niedziela, 31 grudnia 2017

Ulubieńcy roku 2017

Koniec roku to wręcz idealny moment na tworzenie podsumowań. Jako że jestem fanką tego typu postów, w najbliższym czasie możecie się spodziewać kilku wpisów o takiej właśnie tematyce. Dziś nadszedł czas na Ulubieńców, którzy u mnie pojawiają się najczęściej raz w roku. Wtedy też mogę przedstawić Wam listę Najlepszych z najlepszych. Mój wybór to nie impuls, przypływ emocji w danej chwili. Moi ulubieńcy są jak najbardziej przemyślani i starałam się dobrać do każdej kategorii rzeczy, które towarzyszyły mi przez cały rok.

Jeśli jesteś ciekaw, co się do nich zalicza, zapraszam do dalszej części postu!

Ulubiony film

Pomimo realizacji projektu 100 filmów w rok nie mogę powiedzieć, by rok 2017 wiązał się z jakimś filmowym odkryciem. Raczej nie oglądałam filmu, który widziałabym po raz pierwszy, a który wywołałby u mnie takie emocje, że mogłabym nazwać go ulubieńcem roku i mogłabym oglądać go w kółko. W 10-cio punktowej skali mocne dziewiątki zgarnęły jednak filmy takie jak: Carte Blanche czy Był sobie pies.




Ulubiony serial

Ten rok rozpoczęliśmy maratonem z serialem Jak poznałem Waszą matkę. Wraz z mężem oglądaliśmy go na początku naszej znajomości, ale raczej wyrywkowo, odcinki, które akurat leciały w telewizji. W pewnym momencie zupełnie przestaliśmy i w końcu nie dowiedzieliśmy się, jak zakończył się serial. Przyznam, że pomimo jednego z gorszych zakończeń, jakie widziałam, jest to jeden z bardziej lubianych przeze mnie seriali komediowych, który swoim poczuciem humoru świetnie wpasowuje się w moje. Podium ma jednak 3 miejsca, a ja obejrzałam jeszcze dwa inne warte uwagi polskie produkcje. Wśród nich Prawo Agaty, którego wcześniej nie miałam chęci obejrzeć, a bardzo pozytywnie mnie zaskoczył oraz trzymająca w napięciu Wataha.

Ulubiona książka

W tym roku nastąpił ogromny przełom w kwestii mojego czytania. Sama zauważyłam, że więcej książek trafia na półkę Przeczytane, a ja o wiele częściej sięgam po książki w ramach spędzenia wolnego czasu. Bezapelacyjnie zwycięzcą w tej kategorii będzie saga Stulecie Winnych, którą bliżej opisywałam Wam >>TUTAJ<<. Od tej trzyczęściowej opowieści nie mogłam się oderwać i z zaciekawieniem śledziłam losy rodziny Winnych. Po wpadnięciu w maraton książkowy z tą lekturą, zaczęłam bardziej systematycznie brać do ręki książkę. Zasługuje ona zatem na to miano.


Odkrycie kosmetyczne roku

Przypominając sobie jakich kosmetyków używałam w tym roku, wynalazłam jedynie jedno odkrycie, które absolutnie pokochałam. Zestaw marki Iwostin Purritin, w którego skład wchodzą żel do mycia twarzy i krem eliminujący niedoskonałości. Ten duet sprawdził się u mnie tak rewelacyjnie, że byłam w stanie rozpaczy, gdy go wykończyłam. Całe szczęście otrzymałam w przesyłce z Polski mały zapas i obecnie również używam tych produktów. Przy mojej tłustej i trądzikowej cerze zestaw od Iwostin to wybawienie. Mogę go z czystym sercem polecić!


Ulubiony kosmetyk kolorowy

W tym roku o wiele częściej pojawiał się na mojej twarzy pełny makijaż (złośliwi powiedzieliby nawet, że w pewnym wieku, to już należy). Skomentowałabym to raczej tym, że natrafiło się wiele okazji, w których musiałam wypaść wyjątkowo korzystnie. Z potrzeby serca zakupiłam paletkę do makijażu oczu Chocolate Bon Bons od Too Faced i … przepadłam. Obecnie nie wyobrażam sobie używania żadnych innych cieni. Jeśli już decyduję się na pełny makijaż oka, to w 99,9% znajdą się na powiece kolory z tej czekoladowej paletki. Ten kosmetyk towarzyszył mi przez cały ten rok.



