkę, miałam wrażenie, jak gdyby każdy rozdział był wyrwany z kontekstu. Jak gdyby ktoś pisał poszczególne części w zupełnie różnym czasie, a następnie ktoś inny poskładał je w przypadkowej kolejności. Największym zastrzeżeniem co do tego rozbudowanego felietonu był jednak mocno rysujący się feministyczny wydźwięk. Momentami wręcz wyobrażałam sobie złoszczącą się autorkę podczas pisania fragmentów jej wywodu.

Jak wspominałam na początku książka ta miała dotyczyć stereotypów. I owszem: autorka przedstawiała co jakiś czas obraz Francuzek, który ponoć funkcjonuje jako stereotyp na ich temat (o większości nigdy nie słyszałam), a następnie przedstawiała masę opowieści, która je potwierdzała tudzież wyjaśniała kwestię jego powstania. Do tego momentu wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że nagle w autorce włącza się feministyczny demon, podaje kilka liczb i rozpoczyna wywód pt: „To wcale nieprawda”, a jedynym jej argumentem jest >>bo ja tak mówię<<. Szczerze mówiąc nie wiem nawet komu mogłabym polecić tę książkę. Ja na pewno do niej nie powrócę.


Lekcje francuskiego
Autor: Ellen Sussman
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 271
Cena: 29,90 zł 


Kolejna pozycja również wpasowuje się we francuskie realia. Powieść „Lekcje francuskiego” to historia skupiająca się na losach trzech nauczycieli języka francuskiego, których metody nauczania są nieco odmienne od standardów oraz ich uczniów, których życie jest dość mocno zagmatwane.

Początek książki zarysowuje postacie korepetytorów i ich związek pomiędzy sobą. Jak przystało na francuskie realia, a o czym dowiedziałam się z poprzedniej książki, ich nastawienie do związków jest lekko mówiąc frywolne i to, o czym czytałam w teorii, tutaj mogłam doświadczyć w praktyce. Książka składa się następnie z trzech opowieści, które są od siebie oddzielone. Nauczyciele rozstają się ze sobą na cały dzień, prowadząc zajęcia z Amerykanami i ponownie spotykają się dopiero pod koniec lektury.



W każdej historyjce poznajemy obszerne historie uczących się. Czas teraźniejszy co chwilę miesza się ze zdarzeniami z przeszłości i wprowadza to niemałe zamieszanie. „Ekscytująca tajemniczość”, „porywy namiętności” - jakkolwiek tego nie nazwać, dla mnie jest to po prostu opowieść pełna zdrad fizycznych i mentalnych. Ten bulwersujący stosunek do flirtów z kolegami męża czy chodzenia do łóżka z kim popadnie (teorie z „Całej prawdy o Francuzkach”) tutaj zataczają szerokie żniwa. Bohaterowie nie mają absolutnie żadnego poszanowania dla instytucji małżeństwa i związku czy szacunku dla swoich partnerów. Jak dla mnie to książka, która stanowi obraz zepsucia francuskiego społeczeństwa. Do żadnego z bohaterów nie zapalałam nawet nutką sympatii, a wręcz przeciwnie.

Niewątpliwym plusem tej książki jest fakt, że bardzo szybko się ją czyta i w sumie to jej jedyna zaleta. Cieszę się, że mam ją z głowy. Więcej nie sięgnę już po lektury z Francją w tle.


Piąta aleja, piąta rano
Autor: Sam Wasson
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 253


 „Piąta aleja, piąta rano” to książka, którą ciężko mi zakwalifikować i opisać. Tak naprawdę poruszonych jest w niej tyle kwestii, że z trudem przychodzi mi przedstawienie jej treści w kilku zdaniach. Mamy bowiem przed sobą historię, której głównym tematem jest stworzenie dzieła „Śniadanie u Tiffany'ego”. Książka obrazuje kulisy powstania literackiej wersji tego znanego tytułu, a następnie jego filmowej adaptacji. Dzięki niej zajrzeć można do umysłów producentów, aktorów czy w końcu pisarza i dowiedzieć się, czym kierowali się oni, pisząc kolejne kartki książki czy kręcąc filmowe kadry.

Każdy element pracy nad tym dziełem jest opisany bardzo szczegółowo. Podrozdziały są krótkie i przedstawiają za każdym razem postawy zainteresowanych na przełomie podanych lat bądź miesięcy. Ciekawym dla mnie aspektem tej opowieści były wtrącenia, które ukazywały ogólne nastawienia społeczne i chociażby fakt, jak wielki wpływ na ogólny nastrój Amerykanów miały książki i filmy. Inną kwestią była także ingerencja w tematykę filmu i jego cenzurowanie. Można zatem wynieść z niej wiele ciekawostek z wiedzy ogólnej tamtego okresu czasu.


Jeśli miałabym polecić tę książkę konkretnej grupie osób, to w szczególności powinni sięgnąć po nią fani kina, osoby, które zajmują się profesjonalnie bądź amatorsko kinematografią, gdyż szczegółowe opisy ujęć pozwolą poszerzyć im wiedzę w tej dziedzinie. Poleciłabym ją również fanom książki i filmu „Śniadanie u Tiffany'ego, bo z jej pomocą będą oni mogli zajrzeć za kulisy powstawania tych dzieł.

Dla mnie ta książka momentami była nieco nudna, gubiłam się wśród bohaterów, bo nie do końca znałam nazwiska tych wszystkich produkcyjnych szych z wielkiego ekranu lat 50. i 60. (oczywiście poza postacią samej Audrey Hepburn). Wykazałam się również absolutną ignorancją, gdyż filmu jak dotąd nie widziałam. Zamierzam jednak go zobaczyć i porównać opisy zza kulis z ich efektem końcowym.

Czy czytaliście którąś z tych książek? A może macie ją w planach?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...