czwartek, 20 października 2016

3 kraje w 2 dni - Colmar, Francja

W październiku po raz raz kolejny ruszyliśmy w drogę. Tym razem mieliśmy zaledwie 2 dni wolnego, które postanowiliśmy jak najbardziej owocnie wykorzystać. Dość spontanicznie zdecydowaliśmy się na małą objazdówkę, której celem było odwiedzenie 4 miast w 3 krajach, w tym jednego, którego jeszcze nie mieliśmy okazji wcześniej zobaczyć. Instagramowicze z pewnością już odgadli, że dotarliśmy do Francji, Luksemburga oraz Niemiec.

Zapraszam Was na pierwszą relację z francuskiego miasteczka Colmar.
























Położone w regionie Alzacji miasto Colmar to malownicze miejsce z licznymi, kolorowymi i pięknie zrekonstruowanymi kamienicami. Od szwajcarskiej Bazylei oddalone jest ono o zaledwie 65 km. Droga na tym odcinku jest całkiem przyjemna i dobra jakościowo. Ominęły nas również opłaty za przejazd.

Po około 1,5 h drogi, wczesnym rankiem byliśmy już na miejscu. W niedalekiej odległości od centrum miasta znajduje się płatny parking na placu Scheurer Kestner. My jednak zostawiliśmy auto na oddalonym od niego o 50 m mniejszym parkingu (plac Haslinger), na którym byliśmy zwolnieni z opłaty parkingowej.




Już po wyjściu z samochodu odczuliśmy dotkliwe zimno i (co tu kryć) konieczność skorzystania z toalety. Tu pomocne okazały się mapki, które ściągnąć można bądź zamówić poprzez stronę internetową (LINK). Na jednej z nich widać plan miasta wraz z rozmieszczeniem publicznych toalet oraz informacją, czy są one płatne. W pewnych sytuacjach może to uratować życie ;) Warto również wspomnieć, że publiczne toalety we Francji są oparte na systemie, który dezynfekuje je po każdym użyciu, a na drzwiach jest podany maksymalny czas, podczas którego można znajdować się w środku.

W niedzielę, o tak wczesnej porze, niewiele osób wychodzi z domu. W dodatku, gdy na zewnątrz panuje paskudny ziąb. Niestety pogoda nie była wymarzona do zwiedzania. Całe szczęście byliśmy bardzo dobrze zabezpieczeni. Niech nie zdziwi Was zatem widok zimowych butów, ciepłych kurtek i czapek. W porównaniu ze szwajcarską jesienią ten wyjazd był niczym odwiedzenie Syberii.




Rozpoczynając zwiedzanie Colmar, trafiliśmy na malutki placyk, przez który przepływała rzeczka. Ciekawym budynkiem był z kolei punkt informacji turystycznej.




























Muzeum Unterlinden (Pod Lipami) zawiera zbiór sztuki regionalnej oraz sakralnej z epoki średniowiecza i renesansu. Obiekt, w którym się ono znajduje, to dawny Klasztor Dominikanów z XIII w.
























Okolica jest bardzo ładna. Widzimy ponownie przepływającą rzeczkę oraz dużo roślinności, która nie zdążyła jeszcze do końca udać się w sen zimowy.
























Kawałek dalej ujrzeliśmy już prześliczne, kolorowe zabudowania. Na ten widok w Colmar czekałam najbardziej. Stare Miasto składa się tu z licznych kamienic szeregowych, których sposób budowy bardzo mnie zaciekawił.



Drewniane belki trzymające całość w ryzach i nadające wrażenie, jakby budynki były krzywe (?). A może faktycznie trochę były? Do tego ta paleta kolorów, która nawet o tej porze roku, powodowała uśmiech na twarzy.
























W tym miejscu jednak pojawił się główny problem, z którym zmagać musiałam się przez cały wyjazd w każdym mieście. Jest to moje turystyczne przeklęcie! Wszędzie, gdzie się udam, zastają mnie miliony prac budowlanych, ustawionych w taki sposób, że nijak można je ominąć na zdjęciu... Przykład poniżej.
























