piątek, 14 kwietnia 2017

Szwajcarskie zakupy okiem pracownika

W ostatnim poście, w którym opowiadałam Wam na temat ciekawostek ze Szwajcarii poruszyłam temat związany z szeroko pojętym elementem naszego codziennego życia, jakim są zakupy. Szwajcaria jest dla mnie krajem, który dość innowacyjnie podchodzi do wielu życiowych kwestii, co dla mnie jest jak najbardziej plusem, dlatego o wiele chętniej wybieram się na zakupy właśnie tutaj. Dziś chciałabym ugryźć temat z drugiej strony. Jak wygląda sytuacja widziana oczami osoby zatrudnionej w handlu? Czasem mam wrażenie, że w Polsce jest to jeden z głównych zawodów, który wybiera się z braku lepszych ofert. Czy tak jest również w Szwajcarii? Jakie tajemnice skrywa ten zawód?

Zapraszam do lektury!







Jedną z głównych różnic, która widoczna jest już przy pierwszym kontakcie z pracą z żywnością jest fakt, że zarówno w lokalach gastronomicznych jak i sklepach spożywczych do pracy nie jest potrzebna książeczka sanepidowska tudzież inne badania lekarskie. Potencjalny pracownik nie musi okazywać żadnych zaświadczeń czy dokumentów na temat własnego zdrowia. Często na rozmowach kwalifikacyjnych pojawia się jedynie pytanie, czy istnieją jakiekolwiek przeciwwskazania zdrowotne do wykonywania konkretnego zawodu. 


Przeszkolony pracownik w Szwajcarii to najbardziej poszukiwany typ. Muszę w tym momencie zaznaczyć, że w najbogatszym kraju szkoły zawodowe są chętnie uczęszczane i mają dobrą opinię. Nie ma nic wstydliwego w ukończeniu tego rodzaju szkoły. Wręcz przeciwnie: szkoły zawodowe (Berufsschule) uczą wiedzy specjalistycznej dla danego zawodu. A jeśli ktoś w wieku lat nastu widzi się w roli sprzedawcy, to rozpoczyna kształcenie na kierunku Detailhandel. Tu ma on do wyboru, czy chce być specjalistą od sprzedaży żywności, czy też tekstylii i obuwia. 




Można zatem oczekiwać, że obsługujący nas sprzedawca jest dobrze wykształcony i nie wykonuje tej pracy z braku lepszych ofert. Oczywiście zdarza się tak, że osoby, które nie posiadają wykształcenia w tym kierunku, otrzymują pracę w handlu (najczęściej spożywczym). W tym przypadku najczęściej decyduje odrobina szczęścia i odpowiedni czas aplikacji swojego życiorysu. Trzeba się jednakże liczyć z tym, że pensja osoby, która nie ukończyła szkoły handlowej będzie odpowiednio niższa. Otrzymać pracę w sklepach odzieżowych czy obuwniczych jest trudniej. Tutaj zwraca się ogromną uwagę na wiedzę teoretyczną przyszłego pracownika. Elementem, który może pomóc w znalezieniu takiej pracy jest jedynie szerokie doświadczenie w branży, zdobyte nawet za granicą. Niektóre sklepy (te z wyższej półki) zastrzegają sobie również, że przyjmą do pracy jedynie Szwajcarów z językiem ojczystym, jakim jest szwajcarski dialekt.




Poza przeszkoleniem teoretycznym w czasie szkoły handlowej przechodzi się praktyki (w ciągu trzech lat pracuje się w sklepie cztery dni w tygodniu), gdzie pracownik-uczeń nabywa praktyczne umiejętności i np. uczy się on wszystkiego na temat produktów jego sklepu. Do podstawowych umiejętności zalicza się zatem wskazanie klientom odpowiedniego produktu, wymienienie wszelkich jego cech, znajomość sklepowych marek i produktów specjalnych (np. bezglutenowych) czy podstawowa wiedza na temat, z czym dany produkt można wykorzystać. Osobiście zdziwił mnie fakt, że pracownik supermarketu musi pomóc klientowi w podaniu wszelkich produktów, które będą mu potrzebne np. do przyrządzeniu w domu pizzy czy tortu, gdy ten nie ma przy sobie listy niezbędnych składników bądź przepisu.




W związku z odbywaniem praktyki zawodowej podczas kształcenia wiek, w którym można rozpocząć legalną pracę w handlu wynosi już 14-15 lat. Czas praktyk wlicza się tutaj również w staż pracy i doświadczenie zawodowe. Oczywiście zakres obowiązków, jak i godziny pracy są dla niepełnoletnich inne, lecz również otrzymują oni za swoją pracę wynagrodzenie, od którego muszą odprowadzać podatki.

W zależności od sklepu czas pracy i przerw jest różny. Z zebranych przeze mnie informacji wynika, że w moim regionie (Aargau, Zürich) przeciętna zmiana trwa około 8 – 8,5 h. Pracownik ma doliczone dwie przerwy: około godziny 9.00 występuje Znüni (przerwa na śniadanie), które trwa od 15 do 30 min. Obiad to przerwa, która w zależności od sklepu może trwać od 1 h do 1,5, a nawet 3 h. Niektóre, mniejsze sklepy są w tym czasie zamykane. Zmiana popołudniowa zamiast Znüni odbywa Zvieri – podwieczorek. Nie trudno jest zatem obliczyć, że przy standardowych godzinach pracownik pobliskiego supermarketu spędza w miejscu pracy około 10 h. 





Osoby, które decydują się na pracę w handlu, muszą mieć świadomość, że istnieje absolutny zakaz organizowania urlopów w czasie świątecznym, a więc między innymi przez cały grudzień i w czasie Świąt Wielkanocnych.