Ulubiony zapach

W tym roku bardzo polubiłam się z zapachami, które oferuje marka Jil Sander. I nie mam na myśli jedynie tych, które sama posiadam, lecz nawet sprawdzając ich ofertę zapachową w sklepie, odnajduje wiele nut, które mi odpowiadają. Biorąc pod uwagę, że utrzymują się one długo, a ich jakość przy rozsądnej cenie jest bardzo dobra, warto jest zwrócić na nie uwagę. Latem towarzyszyła mi wersja Sun Shake (rodzaj dwufazowych perfum, opisywany >>TUTAJ<<). Na Święta otrzymałam od męża standardowy rodzaj Sun – zapach intensywny i wieczorowy, którego już kiedyś używałam i niezmiernie się z niego cieszę.


Ulubiona potrawa/ulubiony napój

Być może zabrzmię nieskromnie, ale ten rok minął mi pod znakiem drożdżowych wypieków. Jeśli miałabym przypomnieć sobie smaki, które mi towarzyszyły, to z pewnością pierwszych kilka miejsc zajęłyby moje własne wypieki, w tym w dużej mierze rogale, bułki – ogólnie ujmując pieczywo, które przygotowywałam w sporych ilościach raz na tydzień lub dwa. Nie mogę również pominąć smaku włoskich lodów, które były najlepszymi lodami, jakie kiedykolwiek jadłam i z powodzeniem mogłabym teraz pojechać do Włoch na kilka dni jedynie w celu kosztowania kolejnych smaków. Ulubionym napojem niezmiennie pozostaje kawa.


Zakup roku

Będąc już w temacie wypieków, nie sposób nie wspomnieć o robocie kuchennych, który tak bardzo ułatwił mi kuchenną pracę. Nie oddałabym go za nic w świecie i nie wyobrażam sobie, że miałoby go nagle zabraknąć. Przez cały rok był używany minimum raz w tygodniu, a to świadczy tylko o jego przydatności.


Ulubiona aplikacja

Nie jestem osobą, która siedzi w temacie aplikacji i ma na telefonie milion skrótów, z których każdy służy do innego „ułatwienia” życia. Konto na Instagramie mam już kilka lat, ale w tym roku poważniej podeszłam do jego prowadzenia i zaczęłam systematyczniej dodawać tam zdjęcia. Zdecydowałam się również na założenie drugiego konta, gdzie znajdziecie fotografie mojego autorstwa. Link do obu kont poniżej:



Wydarzenie roku

Odpowiedź nie mogła brzmieć inaczej! Oczywiście ślub! Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, by miało przebić tak wyjątkowe wydarzenie w moim życiu, jakim było zawarcie związku małżeńskiego z człowiekiem, którego kocham nad życie. Przyznam się Wam, że przez całe życie nienawidziłam ślubów, a ich otoczka wydawała mi się okropnie tandetna. Moje nastawienie zmieniło się jednak diametralnie wraz z naszym ślubem i teraz uwielbiam tego typu wydarzenia i opowieści na ten temat.



Uzależnienie roku

W drugiej połowie roku totalnie uzależniłam się od puzzli. Zakupiłam kilka opakowań puzzli z liczbą 1500 elementów, które przedstawiały piękne krajobrazy i nie mogłam się od nich oderwać. Wieczory spędzałam właśnie na tego rodzaju rozrywce, która miała dodatkowy walor: można było ją praktykować, wykonując jednocześnie inne czynności, np. oglądając film czy serial.



Mój pierwszy raz

Szukając w pamięci, czegoś co udało mi się zrobić pierwszy raz w życiu, od razu na myśl przychodzi mi wyjazd pod namiot. Latem właśnie w taki sposób spędziliśmy jeden z wyjazdów i naprawdę mi się podobało. Nie wiem, czy będzie to mój ulubiony sposób podróżowania, ale rokuje bardzo dobrze i z chęcią powtórzę to w przyszłym roku.


A jak prezentują się Wasi ulubieńcy? Pamiętacie posty, w których pisałam o moich ulubieńcach?

