sobota, 29 lipca 2017

Ballada o ślubnych przygotowaniach #6

W ostatnim ślubnym poście opowiedziałam Wam historię wyboru mojej sukni ślubnej. W tym samym poście planowałam zamieścić również opowieść o mojej fryzurze i makijażu, ale pewnie nikt nie doczytałby wtedy do końca. Zdecydowałam zatem rozdzielić ten wpis na dwie części.

Wydawałoby się, że wybór fryzury i makijażu to pestka przy wybraniu sukni ślubnej. Czy tak jednak jest? Jakie przygody spotkały mnie na tym etapie?

Zacznę może od września tamtego roku, kiedy to wybraliśmy się do znajomych na wesele. Przyjeżdżaliśmy dosłownie na chwilę i nie miałam czasu na wielkie przygotowania do tego wydarzenia, dlatego umówiłam się na szybkie podpięcie włosów u miejscowej fryzjerki. Mieścina, w której odbywał się ślub, była dość mała, tak więc nie powinno nikogo zdziwić, że w okolicy działał jeden salon fryzjerski. Pani właścicielka zajęła się moimi włosami i po pół godzinie wyszłam z efektem „Wow!”.






















Wiedząc już, że i mnie czeka niedługo TEN dzień, zaczynałam powoli rozmyślać nad jak najlepszym zorganizowaniem. Ta fryzurka tak bardzo mi się spodobała, że koniecznie chciałam, by owa pani zjawiła się w Mierzęcinie i uczesała mnie na mój własny ślub. Niestety ze względów logistycznych nie było to możliwe. Obie miejscowości dzieliło ponad 75 km, a pani fryzjerka nie mogła pozwolić sobie na zamknięcie swojego salonu na cały dzień. Z bólem serca zrozumiałam to wytłumaczenie i rozpoczęłam poszukiwania przypadkowego fryzjera.

Jednym z najgorszych minusów organizacji ślubu zza granicy jest właśnie niemożliwość sprawdzenia wszystkiego na własnej skórze oraz fakt, że nie miałam żadnych sprawdzonych typów. Będąc na miejscu pewnie pochodziłabym po fryzjerach, sprawdziła ich możliwości i wybrała najlepszego. Niestety internetowe poszukiwania wypadają dość słabo. Pomimo tego, że obecnie praktycznie każda firma ma swój fanpage czy stronę internetową, wśród fryzjerów z mojej okolicy nie jest to najwidoczniej praktykowane. Szkoda, ponieważ widząc efekty czyjeś pracy, byłoby mi łatwiej podjąć jakąkolwiek decyzję. Jak zatem szukałam fryzjera na tak ważne wydarzenie jak ślub? Losowo, po nazwisku, które wydało mi się przyjemne.


Poszukiwania rozpoczęłam od mojego rodzinnego miasta, które jest największym miastem w regionie, a salony fryzjerskie znajdują się na każdym rogu, więc myślałam, że łatwiej będzie mi znaleźć kogoś, kto przystanie na moją propozycję. Jednak pokonanie 50-cio kilometrowej drogi do miejsca uroczystości, by uczesać mnie na miejscu okazało się być dla wszystkich awykonalne. W dniu ślubu „nie wychodziłam z domu”. W Mierzęcinie byliśmy już dzień wcześniej, by wszystkiego dopilnować, więc stratą czasu byłoby dla mnie jeżdżenie przez całe przedpołudnie od drzwi do drzwi, gdzie mój stres narósłby wtedy do granic wytrzymałości. Tym bardziej, że byliśmy umówieni z fotografem i kamerzystą na reportaż z przygotowań, więc panowie musieliby za nami wszędzie jeździć, co nie miało najmniejszego sensu i trwało by pewnie zdecydowanie zbyt długo. To wszystko spowodowało, że jedyną najlepszą dla wszystkich opcją było sprowadzenie podwykonawców na miejsce.

W taki sposób rozpoczął się prawdziwy maraton wiszenia na telefonie. Ja – zza granicy, moja mama – w Polsce. Obie obdzwaniałyśmy wszystkie fryzjerki w mieście i praktycznie zawsze słyszałyśmy tę samą odpowiedź: „Nie dojeżdżamy”. Musiałam zawęzić kręgi poszukiwań i znaleźć kogoś, kto będzie bliżej Pałacu i nie miał z tym problemu. Zaczęłam szukać fryzjerów w małych okolicznych mieścinach, co było jeszcze trudniejsze. Próby skontaktowania trwały często kilka dni. Moje nerwy sięgały zenitu, gdy po raz setny słyszałam tekst: „Nie dojeżdżamy”. Salon oddalony jest jedynie 5 minut od tego miejsca! Na dobrą sprawę, nie trzeba dojechać tam, a dojść... Niestety żadne argumenty nie przekonywały pań, z którymi się kontaktowałam. Jedna powiedziała, że w sobotę to ona ma wolne i kropka. Inna była już bliska zgodzenia się, lecz gdy okazało się, że chcę umówić się także na fryzurę próbną, odpowiedziała: „No co Pani! Ja robię raz a dobrze”. Tym razem to ja podziękowałam. W czasie całych poszukiwań zastanawiałam się, czy w Polsce aż tak polepszyła się sytuacja materialna (również ta w małych miasteczkach), że można łatwą ręką odmówić przyjęcia potrójnej zapłaty za wykonaną usługę?



