środa, 18 marca 2015

Recenzja PinkBoxa

Od czasu, gdy otrzymałam moje pierwsze pudełko z PinkBoxa minęło już ponad dwa tygodnie. Podczas, gdy z niecierpliwością czekam na kolejne, które nadejdzie do mnie pod koniec miesiąca, systematycznie testuje to, co już wpadło w moje ręce. Zapraszam Was zatem na moją ocenę zawartości pudełka z lutego. W tym poście skupię się na samej ocenie produktów, gdyż nie chce powtarzać tego, co pisałam podczas „Unboxing'u”. Informacje tj. cena, pojemność, opis, czy miejsce, gdzie można zakupić dany produkt, znajdziecie w poprzednim poście, do którego odsyłam Was >>TUTAJ<<.

RECENZJA - PINKBOX LUTY 2015

1) Anatomicals - Cypress and thyme body cleanser


Opakowanie: Z pewnością nie podpasowało mi opakowanie produktu. Żel pod prysznic z pompką nie sprawdza się w moim przypadku, a wręcz powiedziałabym, że irytuje. Sama pompka „chodzi” dość ciężko i trzeba naciskać z dużą siłą, by użyć produktu.



Zapach: Ostro tymiankowy. Wydaje mi się, że to najgorsza cecha tego żelu. Momentami czułam się, jakbym otworzyła opakowanie sztucznego, sproszkowanego tymianku i trzymała w nim nos przez 20 minut. Sam zapach wywoływał u mnie ataki kichania.


Moja opinia: Od żelu pod prysznic mam zawsze spore oczekiwania. W tym przypadku nie sprawdziło się opakowanie, a zapach okazał się niezbyt przyjemny. Co do samego działania, myć myje i chyba na tym kończy się jego rola. Osobiście uwielbiam żele, które mocno się pienią, ten nie pieni się praktycznie w ogóle. Nie odczułam żadnego rewelacyjnego działania, odprężenia itp. Jest to taki typowy średniak. Te 15 zł, które musiałabym za niego zapłacić, wolałabym przeznaczyć na kolejny żel z Nivea, czy Dove.

Największa klapa pudełka!


2) W7 - Boom Kohl Eyeliner


Opakowanie: Asymetryczne, zwężone na końcach. Przyjemnie leży w dłoni. Ułatwia precyzyjną aplikacje. Nasadka jest przezroczysta, dzięki czemu widzimy, co znajduje się pod nią, jednak minusem jest to, że szybko brudzi się podczas odkręcania pisaka.

Trwałość: Zadowalająca. Bez żadnych poprawek utrzymywał się w nienaruszonym stanie 4 – 5 h. 


Moja opinia: Przede wszystkim zachwyciła mnie łatwość użycia tego produktu. Nie jestem mistrzynią w tworzeniu najdoskonalszych kresek, z nim jednak nie miałam żadnego problemu. Zrobienie kreski zajęło mi dosłownie kilka sekund. Eyeliner ma bardzo ciemny odcień i faktycznie patrząc na niego ma się skojarzenie z węglem. Niestety (a może i stety – zależy jak kto woli) ma on sporo drobinek, co widać gołym okiem już przed aplikacją. Przez to nadaje się on raczej do wieczorowego, imprezowego make-upu. Jestem zadowolona z tego produktu i gdybym miała go oceniać, dałabym mu mocne 4 +.


3) Bayer - Bepanthol


Opakowanie: Bardzo poręczne. Patrząc na nie ma się od razu wrażenie, że to produkt leczniczy. W środku znajduje się ulotka z informacjami, co zawiera produkt, jak go stosować itp. Ulotka skonstruowana została w trzech językach. Samo opakowanie kremu jest malutkie. Można go nosić zawsze przy sobie, gdyż zmieści się w najmniejszej kieszonce torebki.


Zapach i smak: Nakładając produkt na usta, czuć niezbyt przyjemny, lekarski zapach. Nie zalecam również oblizywania ust do czasu, aż krem się wchłonie. Jego smak jest bardzo odrzucający. Te cechy utwierdzają w przekonaniu, że mamy do czynienia raczej z lekiem, niż kosmetykiem. Osobiście uważam jednak, że to co najgorzej smakuje, również najlepiej pomaga ;)


Moja opinia: Krem mimo małego opakowania jest bardzo wydajny. Od dwóch tygodni stosuje go bardzo często wraz z moim chłopakiem, który mi go systematycznie podbiera (:P), a nie został on jeszcze zużyty nawet w połowie. Produkt silnie przypomina konsystencją wazelinę i po nałożeniu daje podobne odczucie na ustach. Po wchłonięciu się warstwy kremu, usta stają się miękkie i odżywione. Olbrzymim plusem jest to, że nie zawiera on żadnych sztucznych elementów. Przerażająca może być jedynie cena: 7,80 CHF (przy obecnym kursie około 30 zł) za 7,5 g produktu. Cieszę się, że mogłam przetestować ten produkt i z całą pewnością mogę go polecić.


