środa, 26 października 2016

Z przymrużeniem oka #1 - Bez czego nie przeżyję w Szwajcarii?

W ostatnim czasie na blogu pojawia się sporo tematów, które podsuwa mi moje życie. Dziś chciałabym przedstawić Wam post z cyklu tych luźniejszych pod roboczym tytułem „Z przymrużeniem oka”. Będziecie mogli przeczytać, bez czego nie jestem w stanie przeżyć w Szwajcarii. Oczywiście proszę Was byście nie brali tego zbyt dosłownie, bo jak wiadomo do wszystkiego można się przyzwyczaić. Jednak jadąc do Polski, zawsze przywożę ze sobą kilka rzeczy, o których chciałabym napisać parę słów. Skupię się tutaj na jednej z ważniejszych i zarazem najprzyjemniejszych kwestii życiowych, czyli jedzeniu! Ten post w pewnym stopniu pokryje się z postem „Czego nie kupisz w Szwajcarii?” (LINK), bo z pewnością jest to główny powód do przywożenia produktów z Polski. Postaram się przedstawić listę rzeczy, które koniecznie podczas każdego pobytu w Polsce musimy kupić z krótkim wyjaśnieniem, dlaczego to robimy i odniesieniem do ewentualnych szwajcarskich odpowiedników.

Zapraszam Was zatem do zaglądnięcia do mojego sklepowego koszyka!

Krótka historia

Będąc świeżo upieczoną mieszkanką Szwajcarii, do Polski jeździłam bardzo często. Praktycznie raz na 3 miesiące pojawiałam się w ojczyźnie. Raz nawet spędziłam ponad 2 miesięczny urlop w kraju. Ta sytuacja powodowała, że większość produktów w mojej kuchni pochodziła z Polski i nie wyobrażałam sobie sytuacji, w której musiałabym obejść się bez jakiegokolwiek produktu. Sytuacja jednak uległa zmianie, częstotliwość wyjazdów do Polski zmalała, a ja musiałam zapoznać się ze szwajcarskimi produktami. Wtedy też odkryłam, że nie muszę robić miliona zapasów polskiej żywności, jak gdybym szykowała się na wybuch elektrowni atomowej (co swoją drogą jest całkiem prawdopodobne). Ostatecznie staram się ograniczać ilość przywożonych produktów. Wiele z nich nie kupuję ze względu na kiepską jakość, inne z kolei mogę dostać na miejscu w bardzo podobnej cenie.

Co przywożę zatem z Polski?

1) Kasza (różne rodzaje)

W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do różnych rodzajów kaszy, która stanowi świetny element obiadu. Kasza jęczmienna, jaglana, gryczana... Kilka opakowań kaszy kupuję dla siebie podczas każdego pobytu w Polsce. Często też jestem proszona o przywiezienie zapasów znajomym do tego stopnia, że ostatnio przywiozłam 18 dużych opakowań kaszy. Celnicy z pewnością pomyśleliby, że prowadzę nielegalny handel.


Szwajcarska alternatywa: W szwajcarskich supermarketach znaleźć można ogromne regały z przeróżnymi rodzajami ryżu i to ten produkt jest tutaj najbardziej popularny: od małych opakowań do 5 kg paczek w różnych wersjach smakowych i przeznaczonych do rozmaitych celów. Wśród kasz znajdziemy kaszę kuskus oraz mąkę kukurydzianą, przeznaczoną do przyrządzenia Polenty. Komosa ryżowa (Quinoa) jest również łatwo dostępna.

2) Ketchup Pudliszki (zawsze łagodny)

Tutaj nastąpi małe lokowanie produktu. Osobiście uważam, że ketchup tej marki jest najlepszy i gdy go zabraknie, nie używam żadnego innego. Wypróbowałam wiele produktów i żadne Heinzy i inne firmy nie dorównują polskim Pudliszkom.


Szwajcarska alternatywa: Najbardziej powszechnie występującą marką jest właśnie Heinz. Po za nim znaleźć można marki własne supermarketów. Niestety smak żadnej z nich mi nie odpowiada.

3) Majonez

Polski majonez Winiary jest również chętnie przywożony przez rodaków. Pytając się znajomych, czy przywieźć im coś z Polski, majonez Winiary jest drugim produktem (tuż po papierosach), który zawsze pojawia się w odpowiedzi.


Szwajcarska alternatywa: Prawie wszystkie rodzaje majonezu dostępnego w Szwajcarii to produkt wprost z tubki – niczym pasta do zębów. Prym wiedzie tutaj marka Thommy. Ich majonezy smakują inaczej niż znane nam polskie produkty, jednak w naszej lodowce często występują, a Winiary stanowi czysty rarytas.

