piątek, 4 marca 2016

BlogTrip #7 - Walencja cz.II

W poprzednim poście mogliście przeczytać część mojej relacji z Walencji - miejsca, w którym absolutnie się zatraciłam. Z powodu dużej ilości materiału zdecydowałam się podzielić ten wpis na dwie części, dlatego dziś nadszedł czas na kontynuację. Jeśli ktoś z Was nie widział jeszcze części pierwszej, znajdzie ją >>TUTAJ<<.

-> Właśnie wyszliśmy z La Lonja de la Seda i skierowaliśmy się w prawo, by przejechać ciągiem wąziutkich uliczek. W sumie jechaliśmy nimi trochę na oślep, lecz wyjechaliśmy w odpowiednim miejscu – Plaza de la Reina.
























-> Stamtąd już na wyciągniecie ręki mieliśmy główną katedrę Walencji. W tym miejscu po raz pierwszy doświadczyliśmy grupek turystów. 


























Ogrom katedry robi wrażenie. Poniżej możecie zobaczyć jej makietę.
























-> Okrążając katedrę, dotarliśmy do Placa de l'Almoina, skąd roztaczał się widok na ciekawe budowle, m.in. kościół Cabildo de Valencia.

























-> Kolejnym obiektem była bazylika Real Basilica De Nuestra Senora De Los Desamparados wraz z uroczym „mostkiem”, unoszącym się nad naszymi głowami.


























-> Bezapelacyjnie jednym z piękniejszych miejsc, w jakich byłam i skąd roztacza się cudny widok na okoliczne zabytki jest plac – Placa de la Verge.


























Na placu znajduje się również chętnie fotografowana fontanna.


























Ta okolica jest naprawdę piękna. My jednak po przebyciu wielu kilometrów i przeżyciu dużej dawki wrażeń, nieco zgłodnieliśmy. Nasze myśli kręciły się głównie wokół znalezienia miejsca, w którym moglibyśmy zjeść obiad. 

-> Niewiele myśląc, weszliśmy do pierwszego z brzegu lokalu, w którym sprzedawano paellę. Był to Aromas del Espresso. Zamówiliśmy tam tapa alitas (skrzydełka na przekąskę) w cenie 3.50 oraz dwie paelle olla (wersja z mięsem z kurczaka) w cenie 8.10 za jedną. Jedzenie było bardzo dobre, podane na patelni, na której było przygotowywane, a sama porcja jak dla mnie sporej wielkości.
























Z pełnymi brzuchami opuściliśmy lokal i ruszyliśmy w dalszą drogę.


-> Skręcając w ulicę Carrer de Navellos, zatrzymaliśmy się na krótką chwilę na Placa de Sant Llorenc.



Hiszpania musi przepadać za słodkościami, bo nie pierwszy raz natrafiliśmy na sklep ze słodyczami, w którym wszystko jest tak pięknie i smakowicie poukładane.



-> Przy łączeniu głównych dróg Carrer de la Blanqueria i Carrer del Comte de Trenor stoją Torres de Serranos – dwie wieże, które stanowią pozostałość starego muru obronnego miasta.


Godziny otwarcia: pon – sob: 9.30 – 19.00, nd: 9.30 – 15.00
Wstęp: dorośli – 2 euro, dzieci, młodzież, studenci – 1 euro
























Wchodząc do środka, już na wstępie spotyka się sporą ilość schodów. A to jeszcze nie koniec! Do wież nie prowadzi żadna inna droga, nie jest tam dostępna winda.


Sama budowla jest niezwykle ciekawa. Posiada piękne sklepienia i ozdobiona jest wspaniale prezentującymi się rzeźbami.




 Kilka zdjęć z wnętrza






Wieża jest świetnym punktem widokowym na walenckie ulice. Dla mnie ten widok był jednym ze szczęśliwszych momentów podróży.








  Widok na Pont dels Serrans

























Wieżę wieńczy flaga.
























-> Kolejnym miejscem naszej podróży były siostrzane wieże Torres de Quart. Obejrzeliśmy je jednak tylko z zewnątrz.




Z tego miejsca zaczęliśmy już przemieszczać się w dół – w kierunku portu. W drodze do ostatniego celu naszej wycieczki trafiliśmy na kilka ciekawych miejsc. Jednym z nich był park z miejską biblioteką.
























Majestatyczny budynek dworca.
