Okropnie żałowałam, że dotarliśmy tam w niedzielę, gdyż niektóre miejsca były tego dnia zamknięte, a wystawy regionalnych sklepików tak kusiły swoimi produktami! Sami zobaczcie na te pyszności! Czekoladowe kasztany mnie zachwyciły.







Ciekawym budynkiem na naszej trasie był Kopfhaus, a ściślej mówiąc Hotel La Maison des Tetes. Swoją nazwę zawdzięcza on 106 głowom (niem. Kopf = głowa), które zdobią jego fasadę. Tu niestety kolejne rozczarowanie: cały dół budynku był zasłonięty z powodu prac renowacyjnych...
























Praktycznie naprzeciwko bardzo łatwo odnaleźć można Muzeum i wioskę Hansi. Wchodząc do budynku, na którego fasadzie widnieje napis Museé Hansi, przenosimy się do baśniowego świata. Ale zacznijmy od początku. Kim był właściwie Hansi, a właściwie Jean-Jacques Waltz, bo to właśnie jego przezwisko. Był on znanym rysownikiem, którego dzieła znajdują się właśnie w tym muzeum. Dodatkowo znajdziemy tam także historię jego życia, przedstawioną na przykładzie eksponatów.
























Tuż po przekroczeniu drzwi wejściowych naszym oczom ukazuje się taki widok:




























Po prawej stronie znajduje się herbaciarnia, a po lewej sklepik z alzackimi produktami i … większości osób, które nie znają nazwiska powyższego pana, polecam zatrzymać się w tym miejscu. Wstęp na pierwsze piętro, czyli do muzeum, to koszt 5 euro, co jest dość wygórowaną sumą za to, co znajdziemy powyżej. My jednak nie do końca świadomi postanowiliśmy tam zawitać.

Już od progu przywitały nas nagrania, które wraz z naszym przemieszczaniem się i przechodzeniem do kolejnych pomieszczeń, dostosowywały się i opowiadały historię życia rysownika. Ilość eksponatów jest dość uboga i w większości są to jedynie jego prace.
























W skrócie mężczyzna już od dziecka wykazywał talent malarski, ale w jego życiu poszło coś nie tak, został wygnany a następnie trafił do wiezienia. Tyle udało mi się zrozumieć, gdyż wszelkie podpisy były jedynie po francusku.

Z tarasu można rzucić okiem na wykonanie całej tej baśniowej otoczki, która zrobiła na mnie o wiele większe wrażenie niż muzealne eksponaty.
 
























Następnie wsiedliśmy do pociągu, którym Hansi udał się na zesłanie i szczerze mówiąc mieliśmy tak niezły ubaw, znajdując klucz i karteczkę z adresem. Do dziś nie wiem, czy może powinniśmy pójść za tym tropem i odkryć nieznany świat? A może po prostu komuś wypadło coś z kieszeni :P
























Symbolem Alzacji jest bocian, toteż w tym miejscu nie zabrakło jego wizerunku, stworzonego z drobnych kryształków.


Na koniec, siedząc w starej szkolnej ławie, obejrzeć można było film o Hansim (oczywiście po francusku), a na zakończenie wpisać się do pamiątkowej księgi gości.


O wiele ciekawsze rzeczy wypatrzyliśmy w sklepiku z pamiątkami. Przykładem są poniższe wina w opakowaniach, które przypominają colmarskie kamienice. My zdecydowaliśmy się na pamiątkowego bociana.































Po wyjściu z muzeum udaliśmy się na spacer wzdłuż uliczek.





Wyjazd do Francji nie może obyć się bez pysznego ciastka francuskiego z czekoladą.

























A odwiedziny Alzacji zawsze kończą się na wyszukiwaniu wszechobecnych bocianów.




























