wtorek, 15 listopada 2016

3 kraje w 2 dni: Luksemburg

Po spokojnie spędzonej nocy w Nancy skonsumowaliśmy jeszcze śniadanko. Nie obyło się bez bagietki i słodkich croissantów, po czym udaliśmy się ponownie w drogę. Tym wyjazdem byłam najbardziej podekscytowana, gdyż już za 1.5 godziny miałam odwiedzić kolejny kraj, w którym jeszcze nigdy nie byłam. W stolicy Luksemburga znajduje się kilka ciekawych atrakcji, które bardzo chciałam zobaczyć, więc około godziny 8.00 byliśmy już w samochodzie, gotowi do drogi.

Sama trasa z Nancy do Luksemburga przebiegła nam błyskawicznie. Naszym celem podróży było oczywiście ścisłe centrum stolicy, ale zdążyłam się wcześniej zorientować, że parkingi w otoczeniu starówki są okropnie drogie, a ja wychodzę z założenia, że na takie rzeczy jak parking nie powinno wydawać się bezsensownie pieniędzy. Dlatego też zdecydowaliśmy się na pozostawienie auta w jednym z większych odkrytych parkingów, jakie widziałam – na Allée Scheffer. Niestety nie pamiętam, jaka była tam stawka za godzinę, lecz nie należał on do drogich. Tuż przy nim znajduje się również bezpłatna toaleta publiczna.




Luksemburg przywitał nas okropnie zimnym i mroźnym powietrzem, dlatego w duchu dziękowałam sobie, że zabrałam zimowy płaszcz. Idąc wzdłuż głównej drogi Avenue de la Porte, dotarliśmy na Stare Miasto.

Miasto od samego początku wywołało u mnie bardzo pozytywne emocje i z pewnością ma ono w sobie „to coś”. Kręte uliczki starówki zachwycały na każdym kroku, a ozdobne fasady budynków przykuwały wzrok. Przeszkadzać mogą jedynie wszechobecne prace remontowe, archeologiczne i rozstawione budowy, które pewnie dojrzycie na zdjęciach. Nie myślcie, że jestem egoistką, bo bardzo cieszę się, że takie prace są wykonywane, a dzięki nim wygląd zabytków będzie można podziwiać dłużej, ale dlaczego wszystkie one trwają akurat wtedy, gdy odwiedzam miasto!



Początkowo trafiliśmy na Place d'Armes - skwerek, na którym znajduje się mnóstwo kawiarni i restauracji z wystawionymi na zewnątrz stolikami, przykrytymi parasolami. W tym miejscu wyodrębniony został również Square Jan Palach, malutki plac z fontanną. Nosi ona nazwę Dicks-Lentz od nazwisk pisarzy, którzy napisali słowa hymnu.





Cercle Cité (Cercle Muncipal) stoi we wschodniej części placu. Budowla przypomina mały pałacyk z ogromną wieżą i zegarem pośrodku. Jest ona przeznaczona do użytku władz jako budynek administracyjny. W jej wnętrzu znajduje się mnóstwo sal balowych. W środkowej części budynku dostrzec można płaskorzeźbie, przedstawiające historyczną scenę przekazania listu, który darował mieszkańcom wolność w roku 1244.


























Warto zaznaczyć, że okna i drzwi tego budynku są ogromne! Być może nie widać tego na zdjęciu, ale spokojnie mogę powiedzieć, że miały one minimum 3 metry wysokości!


Ulice Starego Miasta były pełne stylowych sklepików.


Następnie przedostaliśmy się na centralny plac miasta – Place Guillame II poprzez pasaż łączący oba place. Pierwszym budynkiem, na który nie sposób było nie zwrócić uwagi, był ratusz miejski – Hotel de Ville. Duża część tego budynku składa się z kamieni dawnego kościoła franciszkańskiego, który stał niegdyś w tym miejscu. Po obu stronach wejścia widoczne są lwy z brązu.




