wtorek, 21 maja 2019

Co (nie) warto czytać?: Alicja w krainie czasów

Nawet nie wiecie, jak długo zbierałam się do napisania tego postu. W moich blogowych notatnikach zapisywałam go co miesiąc na czerwono, a mimo to po prostu go pomijałam. Myślę, że część osób mnie zrozumie. Jakoś nie czułam tej tematyki, a nie chciałam robić niczego na siłę. Od czasu przeczytania sagi Alicja w krainie czasów, którą dziś Wam opiszę, minęło jakieś pół roku. Co nieco pozostało jednak w mojej głowie i w końcu w przypływie weny postanowiłam spisać moje przemyślenia.

Alicja w krainie czasów
Autorka: Ałbena Grabowska
Wydawnictwo: Zwierciadło
Ilość tomów: 3
Cena za pakiet: 89,90 zł



Po kolejną trylogię Ałbeny Grabowskiej sięgnęłam po lekturze Stulecia Winnych (LINK). Trzy tomy tamtej powieści pochłonęłam bardzo szybko i do tej pory bardzo przyjemnie ją wspominam. Z tym większym zainteresowaniem podeszłam do Alicji w krainie czasów. Miałam nadzieję na dobrego następcę.

Tę trylogię zaliczyć można z pewnością do pozycji literatury obyczajowej z elementami fantastycznymi. O ile w Stuleciu Winnych dominowała normalność i historia, która mogłaby opierać się na faktach, to w tym przypadku sytuacja wyglądała nieco inaczej. Już na pierwszych stronach pierwszego tomu pojawia się postać czarownicy, a duży wpływ na fabułę ma czarna magia.



Opowieść o Alicji spisana została w trzech tomach: Czas zaklęty, Czas opowiedziany oraz Czas odzyskany. Wszystkie skupiają się na postaci dziewczynki (następnie kobiety), która posiada niebywałą cechę. W książce poznać można jednak także losy pobocznych bohaterów, osób, które pojawiają się i znikają w życiu bohaterki. Jeśli miałabym odnieść się do samej autorki, to uważam, że jej sposób pisania jest bardzo wciągający. Ałbena Grabowska posługuje się w książkach językiem prostym i zrozumiałym, a przy tym interesującym. Od początku do końca stara się zaciekawić odbiorcę i dobrze utrzymuje jego uwagę. Ta powieść dowiodła dodatkowo jak ogromną fantazją dysponuje pisarka.

Tom drugi trylogii jest najdłuższą z książek (377 stron). Akcja pierwszej części zamyka się na 333 stronach, a ostatnia kończy się po przeczytaniu nieco ponad 300 stron. Po fantastycznym rozpoczęciu przechodzimy do codziennego życia na dworze polskiego rodu hrabiów. Jesteśmy świadkami skandali, radości i smutków oraz ciągu zdarzeń, w którym jedna decyzja wywołuje szereg konsekwencji. W takich okolicznościach rodzi się Alicja, której towarzyszymy od początku jej życia. W pierwszym tomie opowieści akcja posuwa się bardzo szybko na przód. Na kolejnych kartkach książki obserwujemy dziewczynkę, która rośnie, dojrzewa i odkrywa rodzinne sekrety.



Tę część przeczytałam najszybciej i zdecydowanie najbardziej mi się ona podobała. Szybka, wartka akcja powodowała tak duże uczucie zainteresowania, że nie mogłam doczekać się, kiedy ponownie sięgnę po książkę. W dodatku jest ona świetnie osadzona w dawnej epoce. Można doskonale wczuć się w życie „w dawnych czasach”, a przy tym podążać za bohaterką.