4) Bułka tarta

Mam swój sprawdzony produkt z Polski, który zawsze kupuję i jest nim bułka tarta z Lidla. Przedstawiona na zdjęciu bułka została zakupiona dla mnie przez znajomych, którym nie dałam odpowiednich wytycznych.


Szwajcarska alternatywa: Do panierowania używa się tutaj mąki panierowanej (Paniermehl) lub gotowych mieszanek (Paniermischung). Szczerze mówiąc, jakoś mi z nimi nie po drodze i wolę używać sprawdzonego produktu, a gdy już go zabraknie, samemu przygotować domowym sposobem.

5) Makaron Lubella Spaghetti nr 4

Co tu dużo kryć: uwielbiam! Bardzo smakują mi makarony Lubella i o ile innych rodzajów makaronu tak bardzo mi nie brakuje, to makaron do spaghetti jest musem, który ściągam z polskiej półki. Gdy się on skończy, to oczywiście kupuję makaron innej marki, ale z chęcią powracam do Lubelli.


Szwajcarska alternatywa: Na miejscu istnieje spory wybór firm, produkujących makarony. Osobiście decyduję się najczęściej na Barillę.

6) Kisiele, budynie, galaretki

Nie mogę powiedzieć, bym spożywała tego typu produkty w nadmiernych ilościach, jednakże lubię mieć pod ręką coś na osłodę i rozgrzanie (zwłaszcza w chłodne, zimowe wieczory). Na galaretki nachodzi mnie z kolei ochota latem. Ciasto z galaretką i owocami – coś pysznego!


Szwajcarska alternatywa: Takich produktów w Szwajcarii nie ma. Pamiętam zdziwienie, gdy przyniosłam kiedyś ciasto z galaretką w odwiedziny („Bo, czy to w ogóle się je?”). Widziałam jedynie środek żelujący, który dodaje się w celu uzyskania konsystencji konfitury. Coś na kształt budyniu znajduje się tu w saszetkach o nazwie Pudding. Całość starcza na 4 – 5 porcji i miesza się to z mlekiem. W przypadku wersji czekoladowej smakuje to bardziej jak mus czekoladowy. Jak to się mówi, na bezrybiu i rak ryba. 

7) Sosy z torebki

I tutaj mogę zostać zrugana, ale... niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nigdy żadnego nie użył. Przydaje się mieć je pod ręką, gdy brak czasu czy ochoty na gotowanie, a obiad trzeba przygotować. Najczęściej kupuję sosy Knorra. Borowikowy jest przepyszny.


Szwajcarska alternatywa: Jeśli chodzi o sosy w torebkach, to w Szwajcarii również ich nie brakuje. Jednak szwajcarski a polski „Knorr” to dwie różne bajki. Spotkałam się wielokrotnie z opiniami, że są one po prostu mało smaczne. Osobiście lubię jeden z sosów pieczeniowych z pieczarkami, ale cena nie jest specjalnie zachęcająca do kupna (grubo ponad 2 franki za szt.).

8) Chipsy Lay's Zielona Cebulka

Uwaga! Wiadomość z ostatniej chwili! Lay'sy nie są już tymi samymi Lay'sami, co kilka lat temu! Spokojnie moglibyśmy pracować jako degustatorzy Lay'sów. Praktycznie z każdej wyprawy do Polski przywoziliśmy pełen karton Megapaki. Teraz ta liczba nie jest już taka duża, a po spróbowaniu ostatniej partii stwierdziliśmy, że smak niestety uległ pogorszeniu...


Szwajcarska alternatywa: W Szwajcarii nie ma słonych przekąsek, które by mi smakowały. Główne smaki, z jakimi można się spotkać, to chipsy paprykowe, solone i ziemniaczane. Marka Lay's z kolei w ogóle nie występuje. Jedyne na co od czasu do czasu najdzie mnie ochota to prażynkowe niedźwiadki :D

9) Pierogi ruskie i gołąbki w słoikach

Tych produktów nie kupujemy w nadmiernych ilościach, ale dla obojga z nas jest to smak dzieciństwa, który możemy podarować sobie na obczyźnie. W dodatku szybki obiadek dla zapracowanych ludzi.

Brak szwajcarskiej alternatywy.

10) Polskie słodycze: Wedel, wafelki: „Grześki”, „Góralki”, „Princessa”, wafle „Familijne”, cukierki na wagę, orzechowe rurki waflowe.

Kto jak kto, ale taka maniaczka słodkości nie może nie zaopatrzyć się w polskie słodycze. Często bywam skuszona przez aktualne promocje czy nowości, które wpadną mi w oko, jak i nietypowe smaki. Wyżej wymienione produkty najczęściej wpadają do mojego koszyka i co tu dużo mówić, sprawiają mi nie lada przyjemność.