W tym miejscu były również rozmieszczone makiety, które stanowiły jakiś projekt studentów Erasmusa. Wśród plakatów ujrzeliśmy zdjęcia z Polski, a także niezbyt poprawnie przepisany wiersz w naszym ojczystym języku.

Na środku placu stoi statua Wilhelma II na koniu. 

























Konstrukcją, która całkowicie psuła mi wizję tego placu, był dziwny twór o nazwie Bierger Centrum. Szczerze mówiąc nie orientuję się zupełnie, co znajduje się w środku, ani jaki był cel utworzenia tego miejsca.



























Każda kolejna uliczka zachwycała mnie swoją architekturą.




























Zdecydowaliśmy się pobłądzić po wąziutkich uliczkach miasta. Pomiędzy budynkami było mnóstwo bram, które chyba już zawsze będą mi się kojarzyć z Luksemburgiem.





Podążając ich śladem, trafiliśmy do miejsca, w którym nie było zupełnie nikogo, a skąd rozciągał się cudny widok na okolicęZ tego miejsca mieliśmy również widok na budynki, znajdujące się w dzielnicy Kirchberg.



Ogromne emocje wywołał u mnie z kolei Most Wielkiej Księżnej Charlotty (Pont Grand Duchesse Charlotte). Tak zwany „Czerwony most” posiada 74 metry wysokości. Wykonany został ze stali, a oddano go do użytku w 1965 r. Jest to projekt Egona Juy.



Tuż przed naszymi oczami mieliśmy również 3 Wieże (Trois Tours), których początkowo zupełnie nie dostrzegliśmy, zauroczeni widokiem mostu. Środkowa wieża pochodzi prawdopodobnie z XII wieku, a dwie boczne zostały dobudowane w XIV w.

























Schodząc w dół, przechodziliśmy obok kościoła (Eglise Saint-Michel), który jest jednocześnie jednym z najstarszych miejsc tego typu w Luksemburgu. Już w roku 987 powstał ołtarz. W późniejszych latach został wybudowany kościół, który był wielokrotnie niszczony i odbudowywany, wprowadzano modyfikacje. Obecny wygląd kościoła odpowiada temu, który widoczny był w 1688 r.






Skręcając w prawo od kościoła naszym oczom ukazał się piękny widok. Widoczny kompleks budynków to Opactwo Neumünster. Miejsce, z którego podziwialiśmy te cudne pejzaże to punkt widokowy Le Chemin de la Corniche.
































W tym miejscu stoi również tabliczka informująca, że starówka Luksemburga znajduje się na liście UNESCO.

























Kolejnym punktem na naszej trasie były znane luksemburskie Kazamaty. W mieście znajdują się dwa: Bock oraz Petrusse. Osobiście wolałam zobaczyć te drugie (czasu starczyłoby nam na odwiedzenie jedynie jednego miejsca), ale w ferworze emocji wstąpiliśmy do pierwszych. Okazało się to być dobrym wyborem, bo Petrusse były w tym dniu zamknięte.  Przed wejściem dostrzegliśmy jeszcze pozostałości wieży Dent Creuse.


I po raz kolejny musieliśmy zatrzymać się i uwiecznić luksemburskie widoki.



























Następnie udaliśmy się schodami w dół do Kazamatów. Po drodze podziwiać mogliśmy tabliczki UNESCO.




























Co to właściwie są Kazamaty? Podczas budowy dawnych fortyfikacji, mających za zadanie obronę miasta przed najazdami, tworzono podziemne systemy schronu. Czasem ich zadaniem była ochrona przed ogniem artyleryjskim, innym razem służyły jako więzienia. Kazamaty Bock to najdłuższy na świecie ciąg tuneli, który od ponad 20 lat zapisany jest na liście UNESCO. Początkowo ich długość wynosiła 23 km, których głębokość osiągała nawet 46 m. W środku umieszczano piekarnie, zakłady rzemieślnicze, stajnie czy sztaby dowodzenia. Do dziś przetrwało 17 km tuneli i galerii, a część z nich dostępna jest do użytku zwiedzających. W czasie drugiej wojny światowej to miejsce służyło ludności cywilnej jako schronienie.

























