poniedziałek, 22 maja 2017

20 nieznanych faktów o mnie

Przez kilka lat blogowania z pewnością zdążyliście całkiem dobrze mnie poznać. Same posty, które ukazują się na tej stronie, świadczą o tym jaką jestem osobą, co mnie interesuje i sprawia najwięcej radości. Są jednak rzeczy, o których wiele osób nie ma pojęcia i nawet znając mnie osobiście, ciężko byłoby im uwierzyć w kilka moich niedoskonałości.

Dziś uchylę Wam rąbek tajemnicy, przedstawiając 20 nieznanych faktów o mnie!

1) Jestem dobrą organizatorką

Szwajcaria nauczyła mnie, by zawsze mówić o swoich plusach, dlatego zaczniemy od pozytywnej cechy. Wszyscy dookoła uważają, że jestem świetnie zorganizowaną osobą. Nie lubię spontanicznych akcji, choć czasem zdarza mi się coś takiego inicjować. Większość wydarzeń w moim życiu była jednak zaplanowana. Moja organizacja najbardziej pomocna jest podczas naszych wyjazdów. Zawsze sama wytyczam trasy wycieczek i odnajduję miejsca, które warto zobaczyć, a mój mąż z uśmiechem mówi zawsze, że jestem jego najlepszym przewodnikiem. Całkiem sprawnie poszła mi również organizacja własnego ślubu.




2) Nie rozstaję się z aparatem

Podchodzi to już pod pewnego rodzaju zboczenie. Gdzie tylko byśmy się nie wybrali, muszę mieć przy sobie aparat (ewentualnie w grę wchodzi również telefon, ale i tak zawsze ubolewam nad tym, że aparat został w domu). Zaczęło się to chyba w momencie, gdy któregoś razu wybraliśmy się na zakupy do oddalonego o jakieś 50 km od nas miasta, a nie mając nic ciekawego do roboty, postanowiliśmy spontanicznie odwiedzić starówkę jednego z większych miast kantonu. Uwierzcie mi na słowo, że jest tam pięknie, ale nie miałam wtedy przy sobie aparatu i nie byłam w stanie tego sfotografować. Od kilku już lat obiecuję sobie, że tam wrócę, ale niestety nigdy nie nadarza się taka okazja. Teraz nie zobaczycie mnie już na żadnym wyjeździe czy spacerze bez aparatu.

3) Zbieram wspomnienia

Jestem okropnie sentymentalna. Nie chcę, by umknęło mi jakiekolwiek wspomnienie (stąd też ta potrzeba fotografowania wszystkiego). Tym samym w moim domu znajduje się mnóstwo pudełek pełnych rzeczy, które przypominają mi najważniejsze wydarzenia z mojego życia czy wyjazdów. Spokojnie mogę powiedzieć, że mam sporą kolekcję: pocztówek, map, biletów wstępu, biletów do kina i teatru czy suwenirów z podroży. Dodatkowo od zeszłego roku zapisuję wszystkie ciekawsze wydarzenia na kartkach i zbieram w pudełku wspomnień.




4) Wymyślam nowe nazwy rzeczy

Być może zabrzmi to głupio, ale czasami brakuje mi słów na rzecz, którą chcę nazwać. Nie należę do osób, które po 5 latach przebywania za granicą zapominają języka ojczystego (zdecydowanie NIE!), ale zdarza się tak, że jako pierwsze do głowy przychodzi mi określenie w innym języku, tudzież wiem, o co chodzi, ale nie potrafię znaleźć słowa określającego owy przedmiot. Wtedy w ruch wchodzi moja wrodzona wyobraźnia, która nadaje nową nazwę, która czasem jest na tyle zabawna, że przyjmuje się w mowie potocznej i cała rodzina zaczyna tak ją nazywać :P W taki sposób powstały np. szampinionsy na określenie pieczarek.

5) Nigdy nie gaszę światła

Gdy spytałam mojego męża, jakie fakty mogłabym zamieścić w tym poście, to bez chwili namysłu powiedział, że nigdy nie gaszę światła. Polemizowałabym ze słowem nigdy, bo czasem mi się zdarza :P Często łapię się niestety na tym, że zauważam włączone światło w pomieszczeniu, z którego wyszłam godzinę temu. Wiem, wiem. Z oszczędnością nie ma to nic wspólnego, ale nie jestem w stanie wyuczyć w sobie nawyku gaszenia światła, mimo że sama jestem za każdym razem na siebie wściekła.