Szwajcarska alternatywa: W tym temacie Szwajcaria również nie ma zbyt dużo do zaoferowania. Jedyną słodkością, którą wolę kupić tutaj jest czekolada (co raczej dziwić nie powinno). Praktycznie zawsze w moim domu znaleźć można jakieś produkty Kinder np. Kinder Bueno (mmm...), które nie należą do najtańszych, ale są często dostępne na promocjach i smakują najlepiej z dostępnych słodkich przekąsek. Bardzo mało jest tu z kolei batoników czy wafelków „na raz” (typu wspomniana wcześniej Princessa).

11) Lekarstwa

Wszelkie lekarstwa, tabletki czy suplementy kupuję zawsze w Polsce.


Szwajcarska alternatywa: Po pierwsze leki są ciężko dostępne bez recepty. Tabletki przeciwbólowe są z kolei bardzo słabe i na migrenowy ból głowy nie pomoże nawet zażycie całego opakowania. W zapas specyfików, zażywanych przy przeziębieniu, jest o wiele korzystniej zaopatrzyć się w Polsce i nie trzeba do tego celu odwiedzać lekarza.

12) Książki

Fakt umieszczenia książek w tym spisie nie powinien nikogo dziwić. Praktycznie z każdego wyjazdu przywożę jakąś książkę, którą kupiłam, bądź dostałam.


Szwajcarska alternatywa: Wiele osób tęskni w Szwajcarii za polską literaturą i ubolewam, że nie ma żadnych miejsc, gdzie można byłoby ją dostać (mimo, iż księgarnie oferują dużą gamę zagranicznych lektur w różnych językach – najwidoczniej jest nas jeszcze za mało w tym kraju). Oczywiście możemy sięgnąć po literaturę niemiecką, tudzież szwajcarską, bo książki pisane dialektem też istnieją. O ile przy początkowej fazie fascynacji językiem obcym jest to coś bardzo fajnego, to po jakimś czasie chęć kontaktu z językiem ojczystym jest tak wielka, że czyta się nawet etykiety środków czystości, przywiezionych niegdyś z kraju.

Na sam koniec muszę jednak zaznaczyć, że są również produkty, których nigdy nie kupuję w Polsce. Po wielu przykrych nieraz doświadczeniach, jak i ze względu na różnice w jakości produktów nie przywożę: mięsa, chleba, większości produktów, które należy przechowywać w lodowce (takich jak śmietana), warzyw i owoców, gotowych ciast w proszku (stokrotnie wolę upiec coś swojego), czy podstawy w kuchni typu sól, pieprz, cukier. Nie zdarzyło mi się nigdy wwozić do Szwajcarii napoi i wody, jajek, miodu (na miejscu dostanę produkty świetnej jakości), proszku do prania, worków na śmieci itp.

A Wy bez jakich produktów nie potrafilibyście żyć? Jeśli również nie mieszkacie w Polsce, to jakie produkty zabieracie ze sobą z urlopu spędzonego w ojczyźnie? Za czym najbardziej tęsknicie? 

42 komentarze:

  1. Kasz nie jadam ani ryżu za to słodycze bym zabierala ile wlezie bez książek też bym się nie mogła obejść :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja rowniez, ale moj ukochany nienawidzi ryzu i bardzo rzadko go jemy :(

      Usuń
  3. Ja nie bylam w Polsce już prawie rok ale dostaje paczki od mamy średnio raz na miesiąc. Co do leków i suplementów to również prosze mame by mi je wysylala bo ja nie ufam koreańskim medykamentom i lekarzom... zawsze lecze sie na wlasną reke.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cos w tym jest. Ja tez wole stosowac sprawdzone rzeczy.

      Usuń
  4. Hah, keczup, kasza i bułka tarta jako niezbędniki przetrwania :D ❤

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze, nie spodziewałam się że aż tylu produktów w Szwajcarii nie można kupić... Z kaszą to jeszcze logiczne, podróżując po wielu krajach wszędzie trudno było dostać kaszę albo było to wcale niemożliwe. Ale te pozostałe rzeczy? Tak, doczytałam że są jakieś szwajcarskie zamienniki, które Wam nie smakują :) Ale nie spodziewałam się, że naprawdę trzeba będzie robić takie zapasy :P Dobrze, że możecie kupować przez internet w razie potrzeby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i tak skrocona lista w porownaniu do tego, co przywozilam na poczatku :P

      Usuń
  6. Kasza, lekarstwa, książki - tak, to również ja przywożę z Polski. Często również pomidory, gdyż u mnie w miejscowości są bardzo dobre, a w Niemczech takie dość średnie. Majonez Winiary kiedyś wozili rodzice, teraz na szczęście jest do kupienia w miejscowym Kauflandzie. Przywożę także mój ulubiony szampon do włosów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam w wielu niemieckich marketach półki z polskimi produktami, wiec ... zazdroszczę! :)

      Usuń
  7. nie ma kaszy ?;p bez sensu ;d ja teraz jestem w Holandii i tu np. nie ma mąki ziemniaczanej:p

