czwartek, 3 sierpnia 2017

Projekt Denko - lipiec 2017

Od dobrych kilku tygodni w mojej pielęgnacji opieram się głównie na tych samych produktach. Nic nowego nie przybywa, mało ubywa. Dzisiejszy post z serii Denko nie zawiera dużej ilości produktów, co nawet mnie cieszy. Jest to bowiem oznaką ponadprzeciętnej wydajności kosmetyków, których używam, a że jestem z nich zadowolona, nie chciałabym się z nimi przedwcześnie rozstać. Lipiec mogę uznać miesiącem maseczek, po które sięgałam (jak na mnie) bardzo często. Maski w saszetkach znajdziecie oczywiście w tym wpisie, natomiast na opinie o produktach tego typu w większych opakowaniach będziecie musieli jeszcze odrobinę poczekać.

Jeśli jesteście ciekawe, jakie produkty zużyłam w tym miesiącu, zapraszam na ich przegląd!




Legenda:
Kolor zielony – Kupię ponownie!
Kolor pomarańczowy – Zastanowię się nad kupnem / Kupię w innej wersji zapachowej
Kolor czerwony – Zdecydowanie nie kupię!

1) Szampon nawilżający Alterra Bio-owoc granatu i bio-aloes

Na początek zajmiemy się nieco kontrowersyjnym produktem, jakim jest szampon Alterry. Dlaczego nazywam go kontrowersyjnym? Ponieważ wiem, jak wielu wielbicieli mają te kosmetyki, a ja niestety nie wyrobiłam sobie dobrego zdania o tym maluchu. Nie bez przyczyny nazywam go maluchem, gdyż starczył mi on na tydzień. Nie wiem, jakie zapasy musiałabym robić, chcąc używać go na okrągło... Problem w tym, że nie chciałabym już w ogóle do niego powracać! Niby nie był zły, ale moje włosy wyglądały po jego użyciu bardzo, bardzo słabo. Puszyły się, były sianowate i nie chciały się układać. No i co z tego, że skład nie najgorszy (a wszyscy są przecież obecnie mistrzami w wyborze kosmetyków tylko i wyłącznie naturalnych), zapach całkiem znośny, gdy wydajność i działanie leży i błaga o kolejną szansę. U mnie niestety jej nie będzie. Na pewno nie kupię już szamponu tej marki. W całości nie skreślam jednak Alterry, bo mam np. ich olejek do twarzy i jest bardzo przyjemny.

Produkt nie zawiera silikonów, sztucznych barwników, substancji zapachowych, konserwantów, parafiny i substancji ropopochodnych.



2) Szampon przeciwłupieżowy Garnier Fructis Citrus Detox

W dzisiejszym poście postanowiłam nieco odnieść się do produktu Garniera, który pojawił się niedawno w nowych opakowaniach. Odnoszę wrażenie, że Citrus Detox jak i cała seria Fructis jest bardzo specyficzna. Dla niektórych jest ona ostatnim ratunkiem przy problematycznej skórze głowy, a dla innych totalnym niewypałem. Praktycznie nie spotkałam się z pośrednimi reakcjami. Ja zaliczam się zdecydowanie do pierwszej grupy. U mnie Citrus Detox sprawdza się najlepiej ze wszystkich szamponów Garniera. Moja skóra głowy jest po nim idealnie oczyszczona. Pomaga również pozbyć się łupieżu i zapobiega jego nawrotom. I nareszcie moja odpowiedź na wątpliwości niektórych z Was: wraz z nowym opakowaniem zmienił się lekko skład. Dla mnie nie ma to najmniejszej różnicy, gdyż działa on na moich włosach identycznie jak wcześniejsza wersja. Może jednak osoby, które wcześniej nie były z niego zadowolone, zmienią zdanie wraz z udoskonalonym składem? Ja do cytrusowej wersji zapachowej wracam z przyjemnością.

Produkt nie zawiera parabenów.



3) Serum na suche i zniszczone końcówki Avon Advance Techniques

Ten produkt zużywałam długo, gdyż nie mam i nigdy nie miałam problemu z końcówkami. Są one w dobrym stanie niezależnie od długości włosów, co niesamowicie mnie cieszy. W ramach profilaktyki co jakiś czas nakładałam na nie właśnie to serum, które dostałam kiedyś w prezencie. Nie robiło ono niczego złego, ale bez niego moje włosy również miały się dobrze. Nie zdecyduję się ponownie na ten produkt nie dlatego, że jest on zły, tylko dlatego, że tego typu kosmetyk nie jest mi potrzebny.