6) Jestem paskudnie uparta i zawsze mam rację

Prawdziwy ze mnie zodiakalny byk. Mój upór objawiał się od małego i tak mi już pozostało. W dodatku, gdy wydaje mi się, że mam rację, będę dążyć do tego, żeby wyszło na moje. Nawet jeśli ktoś zdoła przedstawić argumenty, które będą tę rację podważać. Nie bez przyczyny otrzymałam kubek z napisem Pani, która zawsze ma rację.


7) Jako dziecko nie jadłam niczego co zielone

Awersja do zielonych warzyw pojawiła się znikąd i zniknęła dopiero, gdy zaczęłam samodzielnie gotować. Do tego czasu potrafiłam wybierać nawet natkę pietruszki z zupy pomidorowej, co doprowadzało moją mamę do szału.

8) Obecne nawyki żywieniowe


A obecnie... od kilku dobrych lat nie jem w ogóle masła, margaryny czy też innych smarowideł. Zrezygnowałam już dawno ze słodzenia kawy czy herbaty. Kawę piję tylko i wyłącznie czarną, bo nie spożywam również mleka, po którym zawsze źle się czuję.



9) Jestem fanką marcepanu

Uwielbiam wszystko, co zawiera w sobie marcepan i choć kiedyś unikałam tego składniku, to obecnie jest to moja ulubiona słodycz. Nic dziwnego, że zakochałam się w austriackich kuleczkach Mozarta.

10) Moja fobia to owady

Mam okropną fobię przed wszystkimi owadami. Moje mieszkanie jest z każdej możliwej strony zabezpieczone siatkami na owady, a bez nich nie otworzę nawet okna w upalny dzień. Paradoksalnie nie przerażają mnie tak bardzo pająki, jak np. pszczoły i szerszenie. Gdy tylko widzę te drugie, strach mnie wręcz paraliżuje. Nie jestem w stanie zasnąć, gdy w pomieszczeniu lata komar czy mucha. Niemile widziane są również biedronki. Potrafię nawet sprecyzować od czego zaczął się ten lęk: pewnego dnia podczas spaceru wplątała mi się we włosy pszczoła. Było to tak traumatyczne przeżycie, że odcisnęło piętno do dnia dzisiejszego.

11) Lubię styl rustykalny i drewno

Zdecydowanie przemawia do mnie drewniany wystrój wnętrza. Nigdy nie byłam zwolenniczką nowoczesnych wykończeń, białych mebli rodem z idealnego profilu z Instagrama. Od początku wiedziałam, że meblując moje mieszkanie znajdzie się w nim jak najwięcej drewnianych elementów. Kompletowanie wszystkich mebli w jasnym odcieniu nieobrobionego drewna zajęło nam dwa lata, ale było warto!



12) Moja pieta Achillesowa to paznokcie

Mogę wymienić całą listę rzeczy, które umiem robić i dobrze mi wychodzą, ale na pewno nie zaliczają się do tego paznokcie. Co do ich kondycji nie mogę narzekać, ale zupełnie nie wychodzi mi malowanie, robienie wzorków itp. Najzwyczajniej w świecie się do tego nie nadaję. Przy całej niechęci do robienia czegokolwiek z paznokciami, nie lubię też uczestniczyć w rozmowach na ten temat, pomijam tego typu posty na blogach. Ten temat ewidentnie mi nie leży i zupełnie mnie nie kręci siedzenie przez 3 godziny bez ruchu tylko po to, by mieć coś napaciane na paznokciach.

13) Polak głodny, Polak zły

To przysłowie zna chyba każdy, a ja jestem jego chodzącym potwierdzeniem. Granica pomiędzy stanem Chyba za niedługo muszę coś zjeść, a Ratunku! Zaraz umrę z głodu! jest u mnie krucha niczym wiosenna kra na rzece. Najbardziej cierpi na tym najczęściej mój mąż, któremu obrywa się w takich sytuacjach najbardziej. Nawet nie jestem wtedy zła – ja jestem chodzącym wulkanem, który wylewa tony lawy, dopóki jedzenia nie otrzyma.