Byłam w totalnej kropce. Wiedziałam, że sama nie zrobię sobie fryzury, bo jestem totalnym beztalenciem w tej dziedzinie. Żaden z moich gości również nie wykonywał takich zajęć, nawet amatorsko. Z pomocą przyszedł mi Pałac Mierzęcin, który podrzucił mi numer do fryzjerki „na telefon”. Jej nazwisko nie pojawiło mi się na żadnej z przeglądanych stron, więc postanowiłam spróbować. O dziwo, udało się! Pani Ania nie miała problemu z dojazdem ani wykonaniem fryzury próbnej. Ba! Nawet umówiłyśmy się na wykonanie fryzury kilku gościom. 

Problem w tym, że ja nadal nie miałam pojęcia, co właściwie chce mieć na głowie. Miałam nie za długie włosy i skomplikowane upięcia nie wchodziły w grę. Poza tym w głowie miałam ciągle moją fryzurę z poprzedniego ślubu, na którym byłam. Dwa miesiące przed ślubem umówiliśmy się na próbną fryzurę, w domu fryzjerki. Domowa, swojska atmosfera. Poczuliśmy się, jak gdybyśmy byli gośćmi, a nie klientami. Zostałam posadzona na krzesło, a pani Ania krzątała się wokół mojej głowy, tworząc trzy różne wersje fryzur (inspirowane poniekąd pokazaną fryzurą z wesela znajomych). Wśród nich wybrałam tę ostateczną i umówiłyśmy się na konkretną godzinę w dniu uroczystości. Takim sposobem znalazłam moją dojezdną fryzjerkę. Byłam uratowana!


Jeśli chodzi o makijaż, to miałam bardzo mieszane uczucia. Początkowo byłam przekonana, że zlecę jego wykonanie komuś, kto się na tym zna. Niestety pierwsze próby wykonania make-upu przez kogoś innego nie wyszły najlepiej. Nie czułam się w tym sobą, a na widok zaproponowanej mi ilości „tapety” mój ukochany błagał mnie, bym nie pokazała się tak na ślubie. Kolejny raz nie wiedziała, co zrobić. Dużo osób przekonywało mnie, bym zajęła się tym sama i tak, jak lubię. Posiadałam kosmetyki, które wiedziałam, że przetrwają na mojej twarzy całą noc, dlatego postanowiłam spróbować. Kilka tygodni przed ślubem zaczęłam wypróbowywać połączenia kolorystyczne, by stworzyć efekt, który mnie zadowoli. W makijażu postanowiłam zawrzeć fiolet, który pojawiał się również w dekoracji ślubnej. Efekt końcowy możecie zobaczyć na zdjęciach.



Zarówno z fryzury, jak i z makijażu byłam zadowolona. Na ślubie zgarnęłam miliony komplementów, mówiących, że wyglądam piękne (na co nie wiedziałam, szczerze mówiąc jak reagować – kompletnie nie umiem przyjmować komplementów). Cieszę się, że wszystko skończyło się dobrze. Nawet jeśli musiałam najeść się tyle strachu i nerwów!

A czy Wy mieliście problem ze znalezieniem fryzjerki i makijażystki? A może zdecydowałyście się wykonać wszystko same?

24 komentarze:

  1. Ja mieszkając w malym mieście,mialam prościej.poszlam do salonu gdzie od razu procz fryzjerki byla kosmetyczka. Mialam wlosy tylko do ramion i balam sie co mozna z tak krótkich zrobic ale wyszlo ladnie. Gdy ja brałam slub-makijaż panien młodych byl bardzo naturalny wrecz blady a ja chcialam szaro-srebrne smokey.bardzo nietypowo. W domu cala rodzina i ja stwierdziliśmy, ze sama umalowałabym sie tak samo jak kosmetyczka i obecnie mysle ze wydawanie kasy na makijaż byl strata kasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem tak jest, ze specjalista nie podola...

      Usuń
  2. tematy ślubne to dla mnie zupełna abstrakcja, ale w kwestii fryzury mogę rzec, że zawsze mam z tym problem - moje włosy są wybitnie niepodatne na układanie, nie mogę ich upinać, nie chcą się kręcić. cóż, na ważne okazje zwykle zostaje mi więc ich wyprostowanie, które widać do pierwszej chwili wilgoci w powietrzu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobnie, ale cale szczescie dalo rade cos z nimi zrobic :)

      Usuń
  3. Miałaś przepiękną fryzurkę. <3 Zdolna ta pani Ania. :) Ale piękny bukiet. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie brałam ślubu i na razie nie planuję, ale na pewno ciężko byłoby mi znaleźć i wizażystkę, i makijażystkę. Jestem wymagająca, mam określoną wizję i pewnie ciężko byłoby jej sprostać :P rzeczywiście pięknie wyglądałaś, wcale mnie nie dziwi ten ogrom komplementów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba najtrudniej sprostac oczekiwaniom kogos, kto ma juz w glowie konkretna wizje. Dziekuje ;)

      Usuń
  5. Podziwiam za odwagę wykonania makijażu samodzielnie. Brawa! ;) Taką samą decyzję podjęłam kilka lat temu przed moją studniówką, a w ostatniej chwili zestresowana pobiegłam do wizażystki;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja i tak duzego wyboru nie mialam, wiec poszlam na zywiol :P

      Usuń
  6. Piękna panna młoda 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna panna młoda 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękna panna młoda 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale pięknie wyglądałaś!

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie wyglądałaś! Nie wiedziałam, że tak ciężko znaleźć mobilną fryzjerke.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej okolicy niestety tak. Dziekuje :)

      Usuń
  11. Faktycznie miałaś nie lada problem z tą fryzjerką dobrze, że w końcu udało się zbaleźć a fryzura wyglądała świetnie :)
    Ja miałam panią fryzjerkę i makijarzystkę w jednym, poleconą przez salon sukien ślubnych i byłam bardzo zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...