4) Żel pod prysznic Balea Family Duschgel Frische Energie

Jak na żel familijny przystało używałam tego produktu wraz z mężem i 500-mililitrowa butelka starczyła nam dokładnie na miesiąc. Przy śmiesznej wręcz cenie (0,75 euro) jest to wynik zadowalający. Ten kosmetyk miał typową konsystencję żelu, dobrze rozprowadzał się na skórze, przyjemnie się pienił i (mnie osobiście) nie wysuszał. Na plus – jak zawsze w przypadku żeli Balea – ocenić można świeży zapach pomarańczy, grejpfruta, porzeczki i marakui (z czego najbardziej wyczuwalna była pomarańcza). Odkąd przekonałam się do żeli Balea, zdecydowanie częściej pojawiają się one w naszej łazience.



5) Masło do ciała The Body Shop Smoky Poppy

W tym zestawieniu znajdziecie aż dwa masła TBS. Jeśli jesteście ze mną od dłuższego czasu, powinniście wiedzieć, że bardzo je lubię i chętnie poluję na nie na promocjach. Jedną z moich ulubionych serii jest właśnie Smoky Poppy, która charakteryzuje się bardzo intensywnym i nieco ciężkim zapachem. Zdecydowanie preferuję ją, gdy jest nieco zimniej, a jako że ostatnie dni przypominały październikową aurę, nabrałam ochoty, by jej używać. Głęboko nawilżające masło miało nieco tłustą konsystencję i zdecydowanie lepiej nadawało się do wieczornej pielęgnacji. Jego zapach utrzymywał się na ciele nawet następnego dnia. W zapasach mam jeszcze balsam z tej serii, po którego z pewnością sięgnę jesienią.



6) Masło do ciała The Body Shop Glazed Apple

Drugim i zdecydowanie mniejszym masełkiem tej samej marki, jakie zużyłam, była seria o intensywnie jabłkowym zapachu. Produkt był bardzo podobny pod względem działania i konsystencji do poprzedniego. Ponownie muszę zaznaczyć, że był tłusty i zostawiał powłokę na ciele, przez co jedynym i najlepszym rozwiązaniem było używanie go na noc. Kosmetyk pochodzi z limitowanej wersji świątecznej, więc nie wiem, czy jeszcze go dostanę.



7) Antyperspirant w sprayu Fa Floral Protect

Niestety antyperspirant Fa absolutnie mnie nie zachwycił. Po raz pierwszy miałam styczność z produktem tego typu owej marki. O ile lubię ich mydła i żele pod prysznic, to już dezodoranty to jakiś niewypał. Zapach orchidei i fiołka brzmi nieźle, ale w praktyce wypadł bardzo średnio. Spray ma dawać 48 h ochronę (zawsze śmieszą mnie te napisy!), a w rzeczywistości po 10 minutach trzeba było aplikować go ponownie. Zupełnie nie zabezpieczał przez potem czy nieprzyjemnym zapachem. Pozostawiał na ubraniach plamy. Zużyłam go, nosząc w torebce do pracy, ale już więcej nie sięgnę po tę markę.



8) Peeling myjący Joanna Body Naturia z truskawką

Kolejny peeling Joanny, który posiadałam w zapasach. Miałam dość sporą ich ilość, każdy o innym zapachu. Truskawka wypadła w tym zestawieniu bardzo przyjemnie (choć nie mogę być w tym przypadku obiektywna – uwielbiam zapach truskawek!). Dla niewymagającego ciała, jakie całe szczęście posiadam, ten rodzaj peelingu jest wystarczający, by cieszyć się gładką skórą. Z tego też powodu będę powracać do Joanny.



9) Aktywny krem eliminujący niedoskonałości Iwostin Purritin

Moim pierwszym doświadczeniem z marką Iwostin był zestaw: żel do mycia twarzy i ten krem. Żel zużyłam oczywiście wcześniej i pojawił się on już we wcześniejszym Denku. Oba kosmetyki używałam jednocześnie i jako duet sprawdziły się rewelacyjnie. Jest to zdecydowanie odkrycie ostatnich tygodni. Jeśli chodzi o sam krem, to faktycznie widziałam ogromną poprawę kondycji mojej skóry, gdy go używałam. Świetnie sprawdzał się również jako krem na dzień, pod makijaż. Dobrze matowił skórę. Przeżyłam prawdziwą rozpacz, gdy się skończył. Musiałam wygrzebać go do ostatniej kropli. Zamówiłam już kolejne opakowanie.