14) Zawsze muszę być przykryta

Nieważne, czy na zewnątrz panuje paskudny ziąb czy też niemiłosierny upał, ja i tak muszę być podczas snu przykryta od stóp do głów. Latem wcale nie zmieniam kołdry na lżejszą, a jadąc do kogoś zabieram najgrubszy koc. Tak, jestem dziwna.

15) Jestem chodzącym pamiętnikiem

Pamiętam wszystkie wydarzenia z życia łącznie z ich datami i miejscem. To czasem zakrawa wręcz o jakąś nadprzyrodzoną moc. Możecie wyobrazić sobie miny znajomych, gdy siedząc na spotkaniu mój ukochany opowiada historię, która nam się przydarzyła i zastanawia się: „To było w maju? Nie, jakoś na jesień...”, po czym ja wypalam: 28 marca 2012 roku. Jednocześnie jestem też chodzącym paradoksem, bo np. dat urodzin i imienin nie pamiętam zupełnie.




16) Nie lubię długich włosów

Przez całe moje życie nosiłam długie włosy. Ich długość sięgała mniej więcej do pasa i (będąc jeszcze dzieckiem) co dzień rano mama robiła mi długiego kucyka, którego nienawidziłam ponad wszystko. Gdy w końcu dojrzałam do tej poważnej decyzji, poszłam do fryzjera i poprosiłam o ścięcie włosów z długości do pasa do długości sięgającej połowy szyi. Dwie panie absolutnie mi wtedy odmówiły, a trzecia wykonywała to ze łzami w oczach. Ja też płakałam, ale ze szczęścia. Tak bardzo cieszyłam się, że nie muszę już męczyć się z długimi włosami. Od tamtej pory pokochałam taką długość, choć ciężko jest mi ją na długo utrzymać, bo włosy rosną mi z zaskakującą prędkością i nim się obejrzę znowu sięgają do ramion. Obecnie marzę już tylko o tym, by je ściąć.




17) Dwie ulubione gry komputerowe

Nie mogę powiedzieć, bym była maniakiem komputerowym, który spędza (czy też spędzał) całe dnie przed komputerem, jednak dwie gry z mojego dzieciństwa tak bardzo mi się spodobały, ze do dnia dzisiejszego do nich powracam. Pierwsza gra, której humor jest absolutnie powalający (Drodzy rodzice, jak mogliście pozwolić grać w tę grę dziecku :P) to Simon the Sorcerer, a konkretniej jej druga część, którą posiadałam i byłam nią zachwycona. Typowa przygodówka, polegająca na zdobywaniu przedmiotów, które następnie trzeba było w odpowiedni sposób wykorzystywać, by przechodzić dalej. Genialny humor i dialogi czynią tę grę bardzo specyficzną. Drugą są kultowe Sims 2. Druga część jakoś najbardziej mi się spodobała i gram w nią do dziś, mając rodzinę, która liczy obecnie już 10 pokoleń.

18) Kiedy dopada mnie wena?

By rozpocząć pisanie posta potrzebuję weny, a ta nachodzi mnie zazwyczaj wczesnym rankiem. Nie ma dla mnie problemu, żeby wstać o 6 rano i zacząć pisać posta. Oczywiście w towarzystwie kubka z ulubioną kawą. Wielokrotnie próbowałam pisać w godzinach popołudniowych, czy też wieczornych, lecz zupełnie nie kleją mi się wtedy zdania. Wieczory zarezerwowane są zazwyczaj na obróbkę zdjęć.



19) Zdarza mi się mówić o sobie w trzeciej osobie

Oczywiście tylko w obecności najbliższych, których zawsze rozśmiesza mój infantylny ton i zazwyczaj wtedy, gdy czegoś chcę, bo nikt nie jest w stanie mi odmówić ;)

20) Nie róbcie mi zdjęć!

Mniej więcej od czasu ukończenia 10 lat weszłam w okres, w którym uciekałam od jakichkolwiek zdjęć. Nie lubiłam siebie na zdjęciach. Zawsze uważałam, że jestem niefotogeniczna i... teraz trochę żałuję, bo z okresu pomiędzy 10 a 20 rokiem życia nie mam prawie żadnych zdjęć. Później się to zmieniło i obecnie w moich archiwach znajdują się nawet mało korzystne zdjęcia, które jednak są swego rodzaju pamiątką, a zarezerwowane są jedynie dla najbliższych.

