wtorek, 8 maja 2018

Projekt Denko - kwiecień 2018: Złuszczająca maska i peeling, który skończył jako żel pod prysznic.

Rozpoczęcie nowego miesiąca zawsze wiąże się u mnie z zaglądnięciem do torby ze zużytymi kosmetykami. Już pod koniec kwietnia zauważyłam, że ciężko jest mi dorzucać do niej kolejne opakowania i wydaje się być ona wypełniona po brzegi. Z premedytacją nie zaglądałam jednak do niej, co robię zazwyczaj z ciekawości w trakcie miesiąca. Chciałabym wykonać mały eksperyment i sprawdzić na sobie, czy świadomość posiadania „wystarczającej” liczby zużytych kosmetyków wpłynie w jakiś sposób na moje opróżnianie kolejnych butelek i tubek. Wynik pokazał mi jednak, że najwidoczniej należę do tych osób, które zużywają spore ilości produktów. Nawet pomimo naszego wyjazdu wynik kwietniowych zużyć ocenić mogę na bardzo dobry.

Zapraszam Was zatem na przegląd moich kwietniowych zużyć kosmetycznych!


Legenda:
Kolor zielony – Kupię ponownie!
Kolor pomarańczowy – Zastanowię się nad kupnem / Kupię w innej wersji zapachowej
Kolor czerwony – Zdecydowanie nie kupię!

1) Kremowy żel pod prysznic Tesori d'Oriente China Orchid

Kilka włoskich kosmetyków pojawiło się w naszym domu po powrocie z wyprawy do tego kraju. Dzięki nim mogłam wyrobić sobie opinie na ich temat. Być może za bardzo uogólnię, lecz w moim odczuciu włoskie kosmetyki są bardzo niewydajne. Ostatni z produktów, który został mi do przetestowania, również nie odbiegał od tej normy. Marka Tesori d'Oriente była mi wcześniej znana pod kątem zapachów perfum i dezodorantów. Pierwszy raz sięgnęłam po żel pod prysznic i nawet się nie spostrzegłam, gdy butelka okazała się być pusta. Jeśli chodzi o jego zapach to był on bardzo specyficzny i intensywny, nazwałabym go nawet orientalnym. Mnie już po kilku użyciach zmęczył, a dodając do tego słabą wydajność i wątpliwą przyjemność używania, nie będę go nawet szukać w sklepach.

Nie zawiera parabenów, silikonów, olejów mineralnych i barwników.





2) Żel pod prysznic Nivea Waterlily & Oil

Od dawna nie sięgałam po żele pod prysznic z Nivea, które kiedyś bardzo lubiłam. Widząc kończące się pustki w mojej szafce i promocje na nowe zapachy, skusiłam się na ciekawie wyglądające wnętrze aromatu lilli wodnej. Zapach faktycznie był bardzo przyjemny i kwiatowy. Wydajność ocenić można na mocną czwórkę, a samo działanie kosmetyku uważam za zadowalające. Żel ten świetnie się pienił i przypomniał mi za co lubiłam ich produkty. Cieszę się, że przypomniałam sobie chwile w towarzystwie marki Nivea i z chęcią będę częściej powracać do ich produktów.

3) Peeling do ciała Terra Naturi Orange & Minze

Jest to pierwszy produkt tej marki, po który sięgnęłam i niestety poczułam się rozczarowana. Można naturalnie zachwalać pochodzenie poszczególnych składników, jego naturalność, czy fakt, że jest to kosmetyk wegański, ale co jeśli nie działa on w najmniejszym stopniu? Ten peeling nie robił na ciele absolutnie nic. Drobinki peelingujące były tak mikroskopijne, że nie było ich w ogóle czuć. Podczas jego używania czułam się, jak gdybym nacierała ciało kremem, który tworzy jakiś ochronny pancerz na mojej skórze. W czasie brania prysznicu ciało było miękkie, ale był to efekt chwilowy i nie miał nic wspólnego z usunięciem martwego naskórka. Tuż po wyjściu z wody ciało powracało do wcześniejszego stanu. Zapach w zależności od mojego nastroju był drażniący lub do zniesienia. Niestety kosmetyk absolutnie nie spełnił moich oczekiwań. W końcu zaczęłam używać go jako żel pod prysznic i w taki sposób skończył swój żywot.

Produkt wegański, nie zawiera silikonów, olejów mineralnych.





