czwartek, 3 listopada 2016

Denko - październik 2016

Nadszedł w końcu czas na jeden z najchętniej czytanych wpisów, czyli Projekt Denko. W tym miesiącu udało mi się zużyć kilka produktów, z którymi musiałam się trochę namęczyć. Ostatnio moje opinie są coraz bardziej krytyczne, toteż w tym poście dominować będzie czerwień. Znalazł się jednak także jeden absolutny hit. Jeśli chcesz wiedzieć, co nim jest, nie czekaj!

Zapraszam do lektury!

Legenda:
Kolor zielony – Kupię ponownie!
Kolor pomarańczowy – Zastanowię się nad kupnem/Kupie w innej wersji zapachowej
Kolor czerwony – Zdecydowanie nie kupię!


































1) Żel pod prysznic Dove go fresh Granat i Werbena cytrynowa

Na początku muszę zaznaczyć, że nie jestem fanką żeli Dove. Wiem, że mają one wielu sprzymierzeńców, jednak ja jestem do nich negatywnie nastawiona i zdania nie zamierzam zmieniać. Ostatnią butelkę Dove zużyłam tylko dlatego, by się go ostatecznie pozbyć. Jak dla mnie są one dość średnie. Mogłyby nieco bardziej się pienić i być bardziej wydajne. Tym razem jednak zapach okazał się być trafiony. Aromat granatu w kosmetykach zawsze spełnia moje oczekiwania. Po raz kolejny miałam zastrzeżenia co do butelki, która załamuje się w środkowej części i nie utrzymuje swej wagi podczas wykańczania produktu. Wraz z tą wersją ostatecznie kończę zabawę z żelami Dove. Jest wiele innych marek, które bardziej mi odpowiadają.



Następca: Kremowe mydło pod prysznic Ziaja Kozie mleko

2) Żel pod prysznic Balea Men Fresh 3 in 1

Żele pod prysznic Balea, które kupić można w niemieckiej drogerii DM, nie są wyjątkowo wydajnymi produktami, ale ze względu na ich cenę (około 0.50 euro) można im to wybaczyć. Przy każdym ich żelu mój ukochany systematycznie wyłamuje (niespecjalnie) końcówkę do otwierania. Wersja z morskimi minerałami miała dość przyjemny, męski zapach. Nadawała się zarówno do mycia ciała, jak i włosów, choć z tym drugim radziła sobie nieco gorzej.



Następca: Żel pod prysznic Nivea Men

3) Szampon przeciwłupieżowy Garnier Fructis Citrus Pure

Dawno już nie używałam tej wersji szamponu Fructis i wydaje mi się, że jeszcze nie było jej w żadnym Denku. Co do spisywania się w moim przypadku produktów do włosów tej marki nie muszę się chyba rozpisywać. Praktycznie co drugi post tego typu zawiera właśnie Fructis. Wersja Citrus Pure działała w moim przypadku również bardzo dobrze. Miała fajną, żelową konsystencję i świeży, cytrusowy zapach. Używając go rano, dawałam sobie takiego odświeżającego kopniaka. Jako szampon przeciwłupieżowy spełniał swoje zadanie, oczyszczał skórę głowy, a włosy były po nim długo świeże.

>>Strona internetowa-PL<<


Następca: Szampon John Frieda Frizz Ease

4) Szampon Envy Professional Gentle Cleansing Shampoo

Ten szampon został przysłany mi, lecz zużył go mój narzeczony. Gdyby tego nie zrobił, wyrzuciłabym go zaraz po pierwszym użyciu. Miał on konsystencję wody i mniej więcej taki sam był w działaniu. Podobnie jak odżywka, którą opisywałam w zeszłym miesiącu miał paskudny, roślinny zapach. Działanie? Zerowe. Po godzinie włosy były przetłuszczone, jak gdybym w ogóle ich nie umyła. Mojemu ukochanemu niewiele potrzeba, jeśli chodzi o pielęgnację włosów. Najchętniej używa do tego celu żelu pod prysznic, toteż zużył ten produkt w całości, ale również nie wyrobił sobie pozytywnej opinii na jego temat.

