środa, 4 listopada 2015

Denko #6 - Październik 2015

Październik to miesiąc bicia rekordów. Rekordowe okazało się być dzisiejsze denko, w którym ilość produktów jest dość spora. Szczerze mówiąc, nawet tego nie zauważyłam, więc zdziwiła mnie ilość kosmetyków w mojej eko-torbie, której używam do zbierania zużytych opakowań.
























Zapraszam na październikowe denko!

1) Szampon przeciwłupieżowy Head&Shoulders Apple Fresh

Produkt, którego w mojej łazience nie może zabraknąć. Tym razem w wersji jabłkowej, którą również bardzo lubię, szczególnie ze względu na świetny, długo utrzymujący się zapach. Działanie jest także zadowalające.

Kupiłabym ponownie? Tak!



2) Próbka szamponu Head&Shoulders – Pielęgnacja podrażnionej skóry głowy

Ogólnie zużyłam dwie takie próbki, które starczyły na trzy użycia. Nie mogę się rozpowiadać tutaj na temat działania, jednak nie zaobserwowałam dużej różnicy pomiędzy tym rodzajem, a klasycznym H&S. Na plus oceniam zapach: delikatny, eukaliptusowy.

Kupiłabym ponownie? Gdyby ten szampon był w takim samym przedziale cenowym jak Classic - z pewnością tak. Jeśli byłby jednak droższy, nie wydaje mi się, by zakup się opłacał.



3) Szampon L'oréal Paris Elvital - Nutri-Gloss Crystal

Ogromne rozczarowanie - to opinia, która ciśnie mi się na usta. Bardzo lubię markę L'oréal i zawsze sprawdzały mi się jej produkty. Ten szampon jednak nie domywał moich włosów, które po kilku godzinach wyglądały już nieświeżo. Zapach był dość neutralny i nie utrzymywał się na włosach zbyt długo. Sama wydajność produktu spowodowała u mnie również dezorientację – Butelkę zużyłam w 2 tygodnie, co nawet w moim przypadku jest dziwne.

Kupiłabym ponownie? Nie.



4) Maseczka do włosów Aussie – 3 Minute Miracle Reconstructor

Marka Aussie wzbudzała moją sporą ciekawość ze względu na jej wszechobecność na kosmetycznych portalach i kanałach. Mówił o niej dosłownie każdy, dlatego też ogromnie ucieszyłam się, gdy zobaczyłam ten produkt w moim pudełku kosmetycznym. Oczekiwania, nie ukrywam, były przeogromne. Pierwsze otwarcie butelki spowodowało u mnie ogromną ekscytację – zapach gumy balonowej. Przepiękny i intensywny. Wydawałoby się, że zostałam kupiona na wieki i nie zaprzyjaźnię się już nigdy z żadną inną firmą. Niestety czar prysł po użyciu. Poza pozostawieniem cudnego zapachu nie zauważyłam żadnych pozytywnych, ani też negatywnych zmian. Włosy prezentowały się po prostu tak, jak gdybym użyła samego szamponu. A zatem czy warto? W moim przypadku nie.

Kupiłabym ponownie? Nie.



5) Żel pod prysznic Naturaline – Bergamotka i gruszka

Ta marka wcześniej była mi dobrze znana, jednak osobiście nie miałam okazji wypróbować żadnego ich kosmetyku. Podeszłam do niego raczej z dystansem i okazało się, że sprawdził się dość dobrze. Opakowanie małe, lecz całkiem wydajne. Zapach aromatycznej gruszki bardzo fajnie trafiony w jesienne klimaty. Muszę przyznać, że wąchając ten żel, zaczynały mi pracować ślinianki. Jako środek myjący był ok. Nie wysuszał skóry. Początkowo zdziwiło mnie jego opakowanie. Myślałam, że będę się nieźle siłować z wyciąganiem żelu, jednak ostatecznie ta współpraca okazała się być owocna.

Kupiłabym ponownie? Być może.



6) Regenerujący cukrowy peeling do ciała Perfecta SPA – Trufle czekoladowe

Produkt posłużył mi na bardzo długo. Kilka dobrych miesięcy używałam go około 1 w tyg (w zależności jak pozwalał na to czas). Peelingowałam nim praktycznie całe ciało. Skóra po użyciu była przyjemnie złuszczona, miękka i pachniała truflami. Używając kosmetyku wieczorem, czasem wstając rano jeszcze czułam ten zapach. Kryształki cukru, znajdujące się w tym peelingu są drobne i nie powodują podrażnień na skórze. Z pewnością jeszcze do niego powrócę.