4) Szampon do wrażliwej skóry głowy Guhl Sensitiv

Jak już kiedyś wspominałam, od jakiegoś czasu zaopatruję się w różne wersje szamponów Guhl, by wyrobić sobie zdanie na ich temat i móc opisać Wam tę markę. Jestem już prawie bliska wyciągnięcia wniosków, a tymczasem końca sięgnął szampon przeznaczony do wrażliwej skóry głowy. Absolutnie szczerze mogę powiedzieć, że spośród wszystkich rodzajów, jakie używałam, ten sprawdził się u mnie najlepiej. Kosmetyk był delikatny, a jednocześnie doskonale oczyszczał skórę głowy. Nie powodował żadnych podrażnień ani łupieżu. Podczas całego okresu jego używania skóra była wyciszona, uspokojona. Na tym działaniu jednak się nie skończyło, gdyż włosy wyglądały równie dobrze. Były błyszczące i zdrowe aż po same końce. Zapach produktu był dość neutralny, a wydajność – dobra, biorąc pod uwagę moje częste sięganie po niego. Z całą pewnością powróci on jeszcze w moje ręce.

5) Ampułka do włosów Pantene Pro-V

Z tym produktem Pantene Pro-V znam się bardzo dobrze. Od czasu do czasu zaopatruję się w kilka tych 1-minutowych ampułek, które działają na moich włosach prawdziwe cuda. Najczęściej jedna taka tubka starcza mi na dwa użycia i tak było również tym razem. Kremowa konsystencja z łatwością rozprowadzała się po włosach. Po spłukaniu czuć było, że włosy są wygładzone, miękkie w dotyku i dobrze odżywione. W dodatku pozostał na nich piękny zapach. Polecam spróbować.



6) Koncentrat do twarzy Yves Rocher Sensitive Végétal

Nie ukrywam, że miałam co do tego produktu duże oczekiwania. Z ogromnym smutkiem muszę przyznać, że jest to kosmetyk, po którym nie widziałam najmniejszych efektów. Zacznijmy jednak od samego opakowania, w którym znajduje się 40 ml ultranawilżającego i delikatnego koncentratu z serii Sensitive Végétal. Zaletą opakowania jest sposób wydobywania kosmetyku. Jest to buteleczka z nietradycyjną pompką. W środku znajduje się bowiem coś na kształt folii, która zmniejsza się w miarę zużywania produktu. Taki system pozwala z łatwością wydobyć produkt, nawet gdy jest go niewiele. Producent zaleca nakładać koncentrat na twarz rano i wieczorem, co czyniłam na początku jego używania. Niestety po użyciu ponad połowy butelki nie zauważałam najmniejszych efektów jego używania. Nie działo się absolutnie nic. Nie czułam ani obiecanej bomby nawilżenia, ani nie widziałam uspokojenia skóry. Skończyłam go używać, jednak nie widzę sensu w kupieniu go drugi raz.

Produkt nie zawiera alkoholu, barwników, olejów mineralnych, parabenów i perfum.

7) Maska oczyszczająca Daytox Clay Mask

Swego czasu dostałam kilka miniaturek produktów Daytox i dość ociągałam się z ich wypróbowaniem. W końcu na pierwszy ogień ruszyła maska oczyszczająca i już po jednym nałożeniu wiedziałam, że się polubimy. Miniatura zawiera jedynie 20 ml, które jednak starczyły mi na kilkukrotne jej użycie. Jednakże nie zawsze nakładałam ją na całą twarz, a głównie na strefę T. Przy mojej tłustej i trądzikowej cerze ta maska sprawdziła się obłędnie. Miała ona dość charakterystyczny, lecz niedrażniący zapach. Konsystencja przypominała nieco glinkową, lecz o wiele łatwiej dawało się ją nałożyć ma twarz, a następnie zmyć. Po około 10 minutach maska zaczynała wysychać, a następnie należało zmyć ją wodą. Efekt był bardzo zadowalający: twarz była widocznie oczyszczona i wręcz skrzypiała z czystości. Przy takim gruntownym działaniu nie zauważyłam jednak wysuszania skóry, a wręcz przeciwnie była ona miękka i miła w dotyku. Stosując systematycznie maseczkę spostrzegłam również rzadsze występowanie niedoskonałości na skórze. Cieszę się, że mam jeszcze jedną tubkę z tym produktem.




8) Chusteczki do demakijażu Rituals

Chusteczki do demakijażu pojawiają się u mnie okazyjnie. Zazwyczaj ma to związek z jakimś wyjazdem i tak było również tym razem. Na podróż do Polski zabrałam opakowanie nasączonych chusteczek od Rituals. Dały one radę usunąć pierwsze warstwy makijażu i byłam w stanie odświeżyć nimi twarz. Nie wysuszały i miały ładny, kwiatowy zapach. Nie wywołały żadnych podrażnień oczu. Naturalnie nie uważam by była to alternatywa dla tradycyjnego demakijażu, jaki stosuję, lecz na wyjazdy nadają się bardzo dobrze.