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten majonez w tubce trochę mnie obrzydza. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nielegalny handel kaszą, jak to brzmi :D Pewnie miałabym podobnie jak Ty, że brakowałoby mi polskich produktów. Ja już po kilku tygodniach w Kanadzie nie mogłam wytrzymać bez polskiego jedzenia i ostatnie tygodnie kojarzą mi się tylko z myśleniem "co zjem/kupię" jak wrócę do kraju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ja po 5 latach powinnam juz byc na totalnym glodzie :P A tak szczerze mowiac, jadac do kraju chce zjesc wszystkiego na zapas, a potem choruje :P

      Usuń
  10. Kasza i makarony <3 melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. widać,że masz dużo ciekawych pomysłów na posty i bardzo mi się to podoba :)
    czekam na więcej !

    http://kaarollkaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje. Mam nadzieje, ze kolejne posty przypadna Ci do gustu :)

      Usuń
  12. Mieszkam w uk, ale nasze Polskie listy zakupów w zaskakująco wielu miejscach sie pokrywają ;-D w tym roku na urlopie byliśmy autem i związałam chyba 10kg bułki tartej, a drugie tyle kasz. Dodałabym do listy must have jeszcze mąkę, bo tu wszystko jakby z soda albo proszkiem do pieczenia od razu ;) nie cierpię ich maki
    Co do książek- planuje dostać czytnik na święta zeby nie czekać na każda kolejna dostawę książek z pl :-D

    OdpowiedzUsuń
  13. Aa jeszcze. Ketchup proponuje parczewa <3 to taka moja lokalna marka. Chociaż przez większość życia mieszkałam po sąsiedzku z lubella (teściowa w każdej paczce lokuje makaron :D)
    A co do chipsów - tutaj lays to walkers. I niestety najlepszych na świecie paprykowych brak, lubują sos w smakach vinegre ble:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj w takim przypadku make tez bym wozila :P A paprykowe Lay's sa w Niemczech, ale ja i tak uwielbiam zielona cebulke :)

      Usuń
  14. Też lubimy keczup Pudliszki, tylko że w naszym przypadku wersja ostra :)
    Ja bułkę tartą robię sama, a makaron przez długi czas używałam taki jak Ty, obecnie przerzuciłam się na ten z lidla - zwłaszcza do spagetti. Kisiele też były by pewnie moim stałym produktem.
    Trochę wiem jak się mieszka za granicą wiec żadnemu podpunktowi się absolutnie nie dziwię, my przynajmniej raz w miesiącu bywaliśmy w polskim sklepie :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w Szwajcarii nie ma polskich sklepow. Jedynie jeden internetowy :/

      Usuń
  15. No normalne, w Szwajcarii są produkty innych marek ;)
    Fajny majonezik :D Nie widziałam takiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Majonez z tubki brzmi mało zachęcająco :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Odpowiedzi
    1. Oj tak! Z owocami jeszcze sobie zrobie, ale ruskich juz ni hu hu :(

      Usuń
  18. Za majonezem chyba tęskniłabym najbardziej ;) No i oczywiście za polskimi książkami, ale je łatwej jest zastąpić ebookami :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ojeja z to ja musialabym ciągnąć ze soba całą apteczke przy moich migrenach... :-D

    OdpowiedzUsuń
  20. Znam to uczucie o którym piszesz... jak mieszkałam we Włoszech to też robiłam jedzeniowe i książkowe zapasy podczas każdego pobytu w Polsce. Ja tęskniłam strasznie za rosołem (i kilka razy próbowałam go we Włoszech ugotować, ale dostanie włoszczyzny graniczy tam z cudem, nie mówiąc już np. o liściach laurowych, więc smak mało prawdziwy rosół przypominał) i za żurkiem (musiałam się zadowalać takim z papierka). Zawsze przywoziłam też trochę słodyczy (ale to bardziej do obdarowania znajomych)i ogórki kiszone. Bez reszty jedzenia dało się przeżyć... tym bardziej, że włoska kuchnia do najgorszych nie należy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest naprawde wiele produktow, za ktorymi sie teskni, a najsmieszniejsze jest to, ze czasem nawet w Polsce nie jadlo sie czegos przez caly rok i bylo w porzadku, a na obczyznie zaczelo tak bardzo tego brakowac :P

      Usuń
  21. Odnośnie majonezu - zgadzam się, wiele osób zawsze prosi aby go przywieźć haha. :D

    OdpowiedzUsuń
  22. wszystkie niezbędniki:) jestem chipsoholiczką:)



    WWW.KARYN.PL

    OdpowiedzUsuń
  23. A ja bardzo lubię kasze. Za to moja starsza córcia niekoniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  24. totalnie zaskoczyłaś mnie brakiem bułki tartej w sklepach:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...