10) Żel punktowy Garnier Czysta Skóra

Całkiem dawno temu kupiłam ten żel punktowy i użyłam go kilka razy. Produktu nie zużyłam do końca ze względu na jego okropne, bardzo niehigieniczne opakowanie, które zaczęło mnie okropnie denerwować. Warto zaznaczyć, że jest to produkt, zawierający alkohol, więc głównym zadaniem jest wysuszenie pryszcza. Gdy zasmarowało się krostkę jeszcze przed jej wyskoczeniem, żel wyciągał ją przez noc. Głównym moim zastrzeżeniem wobec tego produktu jest okropne opakowanie, z którego samoistnie wydostaje się produkt, oblepiając całą końcówkę. Od jakiegoś czasu w ogóle po niego nie sięgałam, więc nie jest mi szkoda się go pozbyć.



11) Maska w płachcie Montagne Jeunesse Tuchmaske mit brasilianischem Schlamm

Bambusowa maska w płachcie to mój pierwszy kontakt z tą marką. Maska z błotem zawiera takie składniki jak magnez, jagody acai i awokado. Pomimo że jest to maska w płachcie, jej aplikacja była bardzo brudna. Każde dotknięcie maski powodowało pozostawienie produktu na dłoniach. Płachta była dobrze wycięta, lecz nie w każdym miejscu przylegała do twarzy, co było nieco męczące. Jej zapach był specyficzny, ale niedrażniący. Po 15 minutach ściągnęłam płachtę, a moja twarz była przez jakiś czas nieco odrętwiała. Według zaleceń pozostałość powinno się wmasować w skórę, jednak nie dało się tego zrobić. Rezultat? Twarz była miękka, przyjemna w dotyku. Nie było to jednak nic nadzwyczajnego. Taki sam efekt można uzyskać również tańszymi maskami.

Produkt wegetariański



12) Plastry pod oczy Sephora Green Tea Eye Mask

Większość plastrów pod oczy, których używałam, nie sprawdziły się u mnie. Toteż do tego produktu podeszłam z ogromnym dystansem. Działanie tych plastrów pozytywnie mnie zaskoczyło. Były one sporej wielkości i zajmowały dużą powierzchnię pod oczami. Były bardzo mocno nasączone ekstraktem z zielonej herbaty. Plastry pozostawiłam na twarzy na 15 minut. Po tym czasie ukazała mi się promienna skóra pod oczami. Widać było odprężenie oraz poprawiła się elastyczność tych miejsc. Efekt był bardzo ładny, a ja byłam zadowolona, więc chętnie zaopatrzyłabym się w kolejne opakowanie.



13) Płyn do płukania jamy ustnej Aquafresh Fresh & Minty

Bardzo lubię płyny do płukania ust, które nie zawierają alkoholu i mają przyjemny, odświeżający smak. Taki właśnie był ten płyn. Jako że ten produkt kupić mogę jedynie w Polsce, będę do niego wracać, gdy wybiorę się do rodziny.



14) Suplement diety Plusssz Multiwitamina Minerały

Przyjemne w smaku tabletki musujące z witaminami i minerałami. Każdego lata dopada mnie okropne przeziębienie, więc w tym roku profilaktycznie postanowiłam temu zapobiec, używając między innymi tego rodzaju suplementów. Najwidoczniej moje działanie było słuszne, bo żadna choroba mnie nie dosięgła. Te tabletki miały dobry pomarańczowo-grejpfrutowy smak.



II) Często denkowane:

-> Antyperspirant w sprayu Nivea Men Silver Protect - LINK



-> Pasta do zębów Elmex Sensitive Plus



->Maseczka do cery trądzikowej Dermaglin – Drugie opakowanie tej maski. Świetnie działa. Szkoda, że ilość produktu nie jest podzielona na dwie saszetki, bo nie da się jej zużyć naraz. - LINK 



III) Próbki:

-> Żelowy krem nawilżający Biotherm Homme Aquapower – Przyjemny żel o szybko wchłaniającej się konsystencji i ładnym, męskim zapachu. Niestety mój mąż jeszcze nie jest przekonany do używania kremów...



-> Krem do cery normalnej Garnier Hydra Adapt – Nie jest to co prawda krem przeznaczony do mojego typu cery, ale dawał całkiem dobre nawilżenie. Używałabym go raczej wieczorem. Na dzień był zbyt tłusty.



-> Perfumy Lancome La Nuit Tresor – Bardzo intensywny i ciężki zapach. Zdecydowanie na wieczorowe wyjścia i chłodniejszą porę roku.