W samym centrum Colmar stoi okazała katedra (Saint Martin). Prezentuje ona gotycki styl. Na uwagę zasługuje portal główny. 





W tym miejscu po raz pierwszy natknęliśmy się na turystyczną grupę Azjatów, która zwiastowała pojawienie się w mieście dużych ilości wycieczek. Szczerze mówiąc, nie zdawałam sobie sprawę, że miasta, które odwiedziliśmy, są tak częstym celem podróżniczym.




Zwróćcie uwagę na gniazdo znajdujące się na dachu kościoła.




























Nawet tak zwykłe miejsca jak były posterunek policji są w Colmar warte uwagi.




Pfisterhaus to przykład budowli, która powstała w epoce średniowiecza, lecz wykazywała pierwsze elementy renesansowe, więc na swój sposób była ona awangardowa. 




Dwupiętrowy budynek z drewnianym tarasem i ośmiokątną wieżą zyskał wyjątkowe zdobienie ścian, na którym widnieją sceny biblijne oraz świeckie.



























Na tej ulicy znajdziemy kilka sklepików z pamiątkami, w których my kupiliśmy oczywiście pocztówki.


























Kilka ujęć wprost z ulicy.





































Najważniejszym w czasach średniowiecza miejscem w Colmar musiał być oczywiście Koifhus (niem. Kaufhaus = dom towarowy). Wtedy to miał on 2 funkcje: jego parter służył jako magazyn oraz jako miejsce wymiany produktów importowanych i eksportowanych. Na piętrze odbywały się spotkania deputowanych, przyjeżdżały tutaj również najważniejsze głowy Alzacji.


Fontanna o nazwie Schwendi stoi dokładnie naprzeciwko tego budynku. Przedstawia ona statuę z brązu autorstwa Augusta Bartholdiego.


Budynek sądu przykuł mój wzrok, dzięki swym pięknym kolorom.
























Bardzo prosty kościół św. Mateusza to kolejny zabytek położony przy ulicy Grand Rue.

























Były szpital zajmował bardzo okazały budynek, zbudowany w neoklasycystycznym stylu. Obecnie znajduje się w tym miejscu mediateka. Okolica to przyjemny ogródek z nowoczesnymi elementami.



Rzut okiem na dzielnicę rzemieślniczą, która jak widać nie została jeszcze odnowiona.


























Dochodząc do rzeczki i miejsca zwanego Małą Wenecją, znaleźliśmy się w hali, na typowym targowisku.


Malutka rzeczka i ciąg kolorowych kamienic przypomina włoskie widoki, dlatego Francja ma także swoją Wenecję.



































Możliwe jest także przepłyniecie się łódką wzdłuż rzeki. Nie jest co wprawdzie wenecka gondola, ale atrakcja (zwłaszcza latem) przyciąga sporo turystów.


Roesselmann był pierwszym bohaterem miasta i zyskał swój pomnik na placu 6 Montagnes Noires.



Odchodząc od naszego planu podróży, trafiliśmy do szkoły im. Bartholdiego. Przed jej wejściem stoi pomnik Adolpha Hirna, który był fizykiem, astronomem, matematykiem i filozofem.



 
Trudno nie zauważyć w Colmar budynku rządowego, który jest ogromny!



Kierując się przez park (Champ de Mars) obejrzeliśmy z każdej strony fontannę Bruat (nazwa pochodzi od nazwiska admirała).



























W tym miejscu znaleźć można zabytkową karuzelę, w której można również wypić herbatę.

Przechadzając się przez Colmar, warto jest spojrzeć w górę. Wszystkie tabliczki i szyldy są wspaniałym skokiem w przeszłość. Przy okazji stanowią świetne zetkniecie z nowoczesnością. Przykładem był stary szyld optyka zawieszony nad sklepem z okularami, gdzie na wystawie przedstawiony był najnowszy system szkieł kontaktowych.
 





























