niedziela, 19 lutego 2017

Relacja z Polski - Mroźny urlop

W końcu mogę oficjalnie przywitać się z Wami po 2-tygodniowej przerwie. Myślę, że nie dostrzegliście mojej nieobecności, gdyż posty pojawiały się systematycznie, jednak ja nie zajrzałam przez ten okres do Bloggera. Był to dla mnie czas odpoczynku od internetu. Na urlop nie zabrałam laptopa, a aktywna byłam jedynie na Instagramie, gdzie w miarę możliwości dodawałam zdjęcia z tego, co się u mnie dzieje. Był to mój ostatni przyjazd do Polski przed ślubem, dlatego możecie się domyślać, jak wiele spraw miałam na głowie, ale nie uprzedzajmy faktów.

Zapraszam Was na relację z pobytu w Polsce.

-> Z powodu tego, że w sobotę przed naszym wyjazdem musiałam jeszcze iść do pracy, zdecydowaliśmy się na wyjazd w niedzielny poranek. Nasz plan przesunął się nieco w czasie i ostatecznie wstaliśmy o godzinie 3.00, a o 4 nad ranem siedzieliśmy już w aucie gotowi do drogi. Naszym celem był Berlin, w którym jeszcze nie byliśmy, mimo że znajduje się w niedalekiej odległości od mojego rodzinnego miasta. Droga przebiegła nam całkiem szybko i bezproblemowo. Tuż przed wyjazdem zakupiliśmy nową nawigację, która okazała się być strzałem w 10! Funkcje, jakie posiada, bardzo ułatwiły nam naszą podróż.



















-> Berlin przywitał nas bardzo mroźnym powietrzem i nisko unoszącą się nad ziemią mgłą. Żałowaliśmy nawet, że opuściliśmy Szwajcarię, w której od kilku dni było słonecznie i powiewał wiosenny wiaterek. Mieliśmy oczywiście plan na zwiedzanie miasta, jednak po raz pierwszy zdarzyło się tak, że w zasadzie się nim nie posługiwaliśmy. Było na tyle zimno, że nie chciało nam się wyciągać ani mapy, ani aparatu. Będąc w domu okazało się, że z Berlina przywiozłam zaledwie 200 zdjęć. Jakie są moje wrażenia z tego miasta? Szczerze mówiąc, nie najlepsze. Zdecydowanie nie polecam jechać tam o tej porze roku ani w ciągu najbliższych kilku lat, gdyż całe miasto jest jednym wielkim placem budowy, ale o tym opowiem Wam w osobnej relacji z Berlina.













Cały wyjazd do Polski był zorganizowany w najmniejszym szczególe. Mieliśmy mnóstwo spotkań, pomiędzy którymi było czasem jedynie pół godziny różnicy, w ciągu których musieliśmy się wyrobić chociażby ze zjedzeniem obiadu. Tak jak wspominałam, był to ostatni wyjazd przed Naszym Wielkim Dniem, dlatego cały pobyt był zorganizowany właśnie pod tym kątem. Musieliśmy dopiąć na ostatni guzik wiele spraw, w tym przede wszystkim te, które ciężko było nam załatwić drogą mailową – często było to niestety zupełnie nierealne.

-> Zatrzymaliśmy się w hotelu, w którym rano okazało się, że zamarzła woda w rurach i nie wiadomo, kiedy się pojawi. Piękny początek wyjazdu. Już pierwszego dnia w godzinach porannych rozpoczynaliśmy ciąg spotkań poza miastem, a tu klops. Nie było nawet możliwości szybkiego przemycia twarzy. Całe szczęście sytuacja rozwiązała się w ciągu 45 minut i ostatecznie dotarliśmy tylko lekko spóźnieni, ale przynajmniej wyglądaliśmy jak ludzie. Najważniejszą sprawą tego dnia było załatwienie wszelkich formalności w Urzędzie, co jak się później okazało było (o dziwo!) najłatwiejszym z przygotowań. Tego dnia byłam umówiona do fryzjerki na wybranie próbnej fryzury ślubnej. Chciałam również oddać aparat do naprawy, który jakiś czas temu spadł z komody. Okazało się niestety, że naprawa jest bardzo kosztowna, a sprzęt za niedługo można będzie wyrzucić do śmieci... Na poprawienie humoru po tak nieprzyjemnej wiadomości musiałam zrelaksować się u kosmetyczki.