9) Złuszczająca maska do stóp L'biotica

Ten produkt pewnie większości z Was się doskonale znany. Jeśli nie używałyście go osobiście, to z pewnością widziałyście go wielokrotnie. Od dawna chciałam przetestować tę złuszczającą maskę do stóp w formie skarpetek i w końcu nadarzyła się taka okazja. W opakowaniu znajdują się dwie skarpetki nasączone substancją, które powinno pozostawić się na oczyszczonych stopach przez 60 do 90 minut. Ja trzymałam je przez nieco ponad godzinę. Na złuszczanie naskórka czekałam 7 równych dni. Ku mojemu zdziwieniu skóra nie schodziła mi najbardziej z pięt, jak się spodziewałam, a ze środkowej i bocznej części stóp. Dla tych z Was, które zastanawiają się kiedy najlepiej wykonać taki zabieg, mogę powiedzieć, że lepiej nie pokazywać stóp w trakcie ich złuszczania, gdyż widok nie należy do miłych. Skóra na stopach złuszczała się przez kolejny tydzień i nastąpił efekt końcowy. Wiem, że wiele osób osiąga po tych skarpetkach zniewalający efekt i skórę miękką niczym pupa niemowlaka. Jak było u mnie? Stopy po prostu wróciły do stanu sprzed założenia skarpetek. Być może jest to najlepszy stan skóry, jaki jestem w stanie uzyskać? Myślałam, że rezultat będzie lepszy, z drugiej strony widziałam działanie tego produktu, więc nie mogę też wypowiedzieć się o nim negatywnie. Nie wykluczam, że powrócę jeszcze do tej maski, być może gdy moje stopy będą w strasznej kondycji.


































10) Perfumy Grace

Ostatnio dobrze idzie mi zużywanie perfum, które mi się nie podobają ;) Wykorzystuję je po prostu jako odświeżacze powietrza. Tym samym kolejny flakon uległ wykończeniu. Otrzymałam je kiedyś, lecz zdecydowanie nie był to mój zapach. Były zbyt duszące i intensywne jak na mój gust. Na koniec ich żywota zepsuła się w nich zakrętka i część psikająca.



































11) Maszynki jednorazowe Gillette Simply Venus

Udało mi się zużyć również opakowanie maszynek jednorazowych od Gillette, marki, która moim zdaniem jest najlepsza jeśli chodzi o produkty do depilacji. Opakowanie zawierało cztery niebieskie maszynki z podwójnym ostrzem. Były lekkie, miały fajnie wyprofilowaną rączkę, która dobrze trzymała się w dłoni. Nie powodowały one nadmiernych zacięć czy podrażnień. Często po nie sięgam.


12) Płatki kosmetyczne Elkos

W jednym z wpisów na temat mojej pielęgnacji wspominałam Wam, że zaczęłam rzadziej sięgać po płatki kosmetyczne, czego efekt widoczny jest właśnie w Projektach Denko. Od dłuższego już czasu nie pojawiło się żadne opakowanie płatków. Obecnie używam ich głównie do demakijażu oczu. Pozostałe produkty stosuję bezpośrednio na twarz, co jest dla mnie o wiele praktyczniejsze i mam wrażenie, lepiej działa na moją cerę. Te płatki same w sobie są świetne. Nie rozwarstwiają się, nie gubią włosków i są miękkie.

13) Woda micelarna Bourjois Paris

Mój ulubiony produkt do demakijażu, którego przedstawiać już nie trzeba.



14) Emulsja do higieny intymnej AA Intymna Sensitive

Emulsje AA to produkty, których używam na okrągło do utrzymania higieny miejsc intymnych. Praktycznie nie pojawiają się u mnie żadne inne kosmetyki w tej kategorii, a nawet jeśli już się zdarzy, to zazwyczaj są one porównywane z nimi. Wersja Sensitive jest moją ulubioną.

15) Plastry oczyszczające na nos Dermo pHarma+

Nie pierwszy raz używałam również plastrów oczyszczających na nos tej marki. Bardzo lubię ich działanie i przy odpowiednim przygotowaniu twarzy do takiego zabiegu są one w stanie usunąć znaczna część wągrów z okolicy nosa. Chętnie powracam do nich, gdy tylko mam szansę ich zakupu w Polsce.

16) Pasta do zębów Elmex




































17-18) Suplementy diety: Calcium, Fit for work (kompleksowy zestaw witaminy B)



Próbki:

-> Perfumy Dior Home – ładne perfumy o męskim zapachu.

-> Krem Nivea Care – bardzo poprawny krem, który daje odpowiednią dawkę nawilżenia i pachnie jak typowy, pamiętany z dzieciństwa krem Nivea. Jego próbki zazwyczaj towarzyszą mi w trakcie wyjazdów.

-> Lactacyd Sensitive – To drugi rodzaj tego produktu w formie próbki, który zużyłam ostatnio. Produkt poprawny, lecz niezachwycający.


































-> Zestaw John Frieda Luxurious Volume – Zestaw ten zawierał szampon, odżywkę i produkt do nadania objętości włosom. Najlepiej sprawdził się u mnie szampon, po którym moje włosy były maksymalnie miękkie i przyjemne w dotyku. Efekt mnie oczarował. Z odżywką miałam już nieco gorszy kontakt: włosy stały się po niej nieco tępe w dotyku. Najgorzej sprawdził się ostatni krok tego zestawu, który nie dość że nie spowodował objętości, to jeszcze pozostawił na włosach osad niczym suchy szampon.



































Jestem zadowolona z moich kwietniowych zużyć. Zawsze gdy podczas miesiąca wypada nam dłuższy wyjazd, moja torba świeci pustkami, a tym razem wynik był całkiem udany. Zużycia tych kosmetyków nie spowodowały jednak nadmiernej zmiany w mojej pielęgnacji. W większości przypadków zostały one wymienione na kolejne opakowanie tego samego kosmetyku. Kwietniowe Denko zaliczyć mogę do najtańszego w tym roku. Łączna kwota zużytych kosmetyków nie przekracza 250 zł.


Co sądzicie o moich zużyciach? Czy znacie te produkty?

28 komentarzy:

  1. Bardzo lubię żele z nivea, mój ulubiony zapach to hawai :)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetna sprawa :) zawsze z chęcią czytam o nowościach kosmetycznych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe denko, u mnie właśnie wjechało zaległe denko

    OdpowiedzUsuń
  4. Duże denko, a mimo to niczego z niego osobiście nie znam, jedynie z widzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. wieki już nie miałam wody micelarnej Bourjois!

    OdpowiedzUsuń
  6. mialam krem od Yves Rocher wlasnie tej linii i to byla masakra, obecnie koncze tonik/plyn micelarny i nie jest zly, aczkolwiek marka mnie zrazila do swoich produktow. Co najgorsze kupilam ten krem pod wplywem Polskich Youtuberek i teraz widze jak sa obiektywne hihihi ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ta seria mnie nie przekonuje, choc sama marke lubie.

      Usuń
  7. spore denko. Ani jednego produktu nigdy nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam jedynie skarpetki złuszczające i były całkiem ok ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ogromne denko! Ostatnio zastanawiałam się nad kupieniem emulsji od AA, bo zazwyczaj sięgam po Lactacyd :) Ale skoro są tak dobre, to kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sporo tych nowości ☺️niektóre znam.Nie testuję czesto szamponów do włosów bo skóra od razu robi się podrażniona.Chyba sama przetestuję ten szampon👉 Guhl😊

    OdpowiedzUsuń
  11. Tesori d'Oriente pięknie pachną, przeważnie, bo ta róża rzeczywiście nie :P ale faktycznie, włoskie komstyki są kompletnie niewydajne. Ciekawa jestem tych szamponów Guhl Sensitiv.

    Fajne denko! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dużo tego bardzo fajne produkty

    OdpowiedzUsuń
  13. Od Tesori d'Oriente uwielbiam perfumy <3 Szczególnie zapach Fiore del Dragone ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie sprawdza się szampon i odżywka Pantene Pro-V. Ale jakoś nigdy nie wpadłam na to żeby kupić też ampułkę. Po Twojej rekomendacji chyba przyjrzę się im bliżej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wlasnie szampony niekoniecznie, ale wszelkie maski, odzywki itp. bardzo dobrze :)

      Usuń
  15. Ostatnio właśnie spróbowałam skarpetek złuszczających, z tym, że ja wytrzymałam niecałe pół godziny. Myślałam, że nic nie będzie działać ale jak już się zaczęło... potwierdzam, lepiej chodzić w skarpetach;) W każdym razie u mnie się sprawdziły i to kapitalnie!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Z chęcią wypróbowalabym tych ampułek do włosów, bo teraz mszczą się za te wszystkie lata eksperymentowania na nich :P hehe

    OdpowiedzUsuń
  17. Tą maske do stóp już dawno chce kupić ale nie wiem czy warto:)


    buziaki:*
    WWW.KARYN.PL

    OdpowiedzUsuń
  18. Hmmm jak mi jakiś żel, odżywka, szampon nie pasuje to wykańczam do mycia wanny albo prania swetrów w tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiego wykonczenia jeszcze nie probowalam. Oryginalny pomysl ;)

      Usuń
  19. Troszkę tych produktów się nazbierało :)

    OdpowiedzUsuń
  20. świetna notka, uwielbiam denka, bo można przeczytać szczere opinie o produktach. Koniecznie muszę wypróbować ten żel z Nivea, bo mnie zaciekawił :)

    ZAPRASZAM NA MÓJ BLOG TINYPURPOSE OFFICIAL / klik /
    Mój instagram ♡ /klik/
    email - tinypurpose@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. ciągle widzę te maski do stóp i chyba w końcu kupię sobie ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...