Najdłuższa z części, Czas opowiedziany, faktycznie była poświęcona opowieściom. Staram się nie zdradzać zbyt wiele wątków fabuły, by osoby chcące przeczytać tę powieść, przeżyły efekt zaskoczenia, dlatego nie będę wnikać bezpośrednio w zdarzenia, które opisuje książka. Zdradzić muszę jednak, że akcja drugiej części przenosi się do Austrii. Po dramatycznym zakończeniu pierwszego tomu spotykamy Alicję w innym otoczeniu i nowym kraju jako dorosłą kobietę. Następnie jesteśmy świadkami życia zawodowego i pierwszych miłosnych uniesień bohaterki. Co rusz ujawniają się także niezwykłe umiejętności, którymi dysponuje. Drugą część książki spokojnie podzielić można na pół, z czego pierwsza połowa była dla mnie dość ciężka do przejścia. Wielokrotnie zdarzało mi się przewracać oczami i strofowałam się w myślach, że przecież ta książka zawiera elementy fantastyczne, więc trzeba podejść do niej z lekkim przymrużeniem oka.



Część trzecia tej opowieści to ponownie zmiana miejsca akcji i wywiezienie głównej postaci za granicę. Fabuła tego tomu ściśle wiąże się z wybuchem drugiej wojny światowej. Alicja z kolei po raz kolejny zaskakuje swą wszechwiedzą i niezwykłymi umiejętnościami.

Alicja w krainie czasów to druga trylogia tej autorki, która ukazuje życie na przestrzeni wielu lat. Dla mnie niebywałym kąskiem było cofnięcie się do poprzedniej epoki, wejście w życie hrabiostwa, czy w końcu poznanie zasad, jakie niegdyś panowały. Była to niezwykle ciekawa wycieczka w przeszłość, stąd też najlepszą w moim odczuciu częścią był pierwszy tom, przez który bardzo szybko przebrnęłam. 



Do pozostałych części trzeba podejść z pewną rezerwą. Nie nastawiać się na przeczytanie prawdziwej relacji z życia kobiety, która od początku do końca mogłaby opierać się na faktach (po Stuleciu Winnych właśnie w ten sposób podeszłam do Alicji... i było to momentami zgubne). Trzeba mieć także świadomość, że w powieści znajduje się mnóstwo elementów nieprawdopodobnych, praktycznie niemogących przydarzyć się w prawdziwym życiu, a już zwłaszcza nie jednej osobie. Ogólnie jednak jestem zadowolona, że sięgnęłam po tę trylogię i będę nadal śledzić poczynania Ałbeny Grabowskiej. Pozostanę jednak wierną fanką Stulecia Winnych. Planuję zakupić lekturę dodatkową do powieści (Opowiadania o rodzinie Winnych), a w wolnej chwili muszę koniecznie obejrzeć polską adaptację książki w formie serialu.



Czy znacie twórczość Ałbeny Grabowskiej?

sobota, 18 maja 2019

Wakacje na Lazurowym Wybrzeżu: Co zwiedzić w Nicei?

Tak jak obiecałam rozpoczynam cykl wpisów poświęconych naszemu wyjazdowi na Lazurowe Wybrzeże. Do tej pory ukazał się wpis zbiorczy z ukazaniem wszystkich miejsc, jakie odwiedziliśmy (LINK). Jednak ten region zasługuje na poświęcenie mu więcej czasu i uwagi. Dzisiaj przedstawię Wam bliżej Niceę, którą zwiedzaliśmy jako pierwszą. W tym mieście również nocowaliśmy, więc można śmiało powiedzieć, że spędziliśmy tam najwięcej czasu.

Co zobaczyć w Nicei?
























Nicea przywitała nas nie tylko przepiękną, słoneczną pogodą. Zaraz po przyjechaniu trafiliśmy na niezwykle ruchliwą ulicę Avenue Jean-Medecin, gdzie ludzie wręcz przepychali się pomiędzy sobą. Całe szczęście w tym czasie mieliśmy obrać zupełnie inny kierunek zwiedzania. Musieliśmy dotrzeć do dzielnicy Cimiez, która opisywana jest jako najlepiej zachowana archeologiczna perełka z czasów rzymskich. Droga do tego miejsca wiedzie cały czas pod górkę, więc nieźle się zmordowaliśmy, zwłaszcza że znalezienie poprawnej ulicy graniczyło z cudem. Gdy byliśmy już przekonani, że tuż za rogiem będziemy mogli skręcić w odpowiednią drogę, napotykaliśmy zamknięte odcinki, które należały do prywatnych osób. Takim sposobem okrążyliśmy okolicę, robiąc ogromne koło, a do Cimiez dotarliśmy zmęczeni i przeraźliwie głodni.