-> Drugi dzień pobytu w Polsce zapowiadał się równie intensywnie. Wraz z narzeczonym oraz pomocnicą w osobie mojej siostry dokończyliśmy wypisywanie zaproszeń, które całe szczęście dotarły do nas w odpowiednim czasie. Powoli umawialiśmy się z naszymi gośćmi weselnymi, by moc wręczyć im osobiście zaproszenia i poinformować o najważniejszych kwestiach związanych z naszym ślubem. 


Tego dnia musieliśmy również krążyć poza miastem, załatwić sprawy w Urzędach i wybrać się do najpiękniejszego miejsca w naszej okolicy, czyli Pałacyku Mierzęcin. Mogę Wam zdradzić, że ta magiczna okolica, w której pomiędzy mną a moim ukochanym zaiskrzyło, będzie miejscem, w którym padnie nasze sakramentalne TAK. Poza umówionym spotkaniem, dotyczącym spraw organizacyjno-dekoracyjnych, zostaliśmy również zaproszeni w celu poznania kucharza oraz jego propozycji obiadu na naszym weselu. 










-> Ten wyjazd do Polski zapamiętam głównie w kontekście jazdy w samochodzie. Poruszając się tym środkiem transportu, przejechaliśmy łącznie ponad 38 godzin! Kolejny dzień spędziliśmy w dużej mierze właśnie w samochodzie. Musieliśmy dostać się do Poznania, gdzie czekała na mnie uszyta suknia ślubna. Wraz z mamą i siostrą wybrałam się zatem do jednego z salonów sukni ślubnych. Niestety sukienka nie była na ten dzień wykończona. Okazało się, że musi zostać jeszcze skrócona i przerobiona w jednym miejscu, co zmusiło nas w późniejszym czasie do ponownego przyjazdu. Korzystając z chwili wolnego pomiędzy spotkaniami, wybraliśmy się jeszcze do Starego Browaru, gdzie podziwialiśmy czekoladową kolejkę, a następnie udaliśmy się na spotkanie z naszym kamerzystą, który okazał się być profesjonalistą w każdym calu. Po powrocie czekała nas jedna z wielu wizyt u znajomych.













-> Tuż przed naszym przyjazdem moja siostra obchodziła urodziny. Ze względu na nas przesunęła jednak świętowanie, żebyśmy byli również obecni. Ze względu na bardzo zajęte pierwsze dni pobytu prezentu dla niej szukałam na ostatnią chwilę. Całe szczęście znalazłam to, co chciałam i siostra otrzymała aparat, który mam nadzieję, będzie jej dobrze służył. Biorąc pod uwagę ceny mało istotnych ślubnych akcesoriów (typu winietki), postanowiłam trochę na tym zaoszczędzić i sama zająć się przygotowaniem kilku z nich, dlatego też jeździliśmy od sklepu do sklepu w poszukiwaniu materiałów, które będą przydatne podczas ich tworzenia. Podczas całego pobytu udało nam się skompletować wszystko, co jest nam niezbędne. Przy okazji zrobiłam również zakupy kosmetyczne, by nie zawracać sobie tym później głowy. Na ten dzień ustaliłam sobie również wszystkie wizyty u lekarzy. Jedną z nich była wizyta u dermatologa, która dość znacząco wpłynie na moje życie. Zdecydowałam się na leczenie trądziku, które będzie wymagać ode mnie poświęcenia i przeorganizowania życia codziennego, ale mam nadzieję, że przyniesie to pozytywne efekty.



-> Kolejny dzień w Polsce wiązał się ze zrobieniem wszelkich niezbędnych zakupów, których lista była naprawdę spora. Zebraliśmy również wszystkie zaproszenia, które musieliśmy wysłać pocztą oraz przedmioty, które udało nam się sprzedać i … w ten sposób straciliśmy ponad godzinę życia na poczcie. Kolejne 45 minut staliśmy w kolejce do banku, co swoją drogą było dla mnie okropnym absurdem (Przy okienkach siedziało 8 pań, a otwarte było tylko jedno). Całe popołudnie aż do późnych godzin nocnych spędziliśmy na rozwożeniu zaproszeń – jeśli ta część przygotowań jeszcze przed Wami, to zarezerwujcie sobie na nią dużo czasu :P Późnym wieczorem wybraliśmy się jeszcze ze znajomymi do pizzerii i na bilard.

PS. Nie mogłam się już powstrzymać i otworzyłam przysłane od Wedla pudełko z pralinami!