środa, 27 grudnia 2017

4 lata za nami! / Blogowe podsumowanie 2017

27 grudnia 2013 – to właśnie wtedy zdecydowałam się zamieścić pierwszy wpis na tym blogu i choć później nie udostępniałam przez dłuższy czas żadnych treści, to ta data funkcjonuje jako rocznica jego powstania. W tym roku mijają cztery lata, odkąd przeczytać mogliście relację z Mediolanu, która stała się moimi pierwszymi słowami w Waszym kierunku. Ileż w niej niedociągnięć, paskudnych zdjęć i w zasadzie powinnam nazwać go poradnikiem: „Jak nie pisać relacji z podróży w internecie”, ale od niego właśnie się zaczęło. Czasem lubię powracać do tych pierwszych, mało udanych postów, bo ukazują one pewien progres, który nastąpił w moim życiu. Jakby nie patrzeć, czas mojego blogowania ściśle wiąże się z okresem mojego życia, w którym najbardziej się zmieniłam, wydoroślałam, wyrobiłam sobie zdanie w wielu kwestiach. Również dzięki tej stronie przestałam bać się wyrażać negatywne opinie czy moje kontrowersyjne dla niektórych poglądy. Cieszę się zatem, że mogę napisać kolejny urodzinowy post i sama sobie życzyłabym, by było ich jeszcze wiele!

Podsumujmy zatem rok 2017 na blogu!



Rok 2017 wprowadził na blogu pewne zmiany. Głównie dotyczyły one systematyczności zamieszczania wpisów. Od połowy roku (a konkretniej mówiąc od lipca) posty zaczęły się pojawiać w trzy dni w tygodniu: wtorek, czwartek i sobotę. Przy takim założeniu każdego miesiąca udostępniałam zatem 13 wpisów. Wcześniej ta liczba wynosiła 15 -16 postów w miesiącu, lecz o wiele bardziej odczuwałam wtedy brak wolnego czasu. W kwietniu – w czasie mojego ślubu – dwa posty zupełnie wypadły z kolejki. W grudniu pokusiłam się jednak o 24 codzienne wpisy w ramach Blogmasu. Łącznie daje nam to zatem okrągłą liczbę 180 postów w ciągu roku. Czy jesteście pewni, że widzieliście wszystkie? ;)

W tym roku blog przekroczył dwukrotnie magiczne sumy wyświetleń: 200, a następnie 250 tys. ogólnych wyświetleń. W marcu liczba postów na stronie przekroczyła 500, a w październiku 600! Przez ten czas trzy razy udało mi się zabrać za aktualizację menu, a kolejna byłaby już mile widziana, lecz zrobię to dopiero w Nowym Roku.

Wśród wpisów wyróżnić można dotychczas pojawiające się serie, które są Wam z pewnością znane. Tegorocznymi nowościami są serie tj: Z pamiętnika, gdzie przedstawiam Wam historię z mojego życia – taka blogowa wersja popularnych ostatnio storytime, Z archiwum – posty, w których możecie zajrzeć do archiwalnych, nigdzie niepublikowanych wcześniej zdjęć. Opisywałam Wam również postępy w projekcie, który zakładał obejrzenie 100 filmów w rok, a także nasze ślubne przygotowania. Nie tylko na potrzeby bloga, ale przede wszystkim dla samej siebie rozpoczęłam tworzenie kwartalnych planów pielęgnacyjnych, gdzie podpatrzeć możecie, jakich kosmetyków aktualnie używam. Od czasu do czasu mieliście także wgląd do moich przesyłek. Udostępniłam również 6 wpisów podsumowujących. Ostatecznie zakończyłam tworzenie serii Kupione-zapomniane. Pojawiły się dwa konkursy, z czego jeden niestety nie został rozwiązany z powodu zbyt małego zainteresowania.

W roku 2017 pojawiło się 66 nowych obserwatorów, a moje konto Google+ zainteresowało kolejnych 51 osób. Liczby to jednak nic! Najważniejsze jest dla mnie to, że  jesteście! Chciałabym podziękować wszystkim „starym” i nowym czytelnikom, tym, którzy systematycznie i od czasu do czasu komentują posty, osobom, które zaglądają na moje instagramowe konto. Wasza obecność jest dla mnie najlepszym kopniakiem do działania i motywatorem! Ślę duże serducho w Waszym kierunku ♥


A teraz chciałabym zaprosić Was do przeglądu najlepszych postów w tym roku.

