poniedziałek, 4 stycznia 2016

Denko - grudzień 2015

Grudniowe denko przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Znalazła się wśród nich naprawdę spora ilość produktów, ale mam nadzieję, że tak długim postem Was nie zanudzę, a wręcz przeciwnie – chętnie przeczytacie, które produkty się u mnie sprawdziły. Dla mojej skóry grudzień nie był zbyt łaskawy. W tym całym stresie i gorączce na mojej twarzy pojawiło się wiele niedoskonałości. Za sprawą dwóch kosmetyków, o których przeczytacie poniżej, zmagałam się z okropnym zapaleniem skóry twarzy, więc nie było przyjemnie. Jeśli chodzi o produkty do pielęgnacji ciała to w większości sprawdziły się one bardzo dobrze, ale nie ubiegajmy faktów...

Zapraszam na grudniowe denko!



1) Żel pod prysznic Nivea Powerfruit Fresh – Ulubieniec!


To mój ulubiony żel pod prysznic. Jest nie tylko bardzo wydajny, ale również przepięknie pachnie, a sam zapach jagód acai utrzymuje się na skórze. Żel bardzo dobrze się pieni i przyjemnie używa się go w codziennej pielęgnacji. Nie wysusza skóry i nie powoduje żadnych negatywnych skutków. Wszystko, co najważniejsze w dobrym żelu pod prysznic znajdziecie w tej butelce.



Następca: Kremowy żel pod prysznic Palmolive Mediterranean Moments

2) Żel pod prysznic Nivea Men Pure Impact – TAK!

Przede wszystkim ten żel ma bardzo przyjemny, męski zapach. Jak wszystkie żele z Nivea działa bardzo dobrze i jest niesamowicie wydajny. Posiada dodatkowo cząsteczki peelingujące, które pozostawiają skórę miękką. Nivea ponownie zgarnia +.



Następca: Kremowy żel pod prysznic Palmolive Mediterranean Moments

3) Płyn do higieny intymnej AA Intymna Sensitive – TAK!

Do marki AA Intymna mam ogromne zaufanie. Już od kilku lat niezmiennie sięgam po ich produkty. Z czystym sercem mogę również polecić ten kosmetyk. Wersja Sensitive jest delikatna i idealna do pielęgnacji skóry wrażliwej. Nie wywołuje podrażnień i ma lekki, przyjemny zapach. Bez problemu można opróżnić butelkę do ostatniej kropli.

Następca: Kolejne opakowanie tego płynu

4) Peeling myjący Joanna Body Naturia – TAK!

Tego peelingu nie trzeba przedstawiać nikomu. Wydaje mi się, że każdy choć raz miał z nim kontakt. Można go kupić nawet w Szwajcarii, więc produkt robi już karierę międzynarodową! Sam peeling jest bardzo dobry. Za tak niską cenę otrzymujemy kosmetyk dobrej jakości o przepięknym zapachu! Ja zdecydowałam się na wersję z czarną porzeczką, która pachniała zniewalająco. Po użyciu peelingu skóra była miękka, a suchy naskórek złuszczony. Z pewnością jeszcze nie raz wrócę do peelingów Joanny.

Następca: Peeling myjący Body & Soul Wellness Duschpeeling Passionsblume & Marulaöl

5) Regenerujący krem Garnier Body  Intensywna pielęgnacja bardzo suchej skóry– Tak.

Ten krem używałam przede wszystkim na części ciała, które narażone są na nadmierne przesuszanie: stopy, kolana, łokcie. Przy codziennym stosowaniu efekty były bardzo widoczne. Zauważalne zmiany można było zaobserwować praktycznie po pierwszym użyciu, a systematyczne stosowanie pogłębiało ten efekt. Skóra była miękka i przyjemna w dotyku. Sam zapach kremu był delikatny i niedrażniący. Kosmetyk miał dość gęstą konsystencję, która po kilku minutach całkowicie się wchłaniała.

Następca: Balsam do ciała Sebamed Lotion

6) Szampon John Frieda Brilliant Brunette – Zastanawiam się.