Z ogromnym podekscytowaniem podeszłam do zwiedzania tego miejsca, choć nie lubię zamkniętych pomieszczeń, a w dodatku naczytałam się, że w tunelach łatwo się zgubić. Przy zakupie biletów (4 euro dla osoby dorosłej, 3 euro dla dziecka) otrzymaliśmy mapkę i przy jej pomocy (a wydaje mi się, że nawet bez niej) nie powinno być problemu z odnalezieniem właściwej drogi. Wybranie się tam z małymi dzieci, bądź osób, które mają problemy z poruszaniem się nie jest dobrym pomysłem. Na drodze znajduje się mnóstwo krętych i wąskich schodów.








W niektórych miejscach jest niesamowicie ciemno, inne oświetlone są kolorowymi światłami. Spotkać można się tam zarówno z bardzo wąskimi przejściami, jak i z ogromnymi, odkrytymi powierzchniami. Często zdarzało się tak, że po przejściu miliona schodów czekała nas ślepa uliczka. Cechą charakterystyczną są tak zwane galerie, czyli coś co nazwałabym oknem w murze. Z galerii można było podziwiać widoki i zabytki, a w niektórych stały armaty. Widoki z galerii:







Po wyjściu z Kazamatów udaliśmy się z powrotem na Stare Miasto. Na jednym z budynków ujrzeliśmy napis: Mir wölle bleiwe wat mir sin. Jest to motto mieszkańców Luksemburga.



Pałac Wielkich Książąt to okazały budynek, obok którego nie można przejść obojętnie. Oficjalna rezydencja powstała w latach 70. XVI wieku. Od 1890 r. stała się siedzibą wielkich książąt. W trakcie drugiej wojny światowej miejsce to zostało przejęte przez Niemców, którzy je zdewastowali, przekształcając w karczmę i grabiąc dzieła sztuki, które się tam znajdowały. Obecnie budynek jest miejscem oficjalnych spotkań np. z władzami zagranicznymi, odwiedzającymi Luksemburg. Przed budynkiem pełniona jest warta. 




























W wąskiej uliczce obok Pałacu znajduje się maleńki sklepik. Uwagę przyciągają tysiące lalek. Można w nim kupić niedrogie pocztówki i inne pamiątki. Ja skusiłam się dodatkowo na zakładkę do książki oraz magnez.

































Kawałek dalej trafiliśmy na plac Clairefontaine. Ostateczny wygląd temu miejscu nadano w latach 80. Na samym środku znajduje się statua Księżnej Charlotty. Dookoła stoją budynki ministerstwa, min. ma tu swoją siedzibę minister miasta. W tym miejscu spotkaliśmy również ludzką tragedię. Piękne miasto, wyjątkowe kamienice, tysiące turystów i... para bezdomnych, strajkujących na tym placu, tuż pod oknami ministra, która spała przytulona pod parasolami i wcale nie żebrała o pieniądze, a walczyła o skradziony im dom, którego zostali przez władzę pozbawieni.



Z odrobiną zadumy opuściliśmy to miejsce, tym bardziej, że na plac wkroczyła setka azjatyckich turystów, która nie zważając na ową parę zaczęła fotografować wszystko dookoła i wprowadzać spory chaos. Udaliśmy się w kierunku Katedry Notre Dame.

Rzymsko-katolicki kościół był początkowo kościołem jezuickim (1613r.). W budowli zauważyć można styl późnogotycki, któremu nie brakuje elementów renesansowych. Historyczna fasada budynku i główny portal wejściowy są oryginalnymi fragmentami, pamiętającymi jeszcze czasy wybudowania budynku. Krótko przed drugą wojną światową kościół poddano powiększeniu i dużej przebudowie. W kryptach katedry pochowani są najwięksi panujący.