Jak co roku poniżej znajdziecie po dwa najlepsze wpisy z każdego miesiąca. Pierwszy z nich to post o największej liczbie wyświetleń, drugi – najchętniej komentowany. Jeśli macie ochotę powrócić do tych wpisów, wystarczy, że klikniecie w nazwę.

STYCZEŃ















LUTY
























MARZEC



















KWIECIEŃ




























MAJ














CZERWIEC
















LIPIEC
























SIERPIEŃ




























WRZESIEŃ




















PAŹDZIERNIK














LISTOPAD
















GRUDZIEŃ 

Blogmas #13: pogadanka ze śniegiem i choinką w tle | Coś pysznego: Ślimaki z makiem


















Czy któryś z tych postów zapadł Wam szczególnie w pamięci? 

niedziela, 24 grudnia 2017

Blogmas #24 - Święta!

No i w końcu odliczanie możemy uznać za zakończone! To już dziś Wigilia! I mimo że pod choinką czeka góra prezentów, nie zapominajmy, co tego dnia jest na prawdę ważne.

Życzę Wam z całego serca, byście te Święta spędzili w rodzinnym gronie, by przez te kilka dni nie zabrakło Wam niczego do perfekcji.

By świąteczne potrawy smakowały jak nigdy wcześniej, w powietrzu unosiła się wyjątkowa atmosfera, a każda chwila tych Świąt była godna zapamiętania.


Wesołych Świąt!

























Korzystając z okazji, chciałabym podziękować wszystkim tym, którzy byli ze mną przez cały grudzień i śledzili posty z mojego osobistego Blogmasu. Chętnie przeczytam Wasze opinie na temat całego tego przedsięwzięcia. Dla mnie była to dość czasochłonna akcja, ale wyniosłam z niej również jakąś naukę. Przekonałam się nieco bardziej do zamieszczania bardziej luźnych, prywatnych wpisów – Co myślicie o tym, by pojawiały się takie częściej?

W czasie Świąt nie zamierzam publikować postów, bo jak wiecie goszczę u siebie moją rodzinę. Zapraszam jednak na kolejny wpis już 27. grudnia, a będzie on szalenie wyjątkowy :)

sobota, 23 grudnia 2017

Blogmas #23 - Coś pysznego - Jabłkowe ciasto z przepiśnika babci

Święta już tuż za rogiem, a ja w ramach przedostatniego wpisu chciałabym podzielić się z Wami przepisem na przepyszne ciasto. Pochodzi on z przepiśnika mojej babci i należy do jednego z bardziej lubianych przeze mnie ciast z jabłkami. Jest to smak takiego typowego, domowego placka z mojego dzieciństwa i nie mogłam sobie odmówić jego przyrządzenia na tegoroczne Święta. Przepis jest szybki i prosty, więc jeśli ktoś chce jeszcze upiec jakieś świąteczne ciasto, to polecam te!

Ciasto z jabłkami


Składniki:
4 – 5 jabłek
4 jajka
1 szklanka cukru
1 szklanka oleju
2 szklanki mąki
1 torebka cukru waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
opcjonalnie cynamon
cukier puder do posypania


Wykonanie:

Obrać jabłka, wydrążyć gniazda nasienne. Pokroić je na cienkie plastry (16-stki).
Oprószyć jabłka cynamonem (można pominąć ten krok, jeśli ktoś nie przepada za cynamonem) i odstawić.
W dużej misce ubić jajka. Stopniowo dodawać cukier, cukier waniliowy i olej.
Dodać przesianą z proszkiem do pieczenia mąkę.
Mieszać do połączenia składników.


Dodać jabłka do masy i delikatnie wymieszać łyżką.
Ciasto przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy i piec przez 40 – 50 minut w temperaturze 180 stopni (Jeśli dodasz 5 jabłek, musisz liczyć się z wydłużeniem czasu pieczenia – min. 50 minut. Najbezpieczniej jest sprawdzić ciasto przy pomocy patyczka).
Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.
























Przepysznych Świąt!:)

piątek, 22 grudnia 2017

Blogmas #22 - Perfekcyjny kącik nieperfekcyjnej Pani Domu - Kilka trików przydatnych w czasie Świąt i nie tylko.