Dla chcących wybrać się w to miejsce mam ważną podpowiedź: koniecznie najedzcie się przed wyprawą, bo w okolicy nie ma kompletnie żadnego miejsca, gdzie można byłoby się posilić. Ofertę jedzeniową proponuje jedynie mały bar w parku, ale są tam tylko bardzo średniej jakości kanapki bez sosu...

Główną atrakcją tego miejsca są ruiny rzymskich budowli. Na pierwszy rzut oka widać od razu Amfiteatr (Arenes de Cimiez). Początkowo prosta arena służyła jako mały poligon wojskowy. Z biegiem czasu rozbudowano ją jednak i zaczęto wykorzystywać do celów rozrywkowych. Arena mogła pomieścić 5000 widzów, co czyni ją jedną z mniejszych obiektów tego rodzaju we Francji.
























Naprzeciwko amfiteatru znajduje się również szereg ruin, z których część przedstawia pozostałość po rzymskich łaźniach. Badania tych archeologicznych znalezisk rozpoczęły się już w XVI w., a końcowy etap datuje się na lata 40. XX w. Przez ten czas wyodrębniono trzy łazienkowe kompleksy, nazwane od położenia: Łaźnie Północne, Wschodnie i Zachodnie. Obecnie trwa kolejna tura prac archeologicznych w tym miejscu.
























Na tle rzymskich pozostałości wyróżnia się Muzeum Matisse (Musee Matisse), które w całości poświęcone jest twórczości malarza Henriego Matisse.
























Ciekawym punktem wycieczki do tej dzielnicy jest zaglądnięcie do klasztoru Cimiez, który jest zamieszkany przez zakon franciszkański. Sama budowla pochodzi z XVI w. i należy do oficjalnych, historycznych monumentów we Francji. We wnętrzu znajduje się Muzeum Franciszkańskie.



Tuż przy klasztorze położony jest mały, charakterystyczny cmentarz, który odwiedzają także turyści. Głównie jest to spowodowane nagrobkami znanych osobistości, m.in. Henriego Matisse.


























Po drugiej stronie znajduje się dopieszczony w każdym detalu ogród różany z uroczymi alejkami. Został on stworzony na miejscu dawnego ogrodu warzywnego mnichów, w którym wyhodowano nowy gatunek sałaty – mesclun. Pozyskane w ten sposób warzywa franciszkanie rozdawali biednym.



Umiejscowienie tego kompleksu na wzgórzu, powoduje, że z ogrodu rozciąga się wspaniały widok na Niceę, jej starówkę i morze.







W drodze powrotnej natknęliśmy się przypadkowo na wyjątkowy kościół św. Joanny d'Arc (Église Sainte-Jeanne-d’Arc de Nice). Musicie przyznać, że prezentuje się on intrygująco. Z daleka widać 65-metrową wieżę z dzwonnicą, zakończoną niczym grot strzały. Niezwykłe są także kopuły budynku (łącznie jest ich 11), które nadają tej budowli bardzo futurystyczny charakter.

Adres: 86 Avenue Saint-Lambert, 06100 Nice
























Ulice Nicei same w sobie są godnym uwagi elementem miejskiej architektury. Ciągnące się donikąd uliczki czy wyjątkowe kamienice to tylko niektóre z przykładów.



Nasz hotel znajdował się niedaleko Bazyliki Notre-Dame de Nice, dlatego często ją mijaliśmy. Zbudowana została ona w drugiej połowie XIX w. Charakterystycznym elementem są dwie prostokątne wieże o wysokości 25 m, pośrodku których widać postać Matki Boskiej. Wejście zdobi imponująca rozeta.

Adres: 2 Rue d'Italie, 06000 Nice

























Jeśli ktoś interesuje się architekturą sakralną, to w drodze na plażę może przejść obok kolejnego kościółka: Eglise Saint-Pierre d'Arene de Nice.