5) Serum do twarzy Lancome Advanced Génifique

Ta malutka próbeczka starczyła mi na bardzo długi czas, mimo że używałam jej codziennie rano. Zawierała ona przezroczyste serum o konsystencji wody. Nakładając je na twarz, natychmiast się wchłaniało. Miało jednak lekko alkoholowy zapach. Według zapewnień producenta po 7 dniach powinny być widoczne pierwsze efekty stosowania serum, a twarz powinna wyglądać młodziej, być rozświetlona itd. Być może moja twarz nie jest jeszcze na tym etapie, lecz osobiście nie zauważyłam żadnych efektów. 

6) Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy Ziaja Liście Manuka

Pamiętam czasy, gdy było o tej paście bardzo głośno. Jedni ją kochali, inni nienawidzili. Ja zaliczyłam oba te uczucia względem niej. Początkowo zupełnie nie mogłam się do niej przekonać. Nie można jej oczywiście zarzucić, że nie peelingowała twarzy, bo robiła to aż zanadto. Po każdym użyciu moja twarz była silnie zaogniona i widocznie podrażniona. Z biegiem czasu jednak cera się przyzwyczaiła i coraz chętniej ją przyjmowała, a ja częściej jej używałam. Ostatecznie jednak jej data ważności się skończyła i muszę wyrzucić opakowanie, nie zużywając peelingu do końca.

>>Strona internetowa-PL<<


Następca: Peeling do twarzy Lubex

7) Oczyszczający tonik Mixa Przeciw niedoskonałościom

Mam bardzo mieszane uczucia co do tego toniku, mimo iż zużyłam całą butelkę i powinnam wyrobić sobie o nim zdanie. Samo działanie było całkiem w porządku. Tonik oczyszczał skórę, ale nie zauważyłam zmatowienia, czy redukcji wydzielanego serum. Zaletą był brak alkoholu w składzie, więc nie wysuszał on skóry. Odrzucał mnie nieco jego zapach, który kojarzył mi się z męską wodą kolońską. Ostatecznie (biorąc pod uwagę, że i tak mam do niego utrudniony dostęp) nie kupię go ponownie.

Produkt nie zawiera parabenów.

>>Strona internetowa-PL<<


Następca: Tonik Ogórek Ziaja

8) Maseczka oczyszczająco-ściągająca Ziaja Liście zielonej oliwki

Przyznam, że ta maseczka wywołała u mnie efekt zaskoczenia. Produkt o białej barwie i gęstej konsystencji łatwo aplikowało się na twarz. Niestety ilość kosmetyku w saszetce nie starczyła mi na pokrycie całej twarzy, o szyi nie wspominając. Przez cały czas noszenia tej maski (około 15 minut) odczuwałam na twarzy chłód. Mimo że bardzo oszczędnie nałożyłam ją na okolice oczu, to zaczęły mnie one szczypać i były zaczerwienione. Już po kilku minutach czuć było ściągniecie na twarzy, a maseczka zaczynała zasychać, aż ostatecznie zamieniła się w skorupkę, która pękała przy jakiejkolwiek mimice twarzy. Wyglądało to trochę jak odpadający tynk ze ściany ;) Do zmycia maseczki potrzebowałam dużej ilości wody i nieco ciężej było ją usunąć np. z płatków nosa i innych zakamarków. W ostateczności moja skóra była bardzo widocznie oczyszczona, a efekty bardzo zadowalające. Niestety po nałożeniu warstwy kremu (zresztą również z Ziaji) twarz zaczęła mnie piec i pojawiło się spore zaczerwienienie w strefie T. Pomimo to nie skreślam jej. Mam jeszcze drugie opakowanie i mam nadzieję, że te objawy nie wystąpią ponownie.

Zawiera naturalne pH.

9) Maseczka regenerująca z glinką brązową Ziaja

To kolejna maseczka Ziaji, którą wypróbowałam w tym miesiącu. Maska miała brązowo-szary odcień i konsystencję, przypominającą maź. Całkiem dobrze rozsmarowywało się ją na twarzy i szyi, lecz ilość produktu ponownie była nietrafiona (po całościowej aplikacji pozostała mi dosłownie odrobina – za dużo by wyrzucić, za mało by użyć ponownie na całą twarz. Obawiałam się zmycia tego mazidła, ale ostatecznie nie było tak źle. Ściągnęłam ją po 15 minutach. Twarz nie była zaczerwieniona, ani podrażniona. Wyglądała ładnie i była sprężysta. Nie zauważyłam jednak spektakularnych efektów.

