czwartek, 23 listopada 2017

Werona w podróży #2 - W czasie deszczu dzieci się nudzą..., albo zwiedzają zamki.

W dzień przyjazdu do Werony pogoda była naprawdę fatalna. Nasza trasa, którą wcześniej udało mi się w ekspresowym tempie przygotować, zakładała odwiedzenie zupełnie innych miejsc. Prognozy pogody głosiły, że pogoda diametralnie zmieni się na naszą korzyść od następnego dnia, więc większość otwartych przestrzeni postanowiliśmy zostawić na później. Od właściciela pensjonatu otrzymaliśmy mapę Werony z już zaznaczonymi punktami. Zaznaczyliśmy na niej również punkty z naszej trasy, których jeszcze tam nie było i podczas szybkiej burzy mózgów stwierdziliśmy, że najlepszym wyjściem z tej sytuacji będzie odwiedzenie zamku. Zwiedzając wnętrze budynku, przynajmniej nie zmokniemy.

Zapraszam na zwiedzanie zamku Castelvecchio!


Zanim jednak dojdziemy do zamku, chciałabym sprzedać Wam kilka rad, dotyczących tańszego zwiedzania Werony. Jest to miasto, które w dużej mierze nastawione jest właśnie na wpływy płynące z turystyki. Warto jest jednak wybrać się tam w pierwszą niedzielę miesiąca, by odwiedzić każdą atrakcję, kupując bilet za symboliczne 1 euro. My niestety nie mogliśmy przesunąć naszego wyjazdu, więc nie skorzystaliśmy z tej oferty. Chcieliśmy jednak w Weronie zobaczyć jak najwięcej miejsc oraz ich wnętrz, więc postanowiliśmy zakupić VeronaCard. Ową kartę kupić można na 24 lub 48 godzin. Ich koszt to kolejno 18 i 22 euro. Czas ważności takiej karty naliczany jest w momencie wejścia do pierwszej atrakcji. Dzięki temu małemu wynalazkowi możemy wejść na darmo bądź ze zniżką do najważniejszych zabytków miasta. Po przeliczeniu cen wstępu do pojedynczych atrakcji koszt VeronaCard wcale nie jest wygórowany. 

































Karty VeronaCard pośród innych biletów wstępu

By kupić karty udaliśmy się do Centrum Informacji Turystycznej, które znajduje się w bliskiej styczności z werońską Areną. Takie karty można także kupić we wszystkich atrakcjach turystycznych, do których wejście gwarantują.

-> Adres Informacji Turystycznej: IAT, Via Degli Alpini 9

Będąc już w centralnym punkcie miasta, obeszliśmy wzrokiem Arenę oraz cały plac, przy którym się ona znajduje. Tego dnia wszędzie rozstawione były tam kramiki z wojskowymi przedmiotami. Odbywał się tam również pokaz tresowania psów policyjnych, a całość patrolowana była przez grupki uzbrojonych policjantów.

To właśnie na Piazza Bra nie mogłam odmówić sobie szybkiego sfotografowania pomników. Pierwszym z nich był niski monument, który mi osobiście przypomina poniszczone, podpalone kartki papieru.

-> „A tutti i Caduti di tutte le guerre” - Poległym we wszystkich wojnach



Drugi z pomników jest już o wiele bardziej znany, a jest nim statua di Vittorio Emanuele II, czyli postać słynnego, pierwszego króla zjednoczonych Włoch, którego pomniki znajdują się w wielu włoskich miastach.

-> Statua di Vittorio Emanuele II, Piazza Bra


Nieco na uboczu, na murze obronnym znajduje się kolejny szczególny monument. Otoczona zieloną ramką rzeźba, dookoła której tego dnia powiewały flagi i ustawione były pamiętne wieńce, przedstawia walczących żołnierzy, których prowadzi anioł. Pomnik ten upamiętnia żołnierzy, którzy nosili nazwę Alpini. Zalicza się ich do najstarszego górskiego korpusu wojskowego.

-> Alle Aqville del VI Alpini, Via degli Alpini


W centralnym punkcie placu znajduje się fontanna.


Wąskimi uliczkami postanowiliśmy udać się w stronę zamku Castelvecchio, który miał być naszą atrakcją na ten deszczowy dzień. Idąc w jego kierunku, natrafiliśmy na stojący tuż naprzeciwko wejścia pomnik mężczyzny. Widząc napis A Cavour na monumencie stało się jasne, że jest to postać Camillo Benso di Cavour, włoskiego premiera i polityka, którego nazwisko kryje się także pod nazwą ulicy, biegnącej wzdłuż zamku.

-> Statua A Cavour, Via Roma 80
























Zanim nasze nogi stanęły we wnętrzu zamku, przeszliśmy się kawałek dalej, gdzie stał okazały łuk. Arco dei Gavi, bądź jak kto woli Łuk Gawiuszów jest monumentalną budowlą w stylu rzymskim. Oryginalny łuk, stojący w tym miejscu został wybudowany prawdopodobnie w połowie I wieku. Obecna budowla jest zaledwie rekonstrukcją łuku, który w 1805 roku został całkowicie zburzony przez wojska francuskie. Rzymska struktura została odbudowana w 1932 roku. Mierzy ponad 12 metrów wysokości.