Kupiłabym ponownie? Tak.



Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła Waszej uwagi na opakowanie. Pudełeczko sprawdziło się bardzo dobrze, jednak naklejki pod wpływem przebywania w łazience nieestetycznie się poodklejały i kuły moje oczy.


7) Balsam do ciała Sanctum – Body Soothe

Balsam o dość rzadkiej konsystencji, który potrzebował około 2 minut, by się wchłonąć. Używałam go głównie na dekolt, czasem ręce i wystarczył mi na 3 miesiące. Zapach zielonej herbaty zupełnie mi nie pasuje, co zniechęcało mnie do jego używania. Zauważyłam, że w opakowaniu gromadziło się dużo wody i często przy pierwszym wyciśnięciu nie pojawiał się krem, lecz właśnie ciecz. Zastanawiam się, czy ma to związek z tym, że produkt jest wegański, a może to ja coś źle robiłam? Jeśli możecie rozwiać moje wątpliwości, to chętnie Was wysłucham.

Kupiłabym ponownie? Nie jestem przekonana.



8) Mydło w płynie Palmolive Hygiene-Plus – Sensitive

Bardzo fajne i wygodne w użyciu mydełko, które świetnie nadaje się zarówno do łazienki, jak i do kuchni. Dobrze domywa i pięknie pachnie, jak na dobre mydło przystało. Obecnie zdenkowałam zapach Aloe Vera, a teraz z pewnością rozejrzę się za innymi rodzajami.

Kupiłabym ponownie? Chcę wypróbować inne rodzaje.



9) Paski oczyszczające na brodę i czoło Balea Soft&Clear

Jedne z lepszych pasków, jakie używałam. Gdyby nie pewne trudności transportowe, z którymi się borykam, już miałabym następnych 10 opakowań. Jeśli ktoś będzie miał okazję, niech koniecznie wypróbuje.

Kupiłabym ponownie? Oczywiście!



10) Próbki kremów: Garnier Hydra Adapt do skóry tłustej i Biokosma Sensitive Visage – krem na dzień.

Próbka z Garniera starczyła mi na jedno użycie: twarz + dekolt. Krem był gęsty, ale szybko się wchłonął. Nawilżył moją skórę i zmatowił ją. Zauważyłam, że moja twarz przestała się po nim świecić. Zapach był dość roślinny, ale niedrażniący. Efekt końcowy - bardzo zadowalający.

Kupiłabym ponownie? Tak.


Jeśli chodzi o krem z Biokosmy, to coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że ta firma nie jest dla mnie. Każdy ich kosmetyk zawiera melisę cytrynową, której nienawidzę w kosmetykach ze względu na zbyt specyficzny zapach. Sam krem dobrze się wchłonął, nadawał się pod makijaż. Nie zauważyłam podrażnień. Jednym słowem był ok, ale w zestawieniu z Garnierem z pewnością wygrywa ten drugi.

Kupiłabym ponownie? Nie.







11) Perfumy Black Onyx #104 – The Glamorous Fragrance

Zapach, który przez moment został przeze mnie zapomniany. Początkowo nosiłam go zawsze ze sobą. Opakowanie świetnie nadaje się „do torebki”. Flakonik przeleżał trochę na jej dnie, po czym odkryłam go ponownie. Zapach jest naprawdę śliczny. Czuć aromat pomarańczy. W składzie mamy również bergamotkę, lawendę, imbir i czarny pieprz. Takie połączenie daje bardzo orzeźwiający i świeży efekt. Zapach długo utrzymuje się na ciele.

Kupiłabym ponownie? Tak.



12) Suplement diety DermoSkrzypForte

Tabletki, które przyjmowałam raz dziennie, poprawiły kondycje moich paznokci (to głównie zauważyłam, gdyż były one w opłakanym stanie). Przed stosowaniem miałam miękkie i kruche paznokcie, które często się łamały. Zażywając ten medykament, widziałam sporą poprawę.

Kupiłabym ponownie? Tak.



























