poniedziałek, 15 września 2014

Berner Oberland cz. 1 - przyjazd

Wyjazd w Alpy byl pierwszym tak spontanicznym wyjazdem w moim zyciu. Na codzien lubie miec wszystko dobrze zorganizowane i zaplanowane. Tym razem bylo jednak inaczej. Na sam wyjazd namowili nas znajomi, a dowiedzielismy sie o nim 2 tygodnie wczesniej. Bylo to dosc nietypowe doswiadczenie, poniewaz nie wynajelismy hotelu na weekend. Skorzystalismy z modnej ostatnimi czasy formy podrozowania: Zatrzymalismy sie na dwie noce u szwajcarskiej rodziny, ktora mieszka w miejscowosci Wengen w typowej szwajcarskiej chatce. Jeden pokoj zajelam wraz z ukochanym, drugi - kolezanka z mezem i synem. Malzenstwo tam mieszkajace (mieli okolo 30 lat) za dnia pracowalo, wiec spotykalismy sie popoludniami i wieczorami, ale zacznijmy od poczatku. 

Nasz wyjazd nastapil w piatek okolo godziny 17.30. Sama podroz trwala 2.5 godziny. Potym czasie dojechalismy do Lauterbrunnen,  najwyzszej miejscowosci, do ktorej mozna dojechac samochodem. Tam tez zostawilismy autko i przesiedlismy sie na pociag. Byla to juz godzina 20.00, zatem sciemnilo sie i nie udalo mi sie tak dokladnie przyjrzec sie oraz sfotografowac okolicy.

Pierwszy kontakt z okolica:


Dworzec. Pociag do Wengen.

Typowe regionalne pociagi w gorach. Sa one stare, ale maja swoj klimat.


W pociagu spotkalismy milego, starszego pana, ktory kontrolowal bilety. Po krotkiej rozmowie nauczylismy go mowic "Czesc!"

 Po dojechaniu do Wengen, wlasciciel domku, w ktorym sie zatrzymalismy, wyszedl po nas na dworzec i zaprowadzil do siebie. Zostalismy bardzo milo przyjeci i przywitani prawdziwa uczta. Pani domu przygotowala mnostwo przysmakow i zaoferowala nam posilenie sie po podrozy. Wsrod pysznosci znalazla sie takze typowa, szwajcarska deska regionalnych serow, ktorych nie mozna kupic w zadnym sklepie. Wieczor trwal w najlepsze przy dobrym jedzeniu oraz milej atmosferze. Otrzymalismy bardzo prosty pokoj z dwoma lozkami oraz szafa. Znajomi, w drugim pokoju osiadali jedno duze lozko, ale gospodarze pomysleli o najmlodszym uczestniku naszej wycieczki. Wyciagneli z piwnicy stara, wiejska, drewniana kolyske, w ktorej maluch mogl przespac najblizsze dwie noce. Tak goscinnych i przyjacielskich ludzi spotyka sie na prawde rzadko. 
Wlasciciel domu - zapalony wedrowca i podroznik - opowiedzial nam, gdzie warto pojsc i co musimy koniecznie zobaczyc. Na koniec dnia, zostalismy poinstruowani, ze mamy czuc sie jak u siebie w domu. Otrzymalismy zapasowe klucze od domu oraz zyczenia milego pobytu. Zdjec pokoju oraz reszty domu niestety nie zrobilam. Zazwyczaj to robie, lecz glupio bylo mi tlumaczyc sie wlasciciela, ze dokumentuje ich miejsce zamieszkania, po czym chce je dodac na bloga... Koniec koncow powstalo tylko kilka zdjec, ktore przedstawiaja szczegoly znajdujace sie w domu.


A oto sam domek. Przepiekny, drewniany, szwajcarski.
Poranek. Wschod slonca. Okolica chaty.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...