Ostatnim miejscem, do którego dotarliśmy było muzeum Bartholdiego. Wcześniej nie udało nam się go znaleźć, a trafiliśmy tam zupełnie przypadkiem w drodze powrotnej. Mieliśmy ochotę wejść do środka, ale odstraszyły nas kolejki przed bramą, dlatego szybko sfotografowałam jedynie statuę, stojącą przed budynkiem.





























Po mieście jeżdżą bardzo często pociągi turystyczne w różnych kolorach.

























Wyjeżdżając z Colmar i jadać w kierunku Nancy, znaleźliśmy się na drodze Route de Strasbourg, gdzie znajduje się Statua Wolności. Spytacie: Skąd wzięła się Statua Wolności we Francji? To proste. Colmar jest rodzinnym miastem projektanta amerykańskiej statuy.




Poniżej: mapka z opisywanymi miejscami:



Byliście w Colmar lub innym mieście w Alzacji? Co najbardziej zwróciło Waszą uwagę w tym regionie?

29 komentarzy:

  1. Chciałabym tak jeździć i zwiedzać, mam nadzieję że kiedyś też będę tak podróżować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie bajeczne domki! Zazdroszczę Ci takiej miłej wycieczki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow jak piękne, widać, że udana wycieczka! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Colmar już od dość dawna siedzi w mojej głowie, jednak nie wiem czemu chciałabym zobaczyć go wiosną. Te wszystkie kamienice są cudowne, i ta woda, i te szyldy, i makaroniki. Aż mi ślinka pociekła! Nie byłam nigdy w Alzacji, ale chętnie bym nadrobiła te zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi sie, ze wiosna bylaby idealnym czasem na odwiedzenie Colmar. Dodatkowo zima, w czasie targow swiatecznych rowniez jest pieknie :)

      Usuń
  5. Piękne zdjęcia i widoki :) Chciałabym być tak zorientowana i zwiedzić tyle w dwa dni :)

    OdpowiedzUsuń
  6. woo nieźle, zazdroszczę ;)

    Zapraszam:
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Francję! Prze Twoje piękne zdjęcia narobiłaś mi wielkiej ochoty na ponowne je odwiedzenie! :D
    pozdrawiam cieplutko i zapraszam również do mnie:)

    http://sylwiasylwiaa.blogspot.com/2016/10/jesienny-stroj-dnia-autumn-lookbook.html

    OdpowiedzUsuń
  8. jak zwykle zachwycasz zdjęciami :) i te ozdoby świąteczne jakie cudne ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie tam, jeśli kiedyś będę miała okazję to na pewno się tam wybiorę :)
    W ogóle to stwierdziłam, że opisujesz to wszystko jak rasowy przewodnik :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba bede musiala pomyslec nad zmiana sciezki kariery hehe ;)

      Usuń
  10. Zdjęcia są rewelacyjne :) Co za widoki! :) Strasznie Ci zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nazwa miasta była mi znana, ale żadne obrazki nie przychodziły mi na myśl, kiedy ją słyszałem. Jestem pod wrażeniem tego miasta, ciekawa architektura, z chęcią bym je odwiedził.

    OdpowiedzUsuń
  12. W Alzacji jeszcze nie byłam, ale Francję kocham całym sercem także kiedyś się trzeba tam wybrać ( i do Colmar także) . Te kolorowe domki są przecudowne <3 Byłam troszkę bardziej na południu (w Annecy) i też bardzo przepiękne miasto. Cała Francja jest piękna!

    http://xgetflowx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. I love your blog!
    Do you want to support each other's blog by following each other?:) Please let me know if you do so I can follow you right back x

    xoxo, Nastya

    MY BLOG NASTYA DEUTSCH
    INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  14. makaroniki! te ciasteczka są przepyszne!

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdy nie byłam we Francji i chyba czas to zmienić. Bardzo fajnie pokazane miasteczko, takie z klimatem i takie jak lubię :)pozdawiam...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...