-> Weekend w Polsce był nieco mniej zajęty. W dalszym ciągu nie rozwieźliśmy jeszcze nawet połowy zaproszeń, więc większość spotkań z rodziną i znajomymi zorganizowaliśmy właśnie w jedyny weekend, spędzony w Polsce. Udało nam się również załatwić sprawy związane z transportem naszych gości na miejsce uroczystości oraz tortem weselnym. W weekend byliśmy także umówieni na naukę pierwszego tańca. Co prawda uczymy się go już kilka dobrych miesięcy, jednak chcieliśmy by znajomi, którzy prowadzą szkołę tańca przyjrzeli się temu życzliwym okiem fachowca (buty ślubne zostały zdarte na tyle, że musiałam kupić drugą parę :P).


->Drugi tydzień rozpoczął się od kolejnego wyjazdu. W mojej okolicy kończyły się akurat ferie szkolne i urlopy, które wzięła rodzina na czas naszego przyjazdu. Musieliśmy sami zorganizować sobie czas. Byłoby całkiem nudno, gdyby nie nieskończona na czas suknia, która zmusiła nas do ponownego wyjazdu do Poznania. Mając cały wolny dzień, wybraliśmy się jeszcze do centrum handlowego Posnania, w którym zrobiliśmy drobne zakupy i zjedliśmy obiad. Tym razem suknia była gotowa do odebrania, a wraz z życzeniami dostałam jeszcze od salonu drobny upominek. 













-> Wykorzystując ostatnie chwile naszego pobytu w moim rodzinnym mieście, spędziłam trochę czasu z najbliższą rodziną. Popołudniu wyruszaliśmy znowu w drogę! Tym razem celem był Wrocław, rodzinne miasto mojego ukochanego, gdzie również musieliśmy zostawić zaproszenia. Jak na złość w momencie gdy wyjeżdżaliśmy z miasta, pogoda poprawiła się i żegnało nas piękne słońce.



Początkowo mieliśmy w planach kilkudniowy pobyt i zwiedzanie miasta, a także zajrzenie za kulisy wrocławskiego zoo, jednak los ma często zupełnie inne plany na nasze życie. Okazało się, że musimy wcześniej zakończyć urlop i wracać do Szwajcarii, dlatego tym razem nie zdążyliśmy niczego zwiedzić. Przyszły szwagier zabrał nas jedynie do Pierogarnii Stary Młyn, gdzie odbyliśmy prawdziwą ucztę.













-> Prosto z Wrocławia udaliśmy się do Zgorzelca, miasta położonego tuż przy granicy z Niemcami. Postanowiliśmy tam chwilę odpocząć i przespać się. Udało nam się zarezerwować pokój w bardzo przytulnym hoteliku, gdzie pierwszy raz zdarzyło nam się dostać śniadanie do łóżka, a nie w formie otwartego bufetu. Przemiłe, starsze panie z obsługi pozostaną w naszej pamięci i gdy tylko będziemy mieć okazję, odwiedzimy to miejsce ponownie.













Hotelik znajdował się przy rzece, a po drugiej stronie widać było już Niemcy. Cała okolica i architektura wydała mi się być bardzo malownicza i aż żałuję, że nie mogliśmy zostać tam dłużej. W tym mieście zrobiliśmy jeszcze zakupy spożywcze, głównie produktów, których nie dostaniemy w Szwajcarii. Muszę przyznać, że ogrom supermarketów i galerii handlowych jak na jedno miasto był imponujący.














W drodze powrotnej dało o sobie znać zmęczenie. Dopiero wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że nie było takiej nocy, w ciągu której przespalibyśmy 8 godzin. Zazwyczaj spaliśmy pomiędzy 4 a 6 h, więc niech nikt nawet nie pyta, czy wypoczęliśmy podczas urlopu! W drodze do Szwajcarii towarzyszyło nam oślepiające słońce, a by nie zasnąć rozmawialiśmy, poruszając różne, często bezsensowne kwestie czy śpiewając na głos (dobrze, że jechaliśmy sami!).

Zbliżając się do szwajcarskiej granicy, zawsze towarzyszy mi pewien niepokój. Jest to zupełnie nieuzasadnione, gdyż nigdy nie przewozimy niczego ponad limit, ale mimo to obawiam się kontroli. Ten wyjazd był inny. Do ostatniej chwili nie miałam tego okropnego uczucia. I co? Pierwszy raz odbyliśmy szczegółową kontrolę na granicy. Pan strażnik był nieugięty i łapał nas za każde słowo. Przeglądał zawartość naszych toreb i walizki, wyciągając moje majtki na oczach przejeżdżających kierowców. Domagał się przedstawienia rachunków za poszczególne zakupy, sprawdzał kurs złotego do franka itp. W ten sposób zostaliśmy opóźnieni o dodatkową godzinę, stojąc przy minusowych temperaturach na zewnątrz auta bez kurtek. Po tym czasie zostaliśmy przepuszczeni przez granicę, a ja już rozumiem przed czym odczuwałam taki niepokój. Na koniec mój ukochany wyznał mi, że w jednej z walizek ukryty jest prezent dla mnie i gdyby pan strażnik raczył go znaleźć wartość przewożonych przez nas rzeczy drastycznie by wzrosła i pewnie musielibyśmy słono dopłacić. Okazało się, że żyję z przemytnikiem, ale za to jakim kochanym ;)