Adres: 52 Rue de la Buffa, 06000 Nice


Historycznym miejscem na mapie Nicei jest hotel Negresco działający niestrudzenie od ponad 100 lat. Jego historia rozpoczęła się w 1913 r., kiedy zakończono jego budowę (według projektu Henriego Negrescu). Hotel od razu zyskał uwielbienie elit. Wśród jego gości wyróżnić można artystów, polityków, a nawet członków rodziny królewskiej. Można śmiało powiedzieć, że nie pełni on jedynie funkcji noclegowych. 



Za sprawą właścicielki Jeanne Augier miejsce to zamieniło się w mieszkalne muzeum. Wnętrza wyposażone są w luksusowe dekoracje, antyki i dzieła sztuki. Przekraczając drzwi hotelu Negrasco, można z powodzeniem cofnąć się o dwie epoki. Położony jest tuż przy Promenadzie Anglików z bezpośrednim widokiem na Morze Śródziemne.

Adres: 37 Prom. des Anglais, 06000 Nice



Kilka kroków dalej stoi majestatycznie wyglądający Palais de la Mediterranee, w którym znajduje się kurort oraz kasyno. Fasada tego niezwykłego budynku zdobyła tytuł Dziedzictwa XX wieku i jest zakwalifikowana jako zabytek. Hotel jest posiadaczem pięciu gwiazdek. Na jednym z balkonów wypatrzeć można postać dziewczyny w stroju kąpielowym.
























Promenada Anglików to siedmiokilometrowy deptak przy plaży. O każdej porze dnia jest on pełny ludzi, którzy spacerują, biegają, jeżdżą na rolkach, rowerach czy hulajnogach. Wyjątkowo prezentuje się on również w widoku z góry.



W tym miejscu znajduje się Plaża Neptuna (Plage Neptune), która stanowi doskonały przykład kamienistego wybrzeża. Bezpośrednio z plaży przejść można do wody. Gdzieniegdzie na jej długości funkcjonują małe restauracje. Jednymi z najmilej wspominanych momentów były chwile spędzone na plażach z widokiem tak pięknego Morza Śródziemnego.




























Na naszej trasie mijaliśmy także Monument Stulecia (Le monument du Centenaire). Posąg z brązu ma symbolizować zwycięstwo. Całość z kolei ma alegoryczny wyznacznik: Nicea poddaje się władaniu Francji.


W parku przy powyższym posągu funkcjonuje zabytkowa karuzela.


Wchodząc w zakamarki Starego Miasta, można się nieźle pogubić. Same uliczki są bardzo wąskie i praktycznie niemożliwe jest sfotografowanie budowli w całości. W tym miejscu znajduje się również mnóstwo schodów, które co chwilę prowadzą w górę i w dół, więc trzeba się dobrze zastanowić, w którą stronę chcemy iść, by specjalnie się nie męczyć. Chyba że ktoś nastawiony jest na turystyczny fitness.

Po wkroczeniu na starówkę pierwszą ciekawą budowlą, która rzuciła się nam w oczy, była Opera.

Adres: 4-6 Rue Saint-François de Paule, 06300 Nice



Okazałym budynkiem jest z kolei Palais de la Prefecture, który był w XVII w. rezydencją królów Sardynii. To miejsce prezentuje się równie dostojnie nocą, gdy oświetlają go lampy.

Adres: Place Pierre Gautier, 06000 Nice

 


Do pałacu przylega kolejny charakterystyczny budynek. Jest nim Palais de Justice, w którym mieści się gmach sądu.
























Naprzeciwko stoi Caserne Rusca, żółty budynek, do którego przytwierdzona jest wieża - Tour de l'Horloge. Jest to nie tylko punkt widokowy na starówce, ale także zegar miejski.

Adres: Place du Palais de Justice, 06300 Nice


Na tym chciałabym zakończyć pierwszą część relacji z Nicei. W kolejnym wpisie z tego cyklu pokażę Wam dwa wzgórza, które są warte uwagi. Będzie zatem mnóstwo krajobrazowych widoczków.


Jak podoba się Wam Nicea?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...