13) Suplement diety Vital Fruit – Multiwitamina

Vital Fruit to seria tabletek musujących dostępna w Tesco. Tym razem denko osiągnął flakon z multiwitaminą. Przyjemny smak pomarańczy zachęca do picia w ciągu dnia. Po takie specyfiki sięgam, gdy czuje się osłabiona, w okresie przeziębienia czy właśnie w czasie przejścia pomiędzy latem, a jesienią.


Kupiłabym ponownie? Tak.



Męskim okiem:

14) Szampon Schwarzkopf - Schauma For Men

Jest to szampon, który najlepiej sprawdza się u mojego ukochanego. Nie jest to jego pierwsze opakowanie, gdyż odkąd pamiętam zawsze ten kosmetyk znajduje się w naszej łazience. Włosy są po nim miękkie, przyjemnie pachnące i błyszczące.

Kupiłabym ponownie? Tak.



15) Dezodorant Nivea Men – Silver Protect Dynamic Power

Jest to bez dwóch zdań ulubiony antyperspirant mojego mężczyzny. Nie wyobraża on sobie bez niego życia. Tym bardziej ubolewam, że jest on dostępny tylko w Polsce. Szukaliśmy go już w Szwajcarii oraz w Niemczech. Niestety akurat srebrnej wersji tutaj nie ma. Zapach przyjemny, ochrona zapewniona, świetny do codziennego użytku.

Kupiłabym ponownie? Tak.



16) Zapachy: Bräcka karmel i czekolada

W całości wypaliłam dwie z 3-packu ikeaowych świeczek o nazwie Bräcka. Przepiękne zapachy karmelu i czekolady! Już nie mogę się doczekać, by ponownie je kupić. Świeczki spalały się dość równomiernie. Karmel spalił się w całości, w przypadku czekolady część świeczki została na bokach słoiczka. Same kubeczki posłużyły mi jako ozdoby mieszkania :)

Kupiłabym ponownie? Tak!





Świeczki przed wypaleniem:

Wydaje mi się, że październikowe denko okazało się być dość owocne. Jak myślicie? Testowałyście któreś z powyższych kosmetyków? Jeśli tak, to jakie były Wasze wrażenia? Co sądzicie o samym poście? Czy jest on dla Was czytelny? A może coś byście w nim zmieniły?

18 komentarzy:

  1. Miałam tą maskę z Aussie i ja ją polubiłam :) Na moich włosach fajnie się spisała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spore denko. Ja w zeszłym miesiącu pobilam u siebie rekord ponad 20 zdenkowanyxh produktów. ..
    pozdrawiam serdecznie
    Marcelka Fashion :) ♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Świeczki z Ikei to cud :D jaram się niby prawie tak jak inne bloggerki yc. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. fajne denko
    bardzo ładne świeczki
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świeczki są super, muszę sobie takie kupić, a ten piling też mnie zainteresował :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz słyszę o czymś takim jak plastry oczyszczające :) A szampon H&S faktycznie jest warty zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszy raz słyszę o czymś takim jak plastry oczyszczające :) A szampon H&S faktycznie jest warty zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. uwielbiam wiekszosc kosmetykow perfecty! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja bardzo lubię hydra adapt, tych kremów używam juz długi czas :)

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie ten szampon z L'oreal również się nie sprawdził i na dodatek ten zapach bardzo mi przeszkadzał;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale tego duzo ;-) nie mialam nic z tych produktow

    OdpowiedzUsuń
  12. Aktualnie testuję szampon przeciwłupieżowy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. cukrowy peeling chętnie bym przygarnęła:)
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  14. Spore to denko! Peeling kojarzę bo zapewne świetnie pachnie truflami. Ten szampon pierwszy u mnie kompletnie się nie sprawdza. Te świeczki musiały oględnie pachnieć :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jejku, ale Ci się poodklejało na tym peelingu! Ja nigdy nie miałam takiej sytuacji, dodatkowo moje peelingi nieustannie narażone są na działanie wody, gdyż mamy je pod prysznicem w takim miejscu, że Adam zawsze naleje tam pełno wody :P. PS. Uwielbiam ten zapach. Tak samo jak świec, które zaprezentowałaś na końcu, jakiś miesiąc temu zaopatrzyliśmy się w nie i po prostu pachną bajecznie <3.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...