Kazamaty Petrusse, tak jak wspominałam, były tego dnia zamknięte, więc nie mogliśmy do nich wejść. Mogliśmy jednak podziwiać kolejne widoki z tego miejsca.




























Z tego miejsca zobaczyć można również statuę, znajdującą się na Placu Konstytucji (Place de la Constitution). Symbolizuje ona wolność i odbudowę Luksemburga po pierwszej wojnie światowej.


 
Na niższym pietrze dostrzec można malutki ogród z flagą Luksemburga.



Poprzez zielone okoliczne parki wróciliśmy z powrotem do samochodu i udaliśmy się w dalszą drogę.



Poprzednie posty z naszej podróży:
Colmar – LINK
Nancy – LINK

Mapka z opisywanymi miejscami:




Czy odwiedziliście już Luksemburg? Jakie miejsca w stolicy lub poza nią polecacie?

18 komentarzy:

  1. Cóż mogę powiedzieć - zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Inspirujący wpis, miejsce warte odwiedzenia

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe miejsce z licznymi zabytkami. Jednak nie wszędzie jest pięknie, i tam są ludzie cierpiący.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie rowniez ta architektura zachwyciła. Zwiedzasz cudowne miejsca. p.s. śliczny płaszczyk:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia, inspirujące wpisy. Zachęca żeby wyruszyć w podróż.

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam kiedys w Luksemburgu, przepiękne miejsce, bardzo urokliwe.:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Architektura jest bardzo ładna, ale to widoki ze wzgórza mnie zachwyciły. Polowałam już na tanie bilety do Luksemburga, ale niestety nie pasowały mi połączenia, więc zrezygnowałam. Potem okazało się, że powrotny autokar z Barcelony do mojego miejsca zamieszkania jedzie przez Luksemburg. Szkoda, że dowiedziałam się o tym dopiero kiedy wsiadałam :D Udało mi się co prawda zobaczyć trochę przez szybę, a nawet wysiąść na dworcu, więc teoretycznie byłam w tym kraju, a praktycznie niestety nic nie zwiedziłam. Na pewno będę chciała to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  8. piękne zdjęcia:) szkoda, że ja tak ładnie nie wyglądam w zimowych czapkach:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja tez przez wiele lat nie cierpialam siebie w czapce, ale zdrowie najwazniejsze :)

      Usuń
  9. Zazdroszczę kochana takich wyjazdów :) Pięknie tam <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Byłam w Luksemburgu, ale sporo lat temu, więc dziękuję, ze swoimi świetnymi zdjęciami przypomniałaś mi to wspaniałe miasto :)

    OdpowiedzUsuń
  11. jak ja lubię miasta,które trzymają się schematu kolorystycznego, od razu lepiej to wygląda

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajnie tak sobie podróżować ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdecydowanie oddałaś na zdjęciach te pozytywne emocje bijące z tego miasta! Nigdy nie byłam w Luksemburgu, ale mam pocztówkę i magnes, więc to już dobry początek! ;D
    Lwy przed Hotelem de Ville skojarzyły mi się trochę z Niedźwiedziami z przed Muzeum Einsteina w Bernie, ale to chyba racji sentymentu.
    Jedno wiem. Wszystkie miejsca z tego wpisu mi się bardzo spodobały, ale punktu Le Chemin de la Corniche będąc w okolicy na pewno nie ominę! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zawsze najlepiej pobłądzić po wąskich uliczkach ! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo fajna wycieczka, piękne miasto, bardzo bym chciała je kiedyś odwiedzić :) szkoda mi tylko tych ścian pobazgranych sprayem.
    Te kazamaty na pewno spodobałyby sie mojemu mężowi. W Kłodzku jest coś podobnego, ostatnio byliśmy ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  16. Nawet nie wiesz jak zazdroszczę :D
    Ja na razie podróżuję w wolnej chwili po Warszawie, ale mam nadzieję, że niedługo uda mi się wyjechać gdzieś dalej ;D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...