Wydaje mi się, że jest to produkt, który ciekawi wiele osób. Ja również zakupiłam go z czystej ciekawości. Chciałam poznać fenomen marki John Frieda. Szamponu używałam codziennie wraz z odżywką tej samej marki i chyba więcej mogłabym powiedzieć właśnie na temat tej drugiej. Szampon był z pewnością wydajny, a włosy odświeżał na długo. Jednak tym, co odróżnia go na tle innych szamponów, jest fakt, iż powinien pogłębiać kolor włosów. Czy zauważyłam takie działanie? Być może minimalne. Przed jego używaniem moje baby hair były dość słabe i bardzo jasne. Po miesiącu stosowania zestawu JF zaobserwowałam zmianę w tym aspekcie. Problemem jest dla mnie opakowanie, które nie jest zbyt przyjemne w użyciu. Podczas mycia tubka wyślizguje się z mokrych dłoni, a sam sposób aplikacji i resztki szamponu pozostające w nakrętce nie są higienicznym rozwiązaniem. Z powodu dość wysokiej ceny, muszę się jeszcze głęboko zastanowić, czy sięgnę po niego ponownie.




Następca: Head & Shoulders Classic Clean + Nivea Repair &Targeted Care

7) Krem do rąk z proteinami jedwabiu Ziaja – Tak.

Pamiętam, jak zaczęła się moja przygoda z tym kremem. Mieszkając już w Szwajcarii, użyłam jego próbkę, którą dołączono mi do zakupu w polskiej drogerii. Zachwycił mnie zapach oraz fakt, że dłonie po jego użyciu były tak aksamitnie miękkie. Jadąc do Polski, miałam jeden cel: kupić krem Ziaji. Zdecydowanym plusem jest jego cena. Obecnie zużyłam całą tubkę i moja ocena nie zmieniła się. Byłam z niego bardzo zadowolona. Efekty, jakie powodował utrzymywały się naprawdę długo!

Następca: Krem do rąk Laino z woskiem pszczelim

8) Płyn do płukania jamy ustnej Elmex Senstive Plus – Nie.


Mimo że pasty Elmex są podstawą w mojej łazience, płyn do płukania jamy ustnej tej marki nie przypadł mi do gustu. Działał dość średnio i nie pozostawiał uczucia świeżości na długo. Poza tym był zupełnie niewydajny. Tę butelkę zużyłam w 2 tyg. Plusem było jedynie samo opakowanie. Higieniczne dozowanie było możliwe dzięki specjalnej pompce, która po naciśnięciu ścianek butelki, przenosiła odpowiednią ilość płynu do ustnika.



Następca: Kolejne opakowanie do wykorzystania (kupione w 2-paku)

9) Pasta do zębów Elmex Erosionsschutz – Tak.

Co do past Elmex wypowiadałam się już wielokrotnie, więc nie będę tego już więcej robić. 



Następca: Pasta do zębów Elmex Sensitive Plus

10) Kula do kąpieli Lush Avobath – Tak.

Jeśli ktoś nie miał jeszcze kontaktu z kosmetykami marki Lush, to polecam na dobry początek wypróbować ich kule do kąpieli. Ja kupiłam dość sporej wielkości zieloną kulę o nazwie Avobath. Miała ona bardzo przyjemny, świeży zapach cytrusów i z pewnością umiliła mi kilka kąpieli (kulę podzieliłam na 4 części). Sam jej aromat był tak intensywny, że wypełniał całe wnętrze szafy przez kilka miesięcy.



11) Maska peelingująca Schaebens Peel-Off Maske – Tak.

Ta maska peelingująca o zapachu i konsystencji, przypominającej gumę, bardzo się ciągnęła i nie podobał mi się jej niehigieniczny sposób dozowania. Po jej użyciu ciężko było zmyć resztki maski z palców oraz umywalki... Na twarz należy nałożyć bardzo cienką warstwę, inaczej maska nie zmieni swej konsystencji. Tuż po nałożeniu czuć przyjemne, chłodzące uczucie, a w momencie zastygania – ściąganie. Po 15 minutach całość całkowicie zastyga i można oderwać maskę, w taki sposób, jak robi to pani ze zdjęcia. Przy odpowiedniej warstwie kosmetyku, jego ściągnięcie było już tylko przyjemnością. Efekt peelingujący również został w moim przypadku osiągnięty. Twarz była miękka, a suchy naskórek usunięty. Zauważyłam, że ilość produktu w opakowaniu spokojnie starczyłaby na 3 razy, jednak nie jest on w żaden sposób podzielony. Być może macie jakieś sposoby na takie produkty?



Następca: Maska peelingująca Balea Peel-Off Maske

12) Krem Galderma Differin – Sprawca zła!