-> Krem do rąk i stóp Arrow – Kremy o bardzo intensywnych zapachach, które na długo pozostają wyczuwalne. Jeszcze nigdy nie miałam do czynienia z tak szybko wchłaniającymi się kremami, które znikały dosłownie w sekundę.



Moja pielęgnacja


W tym miesiącu jestem zadowolona z utrzymania postanowień, które sobie założyłam. Jako że w lipcu zużyłam aż dwa szampony, musiałam rozpocząć już kolejne opakowanie. Tym razem do testów trafił szampon Jantar. Planuję również wykorzystać miniaturki duetu (szampon i odżywka) marki Rausch, o której chciałabym napisać w kolejnym Leksykonie kosmetycznym. Poza maską Kallosa i odżywką w piance Pantene otworzyłam również miniaturę Johna Friedy. Sierpień ogłaszam miesiącem dla włosów. Zużycie jednego żelu pod prysznic zwiastuje pojawienie się nowego. Tym razem powróciłam do znanego mi produktu – malinowego żelu Yves Rocher. Wraz z dzisiejszym Denkiem pozbyłam się wszystkich opakowań balsamów i maseł do ciała. W mojej szafeczce pojawiła się zatem kolejna nowość od Biolaven. Peeling do ciała wymieniłam na wersję grejpfrutową, a dezodorant to w tym momencie marka Rituals. W lipcu przestałam systematycznie używać wody termalnej, ale wraz z powrotem sierpniowych upałów zacznę stosować ją ponownie i wtedy też pojawi się moja opinia o niej. W łaski powrócił ostatnio także zestaw Effaclar Duo+. Reszta produktów pozostaje bez zmian.

Znacie te produkty? Używałyście ich?

27 komentarzy:

  1. Jakoś nigdy nie potrafię się zmusić, żeby napisać notkę o swoim denku :D

    OdpowiedzUsuń
  2. spore denko! ;) bardzo lubię te peelingi od Joanny, właśnie mam zamiar kupić nowy bo wcześniejeszy już zużyłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez bardzo je lubie, a w dodatku moge kupic w CH, wiec super :)

      Usuń
  3. O sporo fajnych kosmetyków widzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana u mnie ogolnie Alterra sie nie sprawdza ani kosmetyki naturalne :( A te platki z Sephory musze sobie zakupic :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie z naturalnymi kosmetykami. Myslalam, ze tylko ja jestem dziwna :P

      Usuń
  5. WOW! Ile kosmetyków zużyłaś. Też używam pasty do zębów Elmex, tylko tej pomarańczowej. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uzywam ich na zmiane :) To nie jest szczyt moich mozliwosci, ale jest dobrze :)

      Usuń
  6. Spore zużycia, naprawdę! Ja z tej gromadki znam tylko szampon z Alteryy i u mnie akurat ta wersja sprawdzała się całkiem dobrze, z innymi natomiast miałam podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej na zadna wersje sie juz nie skusze

      Usuń
  7. Wszystko to dla mnie same nowości ;) ale dużo tego !

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie sprawdził się ten szampon z Alterry aczkolwiek dawno go nie miałam. A te plastry z sephory muszę koniecznie wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam ten krem Iwostin, ale już nie pamiętam jak działał ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Żelu do kąpieli z balea chętnie bym wypróbowała, cena rzeczywiście śmieszna jak na taką pojemność i wydajność :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Z serii z granatem z Alterry miałam maskę do włosów i była bublem. W tym serum na końcówki z Avon najbardziej podoba mi się zapach :D Peelingi myjące z Joanny bardzo lubię i kupuję regularnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Do antyperspirantów z Fa jestem zrażona i nigdy więcej nie kupię z tej firmy. Mój sprawdzał sie tragicznie. Po prostu w ogóle nie działał. Za to również mi się spodobal garnier fructis, a na serum do końcówek włosów może się skuszę, bo ja w przeciwieństwie do Ciebie potrzebuję takiego produktu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Inspirujący zestaw ;) nawet kilka z nich używam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Do altery już raz podchodziłam ale też bez powodzenia. Może jeszcze kiedyś coś z tej firmy wypróbuję.
    Ppzdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Duże denko :) Jestem zaskoczona opinią na temat Alterry, bo rzeczywiście raczej częściej jest chwalona. Sama zamierzam właśnie ten szampon wypróbować, chociaż wydajnością nieco mnie do niego zniechęciłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Też lubię masła TBS i nie cierpię tego szamponu Alterry :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Peelingi z Joanny są super, natomiast z Alterry przede wszystkim nie lubię szamponów :), reszta kosmetyków jakich używałam była ok.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...