4) Shampoo Korres - Aloe & Dittany


Opakowanie: Ubolewam okropnie, że dostałam jedynie próbkę tego szamponu, która zawiera tylko 40 ml. Produkt pełnowymiarowy zawiera 250 ml produktu, więc również nie jest on gigantem. Koniec końców liczy się jednak jakość, a nie ilość.

Zapach: Bardzo przyjemny – aloesowo-ziołowy. Utrzymywał się do kilku minut po umyciu głowy.


Moja opinia: Otwierając pudełko PinkBox był to produkt, z którego byłam najmniej zadowolona. Mam dość problematyczną skórę głowy i od lat stosuje mój sprawdzony zestaw do mycia i pielęgnacji włosów. Z olbrzymią obawą podeszłam zatem do tego produktu. Szampon okazał się być bardzo dobry! Próbka starczyła mi (przy krótkich włosach) na 4 zużycia. Podczas mycia unosił się bardzo przyjemny, kojący zapach. Zauważyłam również, iż tuż po umyciu, włosy zaczęły się same układać, co na codzień jest niezwykle trudne. Podczas testów tego szamponu nie chciałam używać żadnych innych produktów, by przekonać się, jakie ma on faktycznie działanie. Okazało się, że włosy są nadzwyczaj miękkie i pięknie się błyszczą. Jeśli miałybyście okazję wypróbować ten szampon, zachęcam całą sobą! :)


5) Yankee Candle - Czarna porzeczka


Opakowanie: W pudełku znalazłam sampler świeczki YC, którego pojemność wynosi 49 g. Czas palenia się takiej świeczki to około 15 h.

Zapach: Bardzo ucieszyłam się z zapachu, jaki otrzymałam. Czarna porzeczka to zapach, który od jakiegoś czasu bardzo lubię. Podpasował on również mojemu chłopakowi. Świeczka ma dość intensywny zapach i czuć go nawet, przechodząc obok niezapalonej świeczki.


Moja opinia: Wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z produktami Yankee Candle. W Szwajcarii nie są one aż tak dostępne. W mojej okolicy nie ma sklepów YC, a jedynie sklepy, w których jedna z półek zapełniona jest ich świeczkami. Wybór jest najczęściej żaden, a ceny powalają na kolana. Sampler, który otrzymałam można tam zakupić za niecałe 15 CHF, podczas gdy w Polsce na stronie internetowej kosztują one zaledwie 10 zł. Tym bardziej jestem niezmiernie szczęśliwa, że otrzymałam tę wersję świeczki!

BONUS!


Wraz z pudełkiem dotarły do mnie również bony – wśród nich rabat 20% na świeczki Yankee Candle przy zakupie internetowym. Z bonu skorzystałam i skonstruowałam moją własną kolekcję wosków YC. Zamówiłam 7 wosków, a z powodu wykorzystania kodu z PinkBoxa dostałam kolejny, gratisowy sampler. Jeśli jesteście ciekawe, jakie zapachy znalazły się w mojej kolekcji, chętnie zrobię o nich osobny wpis.

Co sądzicie o moich recenzjach? Miałyście okazję testować któryś z powyższych produktów? Znacie te marki?

PS. Być może zauważyłyście już, że wygląd bloga został nieco odświeżony na wiosnę ;)


10 komentarzy:

  1. Świeczka ma genialny kolor <3 żel pod prysznic też wydaje się ciekawy

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna zawartość :D Swietny eyeliner :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny post. Oczywiście jestem ciekawa jakie zapachy sobie sprawiłaś, więc czekam na post :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz słyszę o takim pudełku :)
    Ciekawe kosmetyki otrzymałaś do testów :) Wszystkie produkty są dla mnie nie znane ale ciekawe nie powiem :)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak wspominalam w poprzednim poscie jest to pudelko dostepne w Szwajcarii i Liechtensteinie :)

      Usuń
  5. yankeee cudnowne, kocham mocno mocno !
    fajna zawartosc pudeleczka!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kosmetyków tych nie znam. Fajny ten eyeliner. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że żel się nie sprawdził wyglądał tak obiecująco, natomiast bepanthol jest super, u mnie też się sprawdził :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawa recenzja, szkoda żelu ;/

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Poza świecą nie znam nic z tych produktów i jakoś mnie nie przyciągnęły..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...