Usłyszałam kiedyś opinię na temat największego absurdu w Szwajcarii, która głosi, że banknot o największym nominale – 1000 Fr – jest najłatwiej podrobić. Bron Boże nie zachęcam do takich praktyk. Faktem jest jednak to, że pracownik może odmówić przyjęcia takiego banknotu, a w przypadku niektórych, większych sklepów musi najpierw udać się do specjalnego pomieszczenia, gdzie sprawdzi autentyczność banknotu. Ciekawostką jest również to, że pracownik może wypłacić swoją wypłatę w 3-4 banknotach, co dość zabawnie wygląda.




Jeśli jesteśmy już przy zapłacie za pracę, w Szwajcarii nigdy nie wypłaca się pieniędzy do ręki. Każdy pracownik jest zobowiązany do posiadania konta, na które wpływają zarobione pieniądze. Jeśli ktoś dopiero przyjechał do kraju i jeszcze takiego konta nie posiada, możne otrzymać swoją wypłatę dopiero po jego założeniu. W Szwajcarii nie ma również minimalnej pensji. Kwota dla każdego jest ustalana indywidualnie, a pracownicy z zasady nie rozmawiają ze sobą o tym, ile zarabiają. To główny temat tabu.

W żadnym miejscu w Szwajcarii nigdy nie spotkałam się ze zjawiskiem znanym mi z Polski, jakim jest przebijanie dat czy też cen. Sklepy codziennie kontrolują daty ważności produktów świeżych (przetrzymywanych w lodówkach) i z częstotliwością około raz na miesiąc produktów długoterminowych. Produkty lodówkowe, na których widnieje data ważności do dziś, w godzinach popołudniowych zyskują znaczek 50% taniej lub naklejkę z nową ceną (grono ludzi robi w Szwajcarii zakupy tylko po godzinie 16.00, by kupić jedynie produkty z magicznymi naklejkami). W sobotę wykleja się już produkty z datą ważności do niedzieli, które są wtedy zazwyczaj 20% tańsze. Produkty z dłuższą datą ważności (typu makarony, sosy itp.) sprawdzane są rzadziej, a w sklepie tworzony jest zazwyczaj kącik, w którym ustawia się rzeczy z kończącą się datą ważności (około miesiąc wcześniej) i redukuje się ich cenę.



W przypadku zakupów wyprzedażowych zdarza mi się kupić produkty, które były już przecenione kilka razy. W takim przypadku zawsze z ciekawości sprawdzam, ile kosztowałby mnie ten produkt w standardowej cenie. Nigdy nie zdarzyło mi się w Szwajcarii, żebym pod zredukowaną ceną znalazła cenę niższą niż ostatnia. W Polsce widziałam wielokrotnie sytuacje przecen na niby i produkty, które po obniżce kosztowały jeszcze więcej.

Sklepy zazwyczaj decydują się na stworzenie promocji z dwóch powodów: albo mają olbrzymi nadmiar konkretnego produktu albo kończy się jego data ważności. 



Czy miałyście kiedyś do czynienia z pracą w handlu w Polsce bądź za granicą? Jakie są Wasze wspomnienia związane z tym zawodem? Który z przytoczonych faktów z życia sprzedawcy zaskoczył Was najbardziej?

15 komentarzy:

  1. Brak książeczki sanepidowskiej uważam za plus. Jej załatwianie to nie dość, że pochłania czas, to jeszcze pieniądze. Za to fakt, że pracownik musi pomagać klientom w podawaniu tych produktów, o których wspominałaś, uważam za dziwny.
    Przecenianie produktów z kończącą się datą ważności uważam za rozsądną praktykę, sama wielokrotnie kupuję takie produkty, np. jogurty w osiedlowym sklepiku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlugo dyskutowalam z ludzmi na temat samego wystepowania ksiazeczki sanepidowskiej (chyba w zadnym z pozostalych krajow europejskich nie wystepuje) i wspolnie ze znajomymi doszlismy do wniosku, ze to zwyczajne wyciagnie kasy :/ Ja zawsze zastanawiam sie przy przecenach, czy na pewno zdarze zjesc dany produkt, ale np. kupno miesa 50% taniej, by przygotowac je godzine pozniej na obiad, bardzo sie oplaca.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Czyli jednak kraje niemieckojezyczne maja wiecej wspolnego niz myslalam ;)

      Usuń
  3. Wpis kieruję do córki, która właśnie planuje wyjazd za granicę :(
    Wesołych Świąt, pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dokąd wybiera się córa? Zyczę jej powodzenia :)

      Usuń
  4. Z Twojego postu wynika, że zakupy w Szwajcarii to istny raj ! Bardzo podoba mi się podejście do pracownika sklepu. W Polsce ten zawód jest mało szanowany i ceniony.
    Wesołych Świąt życzę! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz duzo racji. W Polsce relacja sprzedawca-klient jest na bardzo slabym poziomie i pewnie w duzej mierze ma na to wplyw brak szacunku dla tego zawodu.

      Usuń
  5. Trochę mnie dziwi to ze nie wymagają badań sanepidowskich, u nas by to było chyba nie do pomyślenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby glebiej sie nad tym zastanowic, wlasciwie do czego sie one przydaja? W calej Europie jakos nikt nie choruje z tego powodu, a w Polsce najwidoczniej tak...

      Usuń
  6. Bardzo ciekawe informacje. :) W Polsce chyba też coraz rzadziej płaci się do ręki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal znam takie przypadki, jak i niestety nielegalna prace w miejscach publicznych...

      Usuń
  7. To już nie pierwszy kraj o którym słyszę, że nie trzeba mieć książeczki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...