Zawiera naturalne pH.

10) Maseczka uspokajająca CadeaVera After-Party Maske

Tej maski użyłam rankiem po nie do końca przespanej nocy. Jak mówi sama nazwa jest to maseczka, którą aplikować powinno się po imprezie, więc według zaleceń producenta tak właśnie uczyniłam. Miała ona bardzo rozkoszny, egzotyczny zapach i miło było położyć się na 15 minut i zrelaksować się, mając ją na sobie. Przyjemny produkt, który zadziałał na mnie odprężająco, dał dodatkowo sporą dawkę nawilżenia twarzy, która była mięciutka i widocznie rozpromieniona.


11) Maskara Clinique High Impact Mascara – MÓJ HIT!


Jest to bez wątpienia hit tego Denka! Zakochałam się w efekcie, który daje ta maskara. Jest to co prawda dość kosztowny produkt i nigdy wcześniej nie spodziewanym się, że jestem w stanie kupić jakikolwiek kosmetyk kolorowy za taką cenę, lecz bez wątpienia warto! Dzięki bardzo fajnej, szerokiej szczoteczce z łatwością pokrywała każdą rzęsę. Pięknie wydłużała i podkręcała rzęsy, a przy tym dawała bardzo naturalny efekt. 

Następca: Maskara L'oreal Volume Million Lashes So Couture

12) Krem nawilżający Neutrogena

Produkty marki Neutrogena mają dość dobrą opinię wśród kremów do skóry bardzo suchej. Będąc w sklepie, natknęłam się na ten krem, który notabene był produktem rok 2012, a że skończył mi się właśnie kosmetyk, który przeznaczałam do pielęgnacji nadmiernie wysuszonych części ciała, to postanowiłam wypróbować tę norweską formułę. Już w nazwie widać, że powinien być to produkt szybko wchłaniający się, lecz niestety nie do końca spełnił to założenie. Pozostawiał tłustą warstwę jeszcze kilka godzin po użyciu. Co do samego efektu nawilżającego, to z najbardziej przesuszonymi miejscami (pięty, łokcie) nie dawał sobie rady. Jeśli ktoś ma mało wymagające ciało, to może się u niego sprawdzić. Nie czułam potrzeby stosowania go na twarz, więc w tej kwestii się nie wypowiem, ale wydaje mi się, że zadziałałby zapychająco.


>>Strona internetowa-PL<<


Następca: Krem nawilżający Nivea Care

13) Olejek do kąpieli Dr. Hauschka Moor Lavendel Bad

Te olejki są często polecanymi produktami, dlatego z ogromną ochotą podeszłam do przetestowania tego produktu o zapachu lawendowym. Niestety nie przekonał mnie on do siebie. 10 ml, które znajduje się w opakowaniu, teoretycznie powinno wystarczyć na przygotowanie jednej kąpieli. W praktyce ta ilość nie spowodowała wiele. Nie wywołała piany, a zapach wyczuwalny dość mocno w buteleczce, po przedostaniu się do wody – zniknął. Już po 2 minutach miałam wrażenie, jakbym leżała w samej wodzie.

14) Kula do kąpieli Body & Soul Wellness Kuschelzeit

Po raz drugi skusiłam się na kulę do kąpieli tej marki. Wcześniej miałam kontakt z wersją z granatem, tym razem (ze względu na jesienną porę) wybrałam zapach migdału i wanilii. Połączenie tych aromatów o tak paskudnej porze roku to strzał w 10! Dla lepszego efektu użyłam całej kuli (170 g) do jednej kąpieli. Zabarwiła ona wodę na żółto i spowodowała całkiem sporą ilość piany. W dodatku zapach unosił się w łazience i mogłam przyjemnie się zrelaksować. Piana co prawda nie utrzymała się długo, lecz po kąpieli czułam, że moja skóra jest odpowiednio nawilżona. Z pewnością zakupię jeszcze inne wersje.