-> Arco dei Gavi, Corso Cavour 2



Pogoda stawała się coraz bardziej nieprzyjemna, a deszcz zmusił nas w końcu do spędzenia reszty popołudnia w murach gotyckiego zamku Castelvecchio. Zamek ten wcześniej nazywał się Castello di San Martino in Aquaro. Obecnie znajduje się w nim muzeum miejskie, a zgromadzone tam eksponaty są liczne i jak dowiecie się z dalszej części postu dość różne tematycznie.

Godziny otwarcia:
poniedziałek – 13:30 – 19:30
wtorek – niedziela – 8:30 – 19:30

Bilety wstępu:
dorośli – 6 euro

Bilet wstępu zakupić można w różnych kombinacjach. Istnieją zniżki dla wycieczek szkolnych i dzieci. Darmowy wstęp obejmuje posiadaczy VeronaCard oraz osoby niepełnosprawne.

-> Castelvecchio, Corso Castelvecchi 2




Zamek został wybudowany pomiędzy 1354 a 1356 r. na istniejących fundamentach. Z całą pewnością część z nich należała do wczesnośredniowiecznego kościoła San Martino in Aquaro, co tłumaczy wcześniejszą nazwę tego obiektu. Zamek podzielony jest na dwie części: wschodnią z 7 wieżami i zachodnią stanowiącą część mieszkalną, pałac.


























Kompleks zamkowy połączony jest z mostem, którego charakteryzuje budowa z trzech łuków.


Jeśli jesteś ciekawy, co znaleźć można w środku, to już postaram się zaspokoić Twoją ciekawość. W muzeum znajdują się zbiory z okresu średniowiecza, renesansu i sztuki współczesnej. W 29 halach wystawowych podziwiać można 622 dzieła, wśród których wymienić można rzeźby, obrazy, przedmioty archeologiczne i broń. Dodatkowo w zamkniętych witrynach wystawionych jest około 90 tys monet i medalionów. W tysiącach liczona jest także ilość druków i rysunków.


Po minięciu wejścia znajdziesz się w Galerii Rzeźb. Całość tworzy 5 sal, połączonych łukowymi schodami. Znajdują się tam dzieła średniowiecznych, werońskich rzeźbiarzy, które trzeba przyznać są dość osobliwe.






























W przejściu pomiędzy salami mogliśmy rzucić okiem na zamkowy dziedziniec i wieżę. 





Przy wejściu do kolejnej hali znajdowały się stojące dzwony i coś, co od razu skojarzyło mi się z figurkami Matki Boskiej, ustawianymi często na wiejskich drogach. Ta sala rozciągała się na wysokość kilku pięter, więc trzeba było pokonać wiele schodów.






Widok na zamkowy ogródek z fontanną.


























Wchodząc na piętro, trafiliśmy do kolejnej z sal. Tutaj dopadło nas niepokojące uczucie i myśl: „Ale co się tutaj właściwie dzieje?!”. Skąd właściwie taka reakcja? Nie potrafiłam zrozumieć, jak można wyjaśnić połączenie tak starych dzieł i ich pozostałości z zupełnie nowymi, współczesnymi przedmiotami. Pierwszy lepszy przykład: fragment ściany ze szkicem z odległej epoki, w połączeniu z puzzlami z wizerunkiem zamku Neuschwanstein. Gdzie tu logika?

























Kolejna z sal była w dużym stopniu poświęcona motywom religijnym.








Sala Rycerska z kolei przestawiała zbiór broni i zbroi rycerskich.




Z tej sali można było wejść bezpośrednio na dach zamku i przejść następnie przez most. Zerwała się jednak tak silna ulewa, że marzyliśmy jedynie o schowaniu się w środku budynku.




Pomnik Can Grande della Scala to najbardziej osobliwa rzecz, jaką widziałam. Znajduje się ona w przejściu między salami i prezentuje rycerza na koniu. I to nie byle jakiego, bo jeśli dobrze się mu przyjrzeć, to można dostrzec dziwną maskę wystająca z jego karku. Co więcej jego koń również ma maskę na głowie, lecz o wiele za małą. To ten rodzaj sztuki, gdy podchodzisz i zastanawiasz się, co właściwie autor miał na myśli.


Na koniec trafiliśmy do Galerii Obrazów, gdzie ściany otaczały liczne malunki. Przyznaje się bez bicia: ja i malarstwo to dwie zupełnie odległe galaktyki. Jednakże przypatrywanie się obrazom i wynajdywanie czasem dziwnych, a czasem śmiesznych detali sprawiało mi nieco frajdy. Przepadliśmy z mężem totalnie, gdy nagle naszym oczom ukazał się obraz, a na nim dziewczyna do złudzenia przypominająca osobę, którą znamy. Pewnie sprawiliśmy wrażenie ludzi nie do końca normalnych, gdy niespodziewanie zaczęliśmy rechotać, nie mogąc się uspokoić :D





Tego dnia pogoda nie pozwoliła nam na dalsze zwiedzanie. Po wyjściu z zamku udaliśmy się do restauracji na kolację, a stamtąd wprost do pensjonatu. Nie martwcie się jednak, bo następnego dnia powitało nas rankiem piękne słońce i nic nie wskazywało na to, że poprzedniego dnia prawie utopiliśmy się na ulicach. Jeśli jesteście ciekawi, jakie atrakcje zwiedziliśmy podczas naszego pobytu w Weronie, zachęcam do śledzenia bloga i wyczekiwania kolejnej części mojej relacji!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...