Czy któreś z tych faktów Was zaskoczyły? A może znaleźliście cechy, które łączą się z Waszymi?

26 komentarzy:

  1. Urzekający punkt o zbieraniu wspomnień ;) Gdybym tak stale nie podróżowała na pewno poszłabym w Twoje ślady. Też jestem tak sentymentalna ;)
    Super post, zawsze fajnie znać bliżej osobę, która pisze do nas po drugiej stronie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze przypadl Ci do gustu :)

      Usuń
  2. Bardzo fajnie wszystko opowiedziałaś:) ja też lubię Simsy 2,to chyba najlepsza część

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha ja też miałam solidne notatki ślubne! ;)
    I mam co najmniej trzy kalendarze w których wszystko co ważne zapisuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perfekcyjnie zorganizowane ;) Przybijmy sobie piatke! :)

      Usuń
  4. Z aparatem mam dokładnie tak samo :). Czasem na zwykłym spacerze w lesie czy po parku chwytam się na myśli "to bym mogła sfotografować". Z sentymentalnością także mogę przybić Ci piątkę :).
    Z owadami mam tak samo! Kiedyś, jak byłam mała, ukąsiła mnie osa przy oku... Od tamtej pory jak tylko widzę osę, dostaję paniki i szybko szukam czegoś, czym bym mogła ją przegonić.
    Krótsze włosy dodają Ci uroku :). Ja lubię u siebie długie, ale szybko się niszczą i już niebawem czeka mnie wizyta u fryzjera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele wspolnego! Wspolczuje sytuacji z osa, chyba bym umarla...

      Usuń
  5. Interesujące fakty:) ja jako dziecko marzyłam by miec naprawdę długie wlosy.po maturze ścielam na krótkie i lubiłam to ale po ślubie zapuściłam w koncu naprawdę długie wlosy prawie do pasa i okazało sie ze wcale ich nie lubie! Ścielam na krótkie.obecnie mam bardzo krótkie i he uwielbiam.nie zgodziłabym sie na długie po raz 2gi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlosom do pasa mowie zdecydowane nie :P

      Usuń
  6. Super Cie poznac i widze wiele wspolnych cech, tez wymyslam slowa hahaha a myslalam ze jestem jedyna, co gorsze rowniez w jezyku niemieckim :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny post, fajnie Cię bliżej poznać, pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie rowniez milo, ze moglam dac sie poznac ;)

      Usuń
  8. Pod kilkoma z tych punktów mogę się podpisać i ja :)
    Jestem dobrą organizatorką - od małych imprez rodzinnych, czy urlopów aż po duże wesele :)
    Jestem paskudnie uparta - oj tak i to bardzo :)
    Jestem wściekła jak jestem głodna, no i zawsze muszę być przykryta :)
    Zdjęcia - moja zmora ;) Nie wiem tylko dlaczego ludzie ak się uparli żeby mnie na nich uwiecznić ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. haha, ciekawa jestem dlaczego nazwałaś te pieczarki akurat w ten sposób :D Też nie przepadam za pozowaniem do zdjęć i też najlepiej pisze mi się rano, chociaż jesteśmy chyba w mniejszości:) A co do marcepanu- ja z kolei nie lubię tego smaku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po niemiecku pieczarki to Champinions, wiec tak jakos latwiej mi bylo znalezc slowo :P

      Usuń
  10. Genialny post! Kilka faktów mogę przypisać również do siebie :)
    allixaa.blogspot.com - klik

    OdpowiedzUsuń
  11. haha świetne fakty :) mamy wiele wspólnego :)
    obserwuję i zapraszam do mnie w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mamy dużo wspólnego. Chociażby 1,2,3... Z pewnością też 15, bo pamiętam wszelkie daty i wszelkie szczegóły czym czasem doprowadzam ludzi do rozpaczy. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie potrafia dziwnie reagowac na takie przydatne cechy :D

      Usuń
  13. Ja też mam problem z owadami, czego wiele osób nie potrafi zrozumieć i dziwią się czego tu się można bać. Na szczęście mój mąż mnie rozumie i zawsze mnie przed nimi broni :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...