15) Pasta do zębów Zendium Complete Protection

Tej paście poświęciłam cały post, który znajdziecie >>TUTAJ<<. Ostatecznie mnie nie zachwyciła i nie powrócę do niej.

>>Strona internetowa-CH<<


Następca: Pasta do zębów Elmex 

16) Szczoteczka do zębów Colgate Classic Deep Clean

W Szwajcarii mam zawsze problem ze znalezieniem odpowiedniej szczoteczki, ponieważ nawet wersje Extra soft są dla mnie być twarde. Tę szczoteczkę marki Colgate kupiłam w Polsce, wpadając na szybko do sklepu – standardowo podczas każdego wyjazdu zapominamy szczoteczek do zębów :P Okazała się być ona bardzo fajna i przyjemna w użyciu. Dobrze myło się nią zęby i nie była ani za miękka, ani za twarda, czyli tak jak lubię.

17) Suplementy diety Dr. Max Magnez + vit. B6, Rutinoscorbin

Magnez jest od jakiegoś czasu w mojej codziennej diecie absolutnym musem. Przy wypijaniu takiej ilości kawy muszę wspomagać się suplementami. Rutinoscorbin zażywam profilaktycznie wraz z końcem lata i przyjściem zimnych dni.


II) Często denkowane:

-> Woda micelarna Bourjois Paris - LINK


-> Antyperspirant w spray'u Nivea Men Silver Protect - LINK

-> Pasta do zębów Elmex Sensitive - LINK


-> Gąbka do peelingu ciała Aqua Massage Fantasy Peeling - LINK


III) Próbki:

- Krem do rąk Weleda Mandel – Krem o intensywnie migdałowym zapachu. Dawał dobre nawilżenie, ale niestety krótkotrwałe.

- Żel myjący do twarzy Ziaja Liście Manuka – Używam już drugiego opakowania pełnowymiarowego produktu. W zapasach miałam jednak próbki, które postanowiłam zużyć ze względu na mijającą niedługo datę ważności.


- Perfumy Hugo Boss Woman – Bardzo ładny zapach. Posiadam już pełnowymiarowy flakonik.



Które z tych produktów są Wam znane?

12 komentarzy:

  1. te brązową maseczkę z Ziaji bardzo lubię, ale tej drugiej niezbyt.Twoje denka jak zwykle giganty, brawo :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam ten szampon garnier i sprawdził się. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, nominuję Cie do Liebster Blog Award. Jesli masz ochotę dołączyć to zapraszam do zabawy! Więcej szczegółów na moim blogu: http://beautylokum.blogspot.com/2016/11/nominacja-do-liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiscie rzadko zdarza sie, aby marka Dove byla krytykowana,ale ja mam do niej obojetny stosunek. Mialam ten szampon z Garnier jak i inne tej amrki, sa dobre.

    OdpowiedzUsuń
  5. Maseczki z Ziaji są świetne, troszkę Ci się tego nazbierało !
    Bardzo mnie ciekawią mnie te woski tylko nie wiem na jakie zapachy się skusić :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeżeli chodzi o maseczki, to ja też mam ten sam problem. Nigdy nie wykorzystam całej, ale zostaje tyle, że żal wyrzucić. Dlatego zostawiam te resztki i nakładam je na strefę T, czoło albo miejsca, po których najbardziej widać zmęczenie. Nie wiem, czy to coś daje, ale przynajmniej jestem spokojna, że nie marnuję produktu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Również nie przepadam za żelami z firmy Dove. Nie pienią się zbyt mocno, do tego mają taką konsystencję, którą w moim przypadku ciężko się spłukuje ze skóry. Zapachy też jak dla mnie nie są zbyt ciekawe, ponieważ rzadko kiedy utrzymują się potem na skórze. Pozostałych produktów w większości nie znam albo kojarzę, ale nie stosowałam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tego żelu do twarzy bym musiała spróbować sobie :) A denko bardzo duże, dobrze wiedzieć że te maseczki są takie bez szału :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam żele z Dove :) a z Ziajki jedyne maseczki, które lubię to te z zieloną glinką :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Znamy niestety tylko Nivea Men i micelarny płyn - oba sprawdziły się u nas dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. a czy wosk z Yankee też zalicza się do denka ? :P hihi

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak widac jest caly, ale to dobra dekoracja :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...