Wasze przygotowania świąteczne z pewnością zostały już rozpoczęte. U mnie ten tydzień rozpoczął się od świątecznego sprzątania, a kończy się naturalnie pichceniem samych pyszności. Ciasta w piekarniku, lodówka pełna i jak z tym wszystkim dać sobie radę? Jeśli tak jak ja jesteś gospodynią tegorocznych Świąt, być może pomocnym będzie Ci mój post, który stworzyłam w zeszłym roku (LINK) pod idealnie pasującym tytułem Jak nie zwariować w Święta. Dzisiejszy wpis będzie niejako dopełnieniem, kolejną częścią tamtych porad, a dotyczyć będzie podstawowych trików kuchennych, które używam w kuchni nie tylko w czasie świątecznym.

Patent na dużą ilość chleba

W czasie Świąt naturalnie wszystkie sklepy są pozamykane i Szwajcaria nie jest tutaj wyjątkiem. Zazwyczaj zaopatrujemy się w tym czasie w duże ilości chleba, jednak chcemy by był on przez cały ten czas świeży. Ja zawsze zamrażam chleb i wyciągam go odpowiednio wcześniej. Po rozmrożeniu będzie on równie świeży, a jeśli będziemy go mrozić w ręczniku papierowym nie straci swojej chrupkości.

Szybkie odświeżenie pieczywa

Jeśli z kolei bułki czy chlebek nie są już tak bardzo świeże, możemy włożyć je na chwilę do rozgrzanego piekarnika. Po wyciągnięciu będą cieplutkie, świeże i pyszne. Idealne na śniadanie.
























Gotowanie makaronu

Ugotowanie makaronu zazwyczaj nie stanowi dla nikogo trudności, lecz niektóre makarony mają tendencję do sklejania się. By tego uniknąć, dodaję zawsze odrobinę oleju do gotującej się wody.

Pomocna drewniana łyżka

W czasie Świąt wszystkie palniki są rozpalone do czerwoności, a niejednej rodzinie przydałaby się druga kuchenka. Zazwyczaj wykonujemy także sporo zadań w jednym czasie, dlatego najlepiej byłoby nie przykładać tak bacznej uwagi do gotujących się w garnkach potraw. Zresztą jak wiadomo nie od dziś, jeśli kontrolujemy garnek, to nic złego się z nim nie stanie, a wystarczy, że spuścimy z niego wzrok i zawartość kipi! By zabezpieczyć się przed taką sytuacją, wystarczy położyć na brzegach garnka drewnianą łyżkę. Da nam ona trochę czasu na opanowanie sytuacji, nie wyrządzając większych szkód.
























Jajka

Święta to okres, w którym jajka schodzą na potęgę! Sama zaopatrzyłam się w cztery tuziny, a w głowie mam ciągle myśl, czy czasem ich nie za mało. Najgorsza sytuacja, która może nas spotkać w trakcie świątecznych wypieków, to trafienie na nieświeże jajko. Cała nasza praca na marne i musimy rozpoczynać od początku. Dlatego warto jest skontrolować jajko przed jego użyciem. Jednym ze sposobów jest potrząśniecie nim – jeśli słyszymy odgłos i czujemy przemieszczanie się żółtka w środku, jajko nadaje się do wyrzucenia. Drugi sposób to zanurzenie jajek w wodzie. Gdy któreś z nich unosi się na wodzie, oznacza to, że nie jest świeże.


Nitka w cieście?

Jeśli przygotowujesz ciasto i zamieszasz przepołowić biszkopt na pół w celu np. przełożenia go kremem, bądź masą przyda Ci się nitka. Spytasz po co? Ułatwi ona proste przecięcie biszkoptu. Biszkopt należy delikatnie naciąć dookoła nożem, następnie w powstałe nacięcie (od strony najbardziej od nas oddalonej) włożyć nitkę w ten sposób, by powstała pętla i delikatnie pociągnąć. Biszkopt będzie idealnie równy.

Lodówka na balkonie

A na koniec najbardziej powszechna metoda przechowywania potraw w okresie zimowym, z której ja zamierzam w tym roku korzystać, tak długo jak tylko się da. Jeśli tylko pogoda na zewnątrz zbliża się do 0 stopni wyrzucam większe potrawy: sałatki, bigosy, ciasta na balkon. Przyda mi się to zwłaszcza teraz, gdy na Świętach przy stole pojawi się 5 osób, a nie jak do tej pory dwie.

A jakie są Wasze kuchenne triki?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...