W tym miesiącu wiele czynników spowodowało pojawienie się u mnie dużej liczby wyprysków i niedoskonałości. Tym samym sięgnęłam po maść – krem, który kiedyś został mi przepisany przez moją panią doktor. Okazało się to być złym posunięciem. Jak widzicie produkt nie został zużyty, ale mimo wszystko trafia od razu do kosza i więcej nawet na niego nie spojrzę. Boję się nawet, co by było, gdybym użyła tego kremu, w taki sposób, jak informuje ulotka. Ja stosowałam się do zaleceń, które pozostawił lekarz (a więc po każdej aplikacji – przerwa i obserwacja). Po pierwszym dozowaniu odczekałam trzy dni. Nie zauważyłam żadnych negatywnych zmian, więc ponownie zaaplikowałam produkt, odczekując 2 dni i... Trzecia aplikacja była już ostatnią. Już 5 minut po nałożeniu kremu czułam, jakby wypalało mi twarz. Była ona krwiście czerwona i nie mogłam jej dotknąć. Próbowałam nawet przykładać lód, bo ten ból był nie do zniesienia. Następnego dnia uczucie pieczenia zniknęło, jednak podrażnienie w dalszym ciągu się utrzymywało. Z pewnością nie chce mieć więcej do czynienia z tym kosmetykiem.



13) Próbka kremu do twarzy Garnier Hydra Adapt do bardzo suchej skóry – Nie dla mnie.

Kilka dni po przygodzie z wyżej opisanym kremem zauważyłam, że moja skóra jest niesamowicie przesuszona i złuszcza się w wielu miejscach. Na co dzień nie używam kremów do skóry suchej, a jedynym produktem, jaki znalazłam była ta próbka. Uważam, że seria Hydra Adapt od Garniera jest bardzo dobra. Moja twarz uzyskała nawilżenie w miejscach, gdzie nałożyłam krem (ta próbka nie starczyła na pokrycie całej twarzy). Po nałożeniu poczułam lekkie szczypanie, które być może było jeszcze pozostałością po niefajnej przygodzie. Krem jest całkowicie bezzapachowy. Całej serii mówię „tak”, jednak każdy powinien znaleźć rodzaj, który odpowiada jego potrzebom (w moim przypadku jest to wersja do skóry tłustej).



14) Próbka serum nawilżającego Biokosma Sensitive Visage – Absolutnie nie!

To kolejny sprawca niechcianych podrażnień na twarzy. Nie zużyłam nawet tej próbki. Wystarczyła ilość wielkości opuszka palca, by po dosłownie kilku sekundach pojawiło się zaczerwienienie. Sama konsystencja była bardzo wodnista, a kosmetyk zostawiał klejące uczucie na twarzy. Wydaje mi się, że nie tak powinno działać serum nawilżające, a zwłaszcza te, które skierowane jest do osób ze skórą wrażliwą.



15) Plastry oczyszczające na nos, brodę i czoło Essence PureSkin – Tak.

To już któreś opakowanie tych plasterków. Działają dobrze. Usuwają to, co powinny. Z pewnością jeszcze je kupię.



Następca: Mam do wykorzystania jeszcze po jednym pasku z każdego rodzaju. 

16) Płatki kosmetyczne All About Beauty Cotton Pads – Nie!

Im dłużej ich używam, tym bardziej działają mi na nerwy. Te płatki nie są zbyt dobrej jakości. Do twarzy sprawdzają się średnio, ale da się to przeżyć. Gorzej jest w przypadku np. zmywania paznokci, gdzie natychmiast się rozwarstwiają i pozostawiają wszędzie swoje wypełnienie.



Następca: Ostatnie opakowanie!

17) Mydło w kostce Stenders – Raczej nie.


To naturalne mydełko trafiło do mnie wraz z PinkBoxem. Głównymi jego zaletami był zapach – w moim przypadku grejpfrutowy – oraz sam wygląd. Mydło dobrze się pieniło i domywało dłonie. Minusem jest jednak jego cena (5.90 CHF czy 21 zł za 100 g). Nie używam tak często mydeł w kostce, by płacić za nie takie kwoty. Z tego też powodu nie sprawdziłaby się u mnie także krótka data ważności.



Przed użyciem:


Następca: Mydło w kostce Palmolive Naturals Nourishing Sensation

18) Maskara Miss Sporty Lash Millionaire – Być może.

Na początku byłam nawet zadowolona z tej maskary. Po niedługim jednak czasie zauważyłam nieprzyjemny zapach, a sam tusz zaczął nieładnie sklejać rzęsy. Potrzeba nałożenia kilku warstw, by osiągnąć efekt pogrubienia.


Następca: Tusz do rzęs Essence Get Big! Lashes Triple Black

19) Antyperspirant w sprayu Nivea Men Stress Protect – Tak.