Każdy wyjazd do Polski jest na swój sposób inny i ciekawy. Ten będę wspominać przede wszystkim ze względu na możliwość zobaczenia się że wszystkimi znajomymi, którzy porzucili swoje obowiązki, a często też przyjechali z innych miast, by się z nami zobaczyć! Pomimo braku wolnego czasu cieszę się, że zdołaliśmy załatwić wszystko, co sobie założyliśmy. Zawsze z sentymentem powracam do ojczyzny i ludzi, którzy nadal tam mieszkają, ale po każdym powrocie do Szwajcarii otwieram drzwi od mieszkania z myślą: „Nareszcie w domu!”.

I tak minął nam kolejny pobyt w Polsce, który był pełen sprzecznych emocji! Kolejny już niebawem, a wraz z nim jedno z piękniejszych i najbardziej stresujących wydarzeń w życiu!



17 komentarzy:

  1. Fajny post! :D Najlepszego dla siostry :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapewne to piękny czas przed Tobą. Wkrótce o zmęczeniu nie będziecie pamiętać. Wszelkiej pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale intensywny wyjazd mieliście. :) A ten strażnik okropnie upierdliwy.;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo intensywny urlop mieliście, ale dobrze że udało się Wam wszystko załatwić :)
    Ta kontrola to faktycznie straszna sprawa. Nie życzę takich więcej :)
    Pozdrawiam serdecznie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Strasznie męczący ten urlop - aż ja poczułem zmęczenie. Ale cieszę się, że się Wam udało i wszystko załatwiliście, oprócz tego zwiedzania. A sytuacja na granicy zestresowałaby każdego. Oj, nie lubię takich momentów. Zdjęcia piękne, no i nie mogłem nie zwrócić uwagi na absolutnie obłędnie zaproszenia! :) Mogę wiedzieć, jaka firma Wam je robiła? Są świetne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaproszenia zostały wykonane przez Smart Solutions :)

      Usuń
  6. Jakoś nie mam zupełnie szału ślubnego i jestem szczęśliwa, że nie daliśmy się namowom jednej części rodziny, żeby zamiast przyjęcia robić wesele. Chyba bym oszalała :) A teraz tylko pomyśl, jak jeszcze niedawno ludzie nie mieli swojego samochodu i dopiero wtedy musieli kombinować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale my tez nie robimy typowego wesela, tyko przyjecie. My akurat robimy wszystko poza miastem, stad ciagle jazdy w te i spowrotem.

      Usuń
  7. Przecudne te zaproszenia! Inne, nietypowe. takie wlasnie lubię! Masz świetny gust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcialam niczego zwyczajnego, dlatego wybor padl na te slicznosci :)

      Usuń
  8. Stary Młyn to najlepsze pierogi <3 W wakacje chciałabym pojechać do Berlina i mam nadzieję, że będzie tam spokojniej niż w zeszłe, bo z powodu tych wszystkich zamieszek zrezygnowałam z wyjazdu. Posnania to moje ulubione centrum handlowe w Poznaniu, Stary Browar mnie nie przekonuje, strasznie niewygodnie się tam chodzi, lecz jeśli chodzi o sam budynek to piękny ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. piękne zaproszenia, mam nadzieje, że wszystko pójdzie po Twojej myśli :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Co za pech z tymi rurami! Ech, miałam podobną nieprzyjemną przygodę jeśli chodzi o sprzęt i naprawę... Padł mi telefon, po prostu się wyłączył i tyle. Nawet format nie chciał się uruchomić, poszłam więc do serwisu, żeby się dowiedzieć, iż nie ma możliwości naprawy. W dodatku, nie udało mi się zrelaksować po tej wiadomości tak, jak Tobie :D. Wybrałam się na ciuchowe zakupy i nic nie wygrzebałam dla siebie :D.

    OdpowiedzUsuń
  11. kochana super wpis ! pełen emocji ! miałaś przygody :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Takie intensywne wyjazdy pamięta się najlepiej, przynajmniej ja tak mam ;)
    Aparat dla siostry, super pomysł!
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...