Arena byków – Plaza de Toros de Valencia



Tuż przy arenie (zamiast skręcić w Carrer de Russafa) wjechaliśmy na Carrer de Colon. Przez chwilę mieliśmy problem w odnalezieniu odpowiedniej drogi. Gdy znaleźliśmy się w miejscu, które wydało nam się znajome (byliśmy już tam rano), stwierdziliśmy, że najprostszą drogą będzie powrót do odwiedzonego wcześniej Jardi del Turia, który przy okazji możemy bliżej zobaczyć, a jadąc wzdłuż parku natrafimy na nasz cel.



W parku znajduje się kolejne urokliwe, piękne miejsce. Mówię tutaj o okolicy Palau de la Musica. Nie trzeba tutaj dużo mówić, wystarczy spojrzeć.







Dość znaną atrakcją jest również plac zabaw Gulliver.
























W końcu trafiliśmy do wyczekiwanego przeze mnie miejsca – Ciudad de las Artes y las Ciencias, czyli Miasto Sztuki i Nauki. Ten duży kompleks zwany jest także Dzielnicą Przyszłości i moim zdaniem w pełni zasługuje na to miano. Będąc w środku, czuje się, jakbyśmy przenieśli się o kilka dziesiątek lat w przyszłość.



























Można spokojnie mówić w tym przypadku o pechu, gdyż okazało się, że w momencie naszej wizyty większość pomieszczeń była zamknięta. Wyglądało to, jak gdyby przeprowadzane były jakieś prace remontowe. Dlatego musieliśmy zadowolić się samym spacerem po okolicy, który mimo wszystko zrobił na nas ogromne wrażenie.

























Pierwszym obiektem, który zobaczyliśmy już z daleka był Pałac Sztuk im. Królowej Sofii (Palau de les Arts), czyli budynek opery. Tuż pod nim stał pan, informujący, że jest ona zamknięta i by kierować się dalej.


























To miejsce od samego początku skradło moje serce. Piękna, błękitna woda doskonale wpasowuje się w klimat tego Miasta w Mieście.


Hemisferic to budynek w kształcie oka, który mieści w sobie sale kinowa oraz planetarium. Zaraz za nim stoi Muzeum Nauki (Museo de las Ciencias Principe Felipe) z interaktywnymi eksponatami.


























Wzdłuż drogi zaobserwować można Umbracle, czyli drogę spacerową, gdzie można przejść się pośród palm i innych gatunków roślin.
























Agora to kolejny obiekt w tym kompleksie. Jest to miejsce, gdzie odbywają się różne wydarzenia kulturalne i sportowe.


Kawałek dalej znajduje się również oceanarium (Oceanografic).
























Po wypiciu popołudniowej kawy, która postawiła nas na nogi, wybraliśmy się w drogę powrotną. Wyjechaliśmy na drogę Carrer d'Eduardo Primo Yufera, która wyprowadziła nas na totalne zadupie. Zderzenie Dzielnicy Przyszłości, którą przed chwilą widzieliśmy i tego, co znajduje się zaraz za nią, było straszne. Dodatkowo na naszej mapie te drogi wyglądały zupełnie inaczej, przez co zaczęliśmy błądzić. Przy okazji poznaliśmy dwie przemiłe, starsze Niemki, które również się zgubiły. W końcu stwierdziliśmy, że udamy się w kierunku mostu Pont de les Drassanes, który wyprowadził nas ostatecznie na dobrze znane nam rondo – stamtąd już tylko kilkanaście minut dzieliło nas od statku.

Mapę z opisywanymi przeze mnie miejscami, znajdziecie >>TUTAJ<<

Mam nadziejęże po tej relacji jesteście również zakochani w Walencji! Które miejsce zrobiło na Was największe wrażenie?

*Wszystkie zdjęcia i filmy prezentowane w poście są mojego autorstwa i należą do mojej prywatnej kolekcji.

9 komentarzy:

  1. O rany jak tu jest pięknie - zazdroszczę :)

    Pozdrawiam Zocha
    http://www.zocha-fashion.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzielnica Przyszłości jest niesamowita! Czy wstęp na ten teren jest darmowy? Chętnie bym się przespacerowała tamtędy, bo wszystko wygląda oszałamiająco.
    Jest i hulajnoga :)
    Ten wielki plac z fontanną oraz widoki na miasto z góry również przypadły mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wejscie na teren jest bezplatne. Nalezy zaplacic tylko do wejscia do poszczegolnych budynkow. Polecam goraco :)

      Usuń
  3. Przepiękne miasto, świetna relacja! :) Po tej drugiej części to już koniecznie muszę się kiedyś tam wybrać! :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne miasto, cudowna architektura!

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne zdjęcia ;D

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...