Chyba jak każdemu antyperspirantu Nivea, również temu nie mamy nic do zarzucenia. Ładny, długo utrzymujący się zapach. Dobra ochrona przed poceniem. Nie pozostawia plam na ubraniu i nie zawiera alkoholu. Zdecydowanie będziemy sięgać po tę markę.



Następca: Antyperspirant w sprayu Nivea Men Sensitive Protect

20) Dezodorant Playboy Play it sexy – Nie.

Dezodorant, który służył mi głównie do szybkiego odświeżenia się w pracy. Tak, jak kiedyś wspominałam, w czasach nastoletnich bardzo lubiłam zapachy Playboy, dlatego miałam ich spory zapas. Obecnie mój gust zapachowy uległ zmianie i staram się po prostu zużyć resztki.



Następca: Czyszczenie zapasów - kolejne opakowanie

21) Perfumy Braveness Dybastie – Może.

Pamiętam, że te perfumy dostałam dawno temu w prezencie. By uaktualnić swoją kolekcję perfum, chcę najpierw zużyć końcówki zapachów. Te perfumy wykorzystałam w ostatnim czasie w całości. Był to przyjemny, kwiatowy aromat, jednak bardzo nietrwały. Byłabym w stanie kupić podobną nutę zapachową innej marki.


22) Próbka perfum Jil Sander Sun – TAK!

Próbkę tego zapachu otrzymałam w perfumerii do zrobionych zakupów. Perfumy w wersji Sun rozkochują w sobie bądź drażnią. Ja należę do pierwszej grupy. Jak dla mnie mają w sobie „to coś”! Są one bardzo intensywne i trwale. Używałam ich chętnie na wieczorne wyjścia i muszę szczerze przyznać, że trochę oszczędzałam ;) Wydaje mi się, że niedługo skuszę się na pełne opakowanie tego orientalnego zapachu.



23) Wosk YC Black Cherry – Tak.

Gdy już jesteśmy przy zapachach, to warto wspomnieć o wosku Yankee Candle Black Cherry. Jest to aromat dojrzałych wiśni. Zapach utrzymywał się długo w mieszkaniu, lecz nie był ani trochę przytłaczający, czy zbyt intensywny. Pewnie jeszcze po niego sięgnę.



24) Suplement diety Vital Fruit Witamina C – Tak.

Nie powinno być dla Was zdziwieniem, że sięgam po tabletki musujące. W końcu już kilka opakowań pojawiło się w denkach. Ostatnim suplementem z Vital Fruit była witamina C o smaku cytrynowym.



25) Zestaw dla chorujących:
Fervex, Orofar Max, Aspirin, Rutinoskorbin, Neo-Angin


Niestety w grudniu nieźle się pochorowaliśmy. Tym samym w ruch poszły wszystkie dostępne w domu tabletki przeziębieniowe. 


Oczywiście czekam z niecierpliwością na Wasze opinie! Które z tych produktów miałyście okazję używać i jak one się u Was sprawdziły? 

18 komentarzy:

  1. Uwielbiam kremy ziaji! Teraz mam o zapachu pierniczków i pomarańczy z czekoladą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam wszystkie peelingi z Joanny :) Są genialne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dużo nieznanych mi produktów i bardzo ciekawych :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam żele pod prysznic Nivea! A krem do rąk to najlepiej z firmy rosmannowskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam kremy ziaji i używam czasem tą samą pastę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie napisany post i fajne denko :D

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie .

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajne i duże denko! Same fajne produkty:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś ceniłam sobie bardzo czerwonego garniera - jest skuteczny. Ładne denko. Pokaźne!

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajne denko. Używałam kilka z tych produktów i sprawdziły się :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety nie miałam jeszcze nic z Lusha, ale bardzo chcę coś kiedyś wypróbować :) Na przykład jakiegoś umilacza kąpieli :)

    OdpowiedzUsuń
  11. kremy do rąk z Ziaji zawsze goszczą w mojej torebce :)
    lubię też peelingi z Joanny - zakochałam się w zapachach *_*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja muszę w końcu zakupić ten wosk xD

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Duże denko. ;]
    Nie miałam jeszcze styczności z firmą Lush, ale czytałam o niej wiele dobrego i przy najbliższej okazji na pewno kupię coś do włosów albo ust.

    OdpowiedzUsuń
  14. hehe no taką kupkę leków to i ja mogłam dodać do swojego denka :D masakra teraz jakaś jest :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Peelingi z Joanny kocham! Szczególnie kawowy ♡

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow, ale denko:) Dla mojej skóry grudzień też nie był łaskawy:(
    Uwielbiam lusha, marzę o wannie żeby móc